~ II ~
'' Zaufać ''
Na umówionym miejscu była dopiero po 10 minutach. Kimberly nie chciała się spieszyć, po tym co sie przed chwilą wydarzyło. Dalej była w szoku, jaby nie docierał do niej ten fakt że to była rzeczywistość a nie sen. Zamkneła oczy idąć pod góre, w głowie miała ten moment jak ją całuje. Otworzyła powoli oczy, wolnym krokiem w końcu skręciła w lewą ulice na chodznik gdzie już było płasko, gdzie akurat przy pobliskim sklepie stała jej przyjaciółka.
Miała obawy, ostatnio podsłuchała rozmowe jej z kimś, na jej temat. Nie miała pojęcia z kim rozmawia jej przyjaciółka na jej temat, że niedługo będzie po sprawie. Kim nie wiedziała o co chodzi, ale nie chciała jej zapytać, miała przeczucie że cała ich znajomość legnie w gruzach. Dla nie ujawnienia podejrzeń, objeła taktyke jak zawsze na widok swojej przyjaciółki.
- cześć – zaczęła pierwsza Kim, uwieszając się na szyi Nancy.
- no wreszcie, co się stało? – zapytała z udawanym zaciekawieniem Nancy.
Kimberly tak popatrzyła na nią, przez chwile musiała pomyśleć. Niespodziewała się że jej przyjaciółka naprawde tak udaje. Kim nie jest głupia i od razu torozpoznaje po ludziach, kto udaje a komu zależy.
- więc tak, jak by to zacząć … - odparła szybko Kim, opowiedziała prawie wszystko, tylko pomijając niektóre szczegóły, a właściwie bardzo dużo, a na pewno już nie to co stało się na końcu, tego to nikomu nie powie, a jak przypomniał jej się moment pocałunku którego nigdy nie zapomni to aż przerwała mówić, prawą dłoniął dotkneła swojej dolnej wargi, aż westchneła cicho jak o tym pomyślała ale szybko potrzasnęła głową i zaczęła dalej, akurat w tym momencie Nancy nie patrzyła na nią. Właściwie to troche naściemniała, ale od jakiegoś roku zauważyła że Nancy nie mówi jej wszystkiego, że coś ukrywa przed nią. A po podsłuchaniu jej dziwnej rozmowy to już całikem zwątpiła.
- w takim razie musimy iść na zakupy skoro masz randkę... – odparła Nancy zachwytem, za wszelką cenę nie chciała zdradzić nic po sobie, że jej to wszystko jedno i pociągnęła energicznie Kim za rękę.
- ale zaczekaj... – zaczęła nie pewnie, - po co ja jej wspominałam o tej rance pomyślała Kim.
- nie ma ale, idziemy. - Nancy chciała to mieć już za sobą,
- posłuchaj mnie chodź raz ! – Kim w końcu krzyknęła i wyrwała się przyjaciółce, zdenerwowało ją to bardzo, - w ogóle mnie ignoruje, coś mi tu bardzo, badzo jest podejżane – jej myśl została w głowie, zrobiła poważną mine. Czuła że jest coś z nią nie tak. Do tej pory się tak nie zachowywała Nancy.
- dobra, mów – zaczęła i popatrzyła się na stojącą przed nią Kim, kiedy do tarło do niej. - gdzie twoja czapka... i twoje włosy... są .... - ale wpadłam pomyślała podenerwowana Nancy.
- gdzieś jest i tak mam długie włosy ! - odburknęła Kim - ja idę do domu, muszę poszukać czegoś. - obróciła się od Nancy i ruszyła wolnym krokiem.
- Kim, czekaj idę z tobą - Kim obróciła się ponownie do niej i wzruszyła ramionami, do końca już nie była pewna czy ma jej wierzyć czy nie.
- a więc, to znaczy tak - zachichotała nagle podniecona Nancy, zmieniając kompletnie swoje zamiary. - jeszcze weźmie i coś podejrzy że to ja go tak potraktowałam – pomyślała Nancy, ale z szeroką uśmiechniętą miną do Kim.
Kim nabrała pewniejsze obawy, że Nancy dobrze zna Gabriela, nie chciała tylko dopuścić tej myśli do siebie. Z tego powodu Kim też wydusiła uśmiech i ruszyły razem w kierunku jej mieszkania. Po kilku minutach szukania w swojej szafie Kimberly znalazła zadowoloną mini sukienkę, która będzie odpowiednia na ten wieczór. Nancy siedziała na jej ulubionym fotelu przy ścianie i przeglądała magazyny z modą, ze znudzoną miną kiedy Kim nie patrzyła.
- znalazłaś? - odezwała się w końcu Nancy po kilku minutach ciszy.
- o tak ! - odparła Kim i rzuciła do niej sukienkę, a Nancy od razu zawyła z niedowierzeniem że ma taką sexy sukienke.
- co się stało? - zapytała Kim wynurzając się szybko z szafy, marszcząc brwi do Nancy.
- nie... nic – odparła Nancy - tylko chcę powiedzieć, że fajna sukienka.
- okej, dzięki… - powiedziała Kim bez entuzjazmu i znowu zanurzyła się do szafy, szukała jeszcze czegoś. - Pewnie chce taką samą sukienkę, - pomyślała Kim i wyciągnęła czerwone zakrytym noskiem szpilki i położyła na podłodze przed szafą.
- a te pantofelki to skąd masz ?! – drugi raz zawyła jej przyjaciółka.
- a no z takiego jednego sklepu... – odpowiedziała Kim wstając z podłogi, podeszła do niej bo chciała wziąć sukienke od Nancy, którą trzymała ją jak by czytała coś z niej.
- no daj, chce ją ubrać, czy jeszcze jest dobra... - skłamała Kim, kupiła te rzeczy niedawno, jak ma się bogatego ojca który woli dać kasę.
Sukienka była czarna z cienkiego materiału z koronki w kształcie kwiatków pod spodem była czarna przyszyta falbanka więc nic nie prześwitywało, dekolt miała w kształcie V, a rękawy kończyły się przy łokciu, sukienka jest obcisła i kończy się przed kolanami. Gdy na koniec ubrała szpilki to Nancy już nic nie chciała gadać.
Nancy znała tego z którym Kim się umówiła, dla niej to nie miało znaczenia, ale nie podobało jej się to, bo miała myśli że on wszystko powie Kim, ale żeby nie poznać po sobie zrobiła Kim ładny makijaż, włosy tylko rozczesała i zostawiła rozpuszczone.
- a masz jakąś torebkę? – zapytała Nancy siadając nerwowo z powrotem na fotel.
- a tak mam – znów podeszła do szafy i wyciągnęła nie dużą czarną ze złotymi dodatkami torebkę. Wpakowała tam telefon, czarną sakiewkę, na którą Nancy zrobiła wielkie oczy, ale w ostatniej chwili się powstrzymała, bo Kim akurat sie do niej obróciła wskazując żeby wychodzić. Po wyjściu z mieszkania schowała dopiero klucz do torebki.
- to ty weź taxi, a ja się przejdę - powiedziała Nancy jak niby nic, gdy wyszły na chodnik.
- dobra, to pa - odparła Kim z bladym uśmiechem.
- no to ... zadzwoń jak będziesz już po... pa... - dodała Nancy, chociaż chciała się ugryźć w język zamiast to powiedzieć, ale Kim ruszyła już w przeciwnym kierunku. Nancy patrzyła jak łapie taxi, więc i sama poszła w swoją stronę.
Kim wsiadając do taxi od razu rozpoznała kierowcę, to był jej przyjaciel, dorabiał sobie rozwożąc ludzi po mieście. Oczywiście nie spodziewała się że trafi na niego, przecież tu jest dużo taxówek, - pomyślała Kim, nie odzywała się nic podczas jazdy, trochę to potrwało zanim dojechali na miejsce pod umówioną restauracje przez ' mrocznego chłopaka ' .
Gdy tylko się zatrzymał, - ładnie wyglądasz – zagadał obracając się do niej, a Kim roześmiała się nerwowo. Starała się zachować nie pokazując zbyt wiele emocji.
- dzięki Lucas - i dała pieniądze za jazdę.
- randka ? - zapytał,
- chyba tak - odparła nie wiedząc co ma odpowiedzić.
- powodzenia Kim – odparł szybko, a ona posłała mu uśmiech i otworzyła drzwi, żeby wysiąść prosto na chodznik i na w prost już była ścieżka prowadząca do wejścia restauracji. Przystanęła na chwile aż odjechał.
Obróciła się w stronę restauracji, przy wejściu stał już chłopak w czarnym garniturze z białą koszulą z kołnierzem i czerwonym krawatem jakby wiedział o jej czerwonych szpilkach, spodnie były z czarnego materiału, a na nogach miał czarne lakierowane buty. Włosy miał tym razem zaczesane do tyłu. Wygląda jak książę z bajki, - pomyślała, a nogi to miała całkiem jak z galarety, zrobiła uśmiech w jego stronę, on oczywiście posłał jej anielski uśmiech że jej serce znowu biło jak szalone. Szła powoli równym krokiem i wyprostowana, bardzo się starała żeby to tak wyglądało.
-Tak, muszę naprawdę stwierdzić, że wygląda sexy w tej sukience i tych szpileczkach, - pomyślał zadowoleniem patrząc prosto na Kim jak się zbliżała do niego.
- Witaj ponownie moja księżniczko - odpowiedział z tym samym anielskim uśmiechem i ujął w jej dłoń w swoją dłoń by pocałować w jej delikatną skórę. - Jak prawdziwy dżentelmen i ależ tu gorąco, - pomyślała rumieniąc się na czerwono w uśmiechu do niego gdy puścił już jej dłoń. Już w środku objął ją w pasie gdy ruszyli do stolika w głąb restauracji, za kelnerem.
Na każdym stoliku paliła się czerwona świeca, główne światło było mocno przyciemnione, w tle było słychać jakąś muzykę, bardzo romantycznie a ja zaraz się spale ze wstydu pomyślała podenerwowana.
Usiadła z gracją i przysunęła się do stolika, Gabriel usiadł naprzeciwko niej, żeby dobrze ją widzieć.
- co byś chciała do picia? - zapytał po chwili milczenia.
- jakiś drink... – właściwie nic ciekawego nie przychodziło jej do głowy, a w menu było za dużo tego wszystkiego. Więc chłopak zamówił dwa różne drinki, oczywiście kelner który ich poprowadził do stolika, kiwną głową i po sekudnie już go nie było.
Rozmawiali o sobie, wyznał że większości, zna ją bardzo dobrze, ponieważ Lucas zawsze o niej mówił, gdy on nie mógł jej widzieć po tym co się jej przytrafiło, i oczywiście gdy on zniknął, ale to na razie przemilczał.
- zabiję jego, a potem ciebie – odparła z uśmiechem.
- haha ... za co ? – zapytał ze śmiechem w głosie.
- że chciałeś słuchać jego gadaniny.
- mówił bardzo ciekawe rzeczy – uśmiechną się do niej, ale ona odwróciła szybko wzrok na jakiś inny stolik, ponieważ czuła że palą jej się policzki.
- możemy zawrzeć pakt ... - zapytał od razu wprost, chociaż trochę sie bał jej reakcji.
- jaki ? – jej głos był subtelny i delikatny, przy okazji podniosła głowę by ponownie na niego spojrzeć.
- że nie będziemy mieli przed sobą tajemnic – zmierzyła go swoim wzrokiem, ale on w ogóle się nie zląkł. Nie wyczuła w nim żadnego strachu, gdy tak na niego patrzyła, oparł się o oparcie krzesła i podniósł lekko brwi.
- Podoba mi się ona jeszcze bardziej niż mi się wydawało,- stwierdził w myśli i przygryzł swoją dolną wargę.
Sama musiała pomyśleć jak tak zagryzł wargę, - czy on nie wie jak kusi... mnie, - aż musiała nabrać powoli powietrza, bo czuła jak jej serce zaraz wyskoczy.
- noo...dobra, chyba... chcesz... wiedzieć dlaczego kompletnie przestałam ubierać się jak dziewczyna...? - zaczęła drżącym głosem i podparła brodę prawą ręką którą oparła się o stolik i znowu popatrzyła na niego, ale on wpatrywał się beztrosko w jej oczy.
- ...więc to było na imprezie u Jessiki w ostatniej klasie gimnazjum. Justin Tamblyn był moim chłopakiem...
- ten maczo? - zapytał w trakcie, bo nie mógł uwierzyć, że to ona z nim chodziła, ale to wiedział od Lukasa, ponieważ jego w tedy nie było.
- taaak, poszliśmy... do pustego pokoju... byłam wtedy młoda i głupia, - a raczej zagubiona, - pomyślała ale nie przerywała - ...ubierałam się i malowałam jak te barbie... wszystko przez moją ciotkę... jak mnie wychowała..., on zaczął dobierać się do mnie... to było okropne... krzyczałam...ale kopnęłam go... i uciekłam...to było straszne, kiedy cała szkoła mówiła o tym.. - ściszyła głos do szeptu – że straciłam.... dziewictwo... w takim wieku.... a w ogóle mnie szantażował później. - od razu spuściła wzrok na swoją szklankę z drinkiem, nie była pewna jego reakcji.
- słyszałem że go zabrali... - szybko wtrącić bo aż go skręcało, jak by wcześniej wiedział to by sam by sie za niego zabrał.
- tak zabrali... - odparła ze smutną miną, ale było jej jakoś lżej na duchu, że to powiedziała, szczerze to nikomu o tym nie mówiła.
- zresztą wiem coś o tym, gdy twoja druga połówka bierze Cie za przedmiot do zabawy, w tym przypadku tak było z moją dziewczyną, dopiero na koniec zrozumiałem, że odpoczątku mnie zdradza, zakochałem się, tak myślałem i zapytałem czy to prawda, że ma innego a ona beztrosko powiedziała ’’tak’’ i wyszła. Od tamtej pory zmieniłem się - W prawdzie nie powiedział jej wszystkiego, że bał się wtedy, że już nigdy więcej nie zobaczy swojej najbliżesz przyjaciółki z dzieciństwa którą była i nadal jest nią Kim. Naszło troszke ciszy, Kim całkiem posmutniała z tego powodu. Gdy opowiadał to patrzyła cały czas na niego, lecz po chwili jego twarz znów była blada i bez wyrazu.
- Kim, jakie jest twoje największe marzenie albo sekret? - Kim? on pyta się o coś, usłyszała w swojej głowie. Jego głos odbił się jak echo.
- nie mam sekretów - wymamrotała, bo nie chciała mu tego mówić.
- na przykład to, że nikt nie wie konkretnie, która z szkolnych dziewczyn była moją dziewczyną...
- kto ? - zapytała bez zastanowienia, że może tego potem żałować.
- no nie, nie powiedziała Ci ? - Kim tylko pokręciła przecząco głową przełykając ślinę, chociaż właśnie tak myślała że to ona.
- to twoja przyjaciółka, jej prawdziwe imię to Lena, a nie Nancy. - gdy skończył, nie mogła w to uwierzyć, nic mi nie powiedziała, przez tyle lat się z nią przyjaźniła, upierała się że nie ma chłopaka, że nigdy go nie miała, a gdy mówiła że chce sama wyjść spotykała się zawsze z kimś, złamała mu serce, tak bezczelnie, jak mogła...
- Kim... - usłyszała jego głos i spojrzała z powrotem na niego.
- mam.. jednak sekret - znowu nerwowo przełknęła ślinę - tak, to ja chciałam stracić dziewictwo..., ale w pokoju coś mi się odwidziało, chciałam uciec ale nie mogłam, zaczęłam krzyczeć, kopnęłam go między nogi - nie chciała tego mówić od razu za pierwszym razem, - a potem Justin wszystko wykorzystał to na swoja korzyść...
- a ja myślałem że nigdy taka nie byłaś - odparł patrząc prosto w jej tęczówki, - pewnie że nie była nigdy taka głupku, wszystko przez jej ciotkę, która nienawidziła jej mamy, że maczała paluchy przy ich aucie, co przeżyła Kim - musiał dodać to w myślach, ale to aż go gryzło żeby jej to teraz powiedzieć.
- wiesz co... muszę już iść... - chciała wstać szybko ze stolika, ale na jej słowa, złapał ją szybko za prawą dłoń którą trzymała jeszcze na stoliku.
- więc... jesteś nadal dziewicą? - raczej to stwierdził niż zapytał bardzo cicho i puścił jej dłoń w tym samym momencie. - powinienem się zamknąć - dodał szybko zdenerwowany w myślach.
- a jak myślisz ? – odpowiedziała pytaniem na pytanie, podniosła brwi, przyglądając się jemu. W pół mroku jego oczy wydały się nagle ciemnie i tajemnicze. Podniosła swoją prawą dłoń i chciała go uderzyć w lewy policzek, tak bez zastanowienia co robi, ale był szybszy i złapał za jej nadgarstek. Ścisnął uścisk lekko i pocałował ją w środkową część jej dłoni, a z jej niebiesko-szarych oczu zaczęły wylewać się łzy, nie bolał jej uścisk ale raczej to o co powiedział, chociaż widziała po nim że raczej nie chciał jej skrzywdzić.
- puść, proszę – szepnęła, zrobił to bez wahania, a ona bez słowa wstała, zabierając swoją torebkę z krzesła i ruszyła w stronę wyjścia z restauracji.
Gabriel jednak zrobił szybki zwrot, nie mógł jej tak sobie puścić, wstał w mgnieniu oka ze swojego krzesła i ruszył szybko za Kim, musiał chwycić jej dłoń, nie chciał żeby to się tak skończyło, czuł że posunął się jednak trochę za daleko, bardzo żałował to o co ją zapytał, gdy tylko dotknął swoją prawą dłonią jej prawej ręki, to od razu stanęła w miejscu, a on stanął tuż za nią, czuła jego oddech na swoim karku, przy swoim prawym uchu, aż zrobiła jej się gęsia skórka, nie wiedziała co teraz zamierza zrobić, nie czuła strachu, ale czuła lęk i miała lekkie drżenie na swoim ciele.
- przepraszam - wyszeptał, Kim nie spodziewała się tego, szybko obróciła się w jego stronę, a on ją objął w pasie, musiał ją przytulić do siebie, nie chciał jej krzywdzić, jest dla niej by ją chronić, tak obiecał sobie. Kim beztrosko oparła głowę o jego klatkę piersiową i zamknęła oczy. - jak ja się ciesze że to on, że nie jestem sama – zamyśliła się przez chwile.
Oczywiście parę osób ich obserwowało ze stolików, stali właściwie po środku przejścia to właściwie, było trochę trudno nie zwrócić uwagi na przechodzących ludzi, ale po chwili znowu zaczęły się rozmowy.
- może jednak coś zjemy? - zapytał - nic właściwie nie jedliśmy - dodał szybko, w tym samym czasie podniosła głowę i spojrzała na niego.
Widziała w jego oczach że nie chciał zrobić jej krzywdy.
- no dobrze - odparła po cichu, po jej słowach złapał ją z rękę i pociągnął z powrotem do ich stolika.
Tym razem pomógł jej usiąść, zanim sam usiadł.
- więc co byś chciała? - zapytał otwierając kartę - a może coś jeszcze do picia? - i spojrzał na nią swoimi przenikliwymi oczami, nie mogła nie odwzajemnić się uśmiechem do niego.
- a może coś słodkiego…? - zapytała nie pewnie z lekkim uśmiechem, - wpadłaś już po uszy, nie będzie cię odstępował na krok, czy tego chciałaś?, - zadała sobie sama pytanie wswojej głowie.
- to już do deseru przechodzimy? - zapytał z nutą zadowolenia, gdy to powiedział patrzyła na jego usta, a w swojej głowie usłyszała, - nawet o tym nie myśl, - aż pokręciła głową z lekkim śmiechem na swoich ustach.
- a może za dużo procentów? - dodał z uśmiechem.
- nie... znaczy wszystko gra - odparła przez śmiech patrząc na niego, nie mogła się powstrzymać od jego namiętnych ust.
- a co cię tak rozbawiło? - zapytał marszcząc brwi z uśmiechem. - wiem jak ją rozbawić i wiem że coś by chciała, ale to już nawet w myślach przemilczał.
- nie nic... - na te słowa aż policzki zaczęły jej się palić aż zamknęła oczy.
- to ja zamówię sok i wino i czekoladowe ciasto na spółkę - i wyszczerzył do niej zęby z zadowolenia, doskonale rozumiał jej ruchy ciała i także jej wzrok. Nachylił się szybko do niej i pocałował w jej policzek bo właśnie sama się niewinnie nachyliła do niego.
- nic nie mów, ja to załatwię - przed wstaniem ze stolika posłał jej oko, a ona jeszcze bardziej zrobiła się czerwona na policzkach, aż zakryła dłonią usta z przerażenia, ale to chyba było z podniecenia pomyślała, - przestań, przestań, - dodała w swojej głowie prędko, - do tego on wie, co ja teraz zrobię, - pomyślała z goryczą ale z jednej strony cieszyła się.
Po jej chyba już 3 lampce wina, tak i po soku naszła jej ochota dalej na wino i po wspólnym deserze i oczywiście po kolejnej godzinie rozmowy z nim, w końcu wyszli z restauracji.
Trzymał Kim za jej prawą dłoń, bo chyba jednak za dużo procentów, była rozgrzana po rozmowie że aż sama nie mogła iść. Chciał ją trzymać za rękę, - w końcu jest moją dziewczyną, chyba już nawet wie o tym - pomyślał zzadowoleniem.
Wyszli na zewnąrz, zawiało chłodem że automatycznie Kim podeszła bliżej niego, musiała to zrobić, odchyliła lekko prawy koniec garnituru i go objeła od środka garnituru swoją lewą ręką, Gabriel tylko się przyglądał co robi. Obją prawą ręką i ruszyli na parking samochodowy ale zatrzymali się przed jego motorem, duże sportowe czarno-czerwone cacko na dwóch kołach.
Kim była jednak trochę przerażona, z nerwów za szybko wino wypiła, a teraz jego motor. ( motocykl* )
- To mnie przewieziesz? ale jak? - i spojrzała po sobie, a Gabriel na nią.
- tak ładnie usiądziesz, ale... - w tym samym momencie ściągnął swój garnitur i założył na jej ramiona.
- żeby było ciepło jak będziemy jechać. - ależ ona słodko w tym wygląda- aż musiał się zaśmiać.
- co tak się szczerzysz.. wyglądam jak w worku... - na jej słowa całkiem zaczęli się oboje śmiać, chciał ją przygarnąć do siebie, ale szybko stwierdził w głowie że lepiej było by się już pospieszyć. Więc szybko wyciągnął dwa kaski.
- no nie, ja tego nie ubiore... - wypaliła Kim, była czerwona z wrażenia chociaż wiedziała że trzeba.
Gabriel bez słowa założył najpierw sobie i zaraz jej.
- tu nie ma gadania na ten temat - zapiął paski żeby kask nie ruszał się. Kim tylko pokiwała głową.
- okej, teraz patrz. - przyciągnął ją do motoru i zaczął demonstrować jak ma usiać i gdzie ma postawić swoje piękne buciki.
Sam usiadł w rozkroku na przodzie.
- siedzisz? - zapytał szybko, bo w prawdzie bał się o nią.
- no chwila – wyjąkała, miała usiąść bokiem, ale stwierdziła szybko że nie, więc zapieła na jeden guzik ten garnitur, podciągneła troche rękawy, i tak udało jej się usiąść w rozkroku, ciemo jest nic nie widać, stwierdziła w myślach, - tak siedzę już - złapała się z tyłu za metalową rurke, musiała się czegoś trzymać, chciała się jego złapać ale wiedziała że to nie było by bezpieczne i nie była gotowa na tą chwile. Chłopak musiał się upewnić i zerknął do tyłu czy trzyma się, po czym więc odpalił motocykl i ruszył żeby wyjechać z parkingu.
(motocykl*) zdjęcie w bohaterach.
--------------------------------------------------------------------------------
No comments:
Post a Comment