Monday, 11 January 2021

~ III ~ '' Lęk ''

 


~ III ~

'' Lęk ''


                  Nie musiała nic mówić gdzie ma jechać, Gabriel doskonale wiedział gdzie Kimberly mieszka. Było już po dwudziestejtrzeciej i jednak było dość ciemno. A Kim że zmęczenia zamknęła oczy podczas jazdy. Wiedziała że już są przy jej budynku mieszkalnym. Więc gdy tylko zgasił silnik, otworzyła oczy i jak najszybciej z gracją zsiadła z motoru, żeby mógł go zablokować żeby się nie ruszał. Za nim sam szybko zeskoczył z motoru, Kim już mu podała kask który jej ubrał przed jazdą. Oczywiście chłopak był pod wrażeniem, chyba nie dokońca wiedział że tak szybko jej to pójdzie, wziął kask żeby schować od razu pod siedzenie, i przy okazji swój też. Musiał się pospieszyć, bo widział że dziewczyna zaraz padnie na chodnik ze zmęczenia.

Szybko podszedł do niej i zgarnął ją w swoje ręce, a Kim zarzuciła ręce mu na szyi. Tak ukradkiem oka patrzyła na niego jak wchodził do budynku i jak podszedł do windy to nie spuszczała go z oka wogóle, - ależ wpadłaś...- pomyślała aż z radości i zarazem przerażenia albo raczej przez to że szumiało jej w głowię, zaczęła się śmiać.

On akurat bardzo lubi jak sie dziewczyna śmieje, - a zwłaszcza moja dziewczyna - myślał uśmiechając się ale akurat winda nadjechała, więc wszedł do windy.

Kim też nie miała odwagi nic powiedzieć gdy była tak blisko niego. Odruchowo ją lekko podrzucił żeby poprawić trzymanie jej narękach.

- ohh przepraszam... - wyjąkała

- Ty to lekka jak piórko jesteś - na te słowa całkiem się zaś różowa zrobiła, a on się uśmiechnął ponownie.

- chyba tak szczęśliwego nie wiedziałam Cie od dawna...- aż zakryła usta lewą dłonią z przerażenia co właśnie powiedziała, a właśnie winda się zatrzymała i w końcu zaraz zatrzymał przed jej drzwiami do mieszkania, ale on nie mógł przestać wpatrywać się w jej oczy w tym momencie.

- to może...ja... tak... klucz...- wyjąkała nie spuszczając z niego oczu tak samo, tylko sięgła po torebkę i po chwil już byli w przedpokoju.

Gabriel przeszedł od razu do jej sypialni i posadził ją na łóżku, serce jej waliło jak oszalałe ale on wyszedł z sypialni.

Szybko ściągnęła szpilki i jego garnitur który zarzuciła na swój ulubiony fotel, była pewna że wyszedł, przez szum w głowie nie słyszała nic, szybko obróciła się w stronę środka łóżka czyli na jej lewy bok i zamknęła oczy. Czuła że zaraz zaśnie, ale po chwili jednak poczuła że ktoś kładzie się na wprost niej i całuje ją w czoło. Nie wytrzymała, albo on nie wytrzymał. Myślała nerwowo, bo poczuła jego usta na swoich, prawą ręką wsuną pod jej talie żeby ją przysunąć do siebie. Były tak namiętne pocałunki, że aż jej policzki płonęły. Nagle poczuła że jego prawa ręka co ją obejmował zaczął rozsuwać jej sukienkę od tyłu, no wiec ona zaczęła rozpinać jego koszulę z krawatem. W końcu byli dorośli.

Po chwili oboje byli w bieliźnie, znowu ją przytulił do siebie, skończyło się na namiętnych pocałunkach, ponieważ Kim po chwili już spała, zresztą i Gabriel zaraz zasnął tak samo. Całą noc trzymał ją w swoich ramionach.

Na następny dzień Gabriel się pierwszy obudził, było przed szóstą rano, nie mógł od razu wstać, jego wybrana dziewczyna była wtulona w niego. Aż nie chciał się ruszać, ale niestety musiał coś załatwić. Coś o czym tylko ich przyjaciel Luckas wie, co zresztą i on sam jest w to zamieszany gdy go nie było.

Gabriel delikatnie się ruszył żeby Kim przesunęła się na łóżko ale w tym samym momencie usłyszał słodki głosik.

- już ósma?...- zapytała po ciuchu przez zamknięte oczy przesuwając się na środek łóżka.

- nie, śpij kochanie, zobaczymy się na uczelni - po tych słowach dał jej buziaka w czoło a ona się uśmiechnęła, lekko otwierając oczy, chciała jeszcze spać ale szczerze już za nim tęskinła i wiedziała że patrzy na nią.

Gabriel szybko się ubrał i ruszył w stronę drzwi ale zanim wyszedł z jej sypialni musiał się obrócić by spojrzeć na nią, - przecież zaraz się będziemy znowu widzieć, - z tą myślą się obrócił w stronę wyjścia. Miał dorobiony klucz do jej mieszkania, więc zamknął drzwi na klucz. Kim nie miała o tym pojęcia i niech tak jeszcze to będzie, stwierdził szybko i ruszył do windy. Przechodząc przez jej salon podniusł jej torebke i wyciągnął z jej torebki to małe zawiniątko o które jest tyle rozgłosu, położył na jej małym okrągłym stole w przedpokoju gdzie leżały jej klucze razem z jej torebką, oczywiście zostawił specjalnie.


W pół do ósmej Kim usiadła zaspana na łóżku, do tego przeciągnęła się i przetarła zaspane oczu. Siedziała tak przez chwilę i zaczęła się rozglądać, gdzie jej sukienka, ale patrzy po sobie że jest w samej bieliźnie, - o materdej, czy to znaczy że ja i..... on.... my razem... - była roztrzęsiona – przestań dygotać, to przeciesz było zapisane że on jest dla Ciebie – na samą swoją myśl szybko sprawdziła godzinę, - o rany! prysznic! - wykrzyczała sama do siebie. Musiała zmyć wczorajszy stres i wino, którego o lampkę za dużo wypiła i jeszcze włosy musiała umyć. Zaraz po prysznicu i przebraniu się w świeżą bieliznę, musiała wysuszyć włosy suszarką po czym, sięgała po szczotkę która leżała koło lampki nocnej i zaczęła rozczesywać swoje potargane długie włosy. W końcu ubrała ciemne dżinsy rurki, tym razem czarną koszulkę z grubymi ramiączkami, a na nią czarną bluzę i kapturem ale tym razem z zamkiem. Do czarnej torby zapakowała potrzebne foldery i książki, a na nogi ubrała czerwone wkładane szpilki z wczorajszego wieczora bo były pod nosem. Ubrała kaptur na głowę i czarne przeciw słoneczne okulary, chociaż nie było jeszcze słońca, wzięła klucze ze stolika w salonie. Przewiesiła torbę na prawe ramię i wyszła z mieszkania zamykając drzwi na klucz. Nawet nie zwróciła uwagi że rzecz o którą Gabriel się upominał leżała dalej na stoliku skąd wzięła klucz od mieszkania.

Rano na uczelni tradycyjnie był tłok, każdy na nią patrzył ze zdziwieniem. Przecież ona nigdy nie chodziła w szpilkach na uczelnie, dziewczyny już gadały plotki na jej temat. Kim starała się tego nie słuchać, co mówili za jej plecami. To był uniwersytet, można było douczać się w każdym wieku, ale w większości byli to jeszcze młodzi ludzie. Kim miała problemy w podstawówce, więc można było też mieć takie dodatkowe zajęcia żeby po prostu się douczyć.

Pierwsze cztery lekcje minęły szybko, po dzwonku na piątą lekcje poszła szybko do ubikacji i właśnie z tego spóźniła się na lekcje o historii.

Wbiegła ostatnia do klasy i szybko usiadła przy swojej ławce. Historia czemu ja nie umiem tej historii, Gabriel zawsze siedzi w ostatniej i zawsze się na nią patrzył, ponieważ jej ławka była po jego prawej stronie od okna. Dziś jego ławka była pusta, Kimberly rozczarowała się z tego powodu tym razem. Od dzisiejszego ranka naprawdę nie chciała być sama. Po chwili zapadła cisza, Pan Flynn rozejrzał się po klasie i zaczął sprawdził obecność, po czym chciał przejść do lekcji, ale drzwi do klasy otworzyły się z lekkim hukiem i wszedł spóźniony chłopak. Kim była tak smutnie zapatrzona w książke, od razu jak spojżała w jego strone to  zrobiło jej się o wiele lepiej pomimo, że jego twarz była blada jak zawsze. Nic nie odpowiedział do nauczyciela, tylko udał się do swojej ławki patrząc co chwile na Kim. Pan Flynn nie zwrócił na niego uwagi tylko coś zaznaczył w swoim dzienniku.

- otwórzcie podręczniki na stronie 247 - odpowiedział chrapliwym głosem nauczyciel i zaczął się szelest kartek - ...co doprowadziło do wolnych elekcji ? - Pan Flynn zadał nagle pytanie z ostatniej lekcji, kilka osób podniosło rękę, ale on popatrzył prosto na pannę Howard, podchodząc powili do jej stolika. Tylko spokojnie pomyślała, nie lubiła go, zawsze jej się czepiał bez powodów. Może to że co kiedyś pokochiwał się w jej mamie która dała mu kosza. Jakby nie wiedział że jej mamy od dawna nie ma. Musiała się jednak zkoncentrować na pytaniu.

- więc to była śmierć Zygmunta ...7 lipca 1572 roku, ... wywołała ostry ... zakres w państwie...

- widzę że panna Howard jednak coś umie. - odarł nauczyciel z udawanym uśmiechem i skierował się ponownie do swojego biurka i zasiadł na swoim fotelu.

- może powiesz nam jeszcze w jakim państwie konkretnie to się działo ? – spojrzał na nią takim wzrokiem, jakby miał porazić ją laserem. Tego to już nie pamiętała, dlatego pokręciła przecząco głową, czerwieniąc się do tego ze wstydu. Nie dlatego że nie pamiętała tylko że zawsze jej się czepiał. Został zmuszony by zapytać kogoś innego, ale Gabriel sam odparł najszybciej. Lekcja minęła szybko, tuż przed dzwonkiem. Zawołał do siebie Kim żeby podeszła do jego biurka. Popatrzył na nią swoim znudzonym wzrokiem.

- widzę że zamiast nauki, panna Howard zmienia się w kobietę - stwierdził z pogardą, tak że cała klasa ucichła patrząc na nią.

- nie pana interes! a po za tym to ja jestem kobietą! - syknęła z drwiącym uśmiechem i wyprostowała się.

Cała klasa aż parsknęła śmiechem, a najbardziej bił brawo Gabriel, który oczywiście nie mógł przestać patrzeć na Kim, - moja Kim, i nie dam jej nikomu skrzywdzić, już teraz nie dam jej nikomu skrzywdzić - pomyślał z szerokim uśmiechem który jej posłał, akurat spojrzała na niego.

- pan Carter i panna Howard, będziecie znów pomagali pani Deewhurst! - wrzasnął kurzony nauczyciel i podał jej dwie prostokątne kartki z jej nazwiskiem i Gabriela - A teraz możesz wrócić z powrotem do ławki! - odparł szyderczym uśmiechem ale w tej samej chwili rozległ się dzwonek na lancz.

Ludzie z klasy zaczęli kierować się w stronę wyjścia, musiała przebić się przez falę ludzi do swojej ławki po swoje rzeczy.

Jak ja nienawidzę tego nauczyciela stwierdziła ponuro w myśli i wręczyła Gabrielowi jego kartkę i szybko wzięła swoja torbę i swoje foldery. Ruszył za nią do wyjścia, on to był w siódmym niebie że będzie z nią, - ona to jest moim narkotykiem - pomyślał rozbawiony, musieli skierować się do właściwej klasy na 7 piętrze. Weszli do wewnątrz gdzie panowała kompletna cisza, jakaś starsza nauczycielka siedziała za biurkiem, podeszli do niej i wręczyli jej swoje kartki.

- dwadzieścia minut –- odparła, podpisała je i schowała do szuflady.

- tak, nie naskrobaliśmy dużo - odpowiedziała Kim patrząc kątem oka na Gabriela, a on na nią.

- szczęściarze z was, siadajcie gdzie chcecie, nie musicie nic dziś robić - stwierdziła nauczycielka patrząc po nich posępną miną.

- dzięki, pani Deewhurst - odparł szybko Gabriel za ich oboje i skierował się za Kim do ostatniej ławki, gdzie usiadła i oparła się łokciami o drewniany blat i podparła głowę. Gabriel oczywiście musiał usiąść na wolnym miejscu koło niej.

Kim korciło zapytać go, co wczoraj wieczorem się wydarzyło, lecz nie miała od wagi tak to od razu wypowiedzieć. On musiał się uporczywie patrzeć na nią i na jej zarumienioną twarz.

- no nie patrz tak na mnie - wycedziła przez zęby do niego, zakrywając przy tym usta, z myślą żeby tylko on ją słyszał.

- kiedy ty jesteś moja i mogę się patrzeć na Ciebie kiedy chce - wyszeptał jej do ucha, no nie mógł się już od tego powstrzymać. A ona zrobiła się całkiem czerwona, aż czuł jak się zaczyna trząść.

- musisz mi coś powiedzieć... - wyszeptała patrząc mu w oczy - no nie ukryję tego, no nie ukryje - te słowa dudniły jej w głowie.

- co kochanie moje - odparł bardzo cicho ze słodkim uśmiechem któremu żadna dziewczyna by nie mogła się oprzeć. Kim nie mogła, nie wytrzymała zaczęła się śmiać, że aż nauczycielka się na nią popatrzyła.

- nic jej nie jest, tak z wrażenia ... że nie musi nic robić - odparł szybko Gabriel za Kim, która na jego słowa załamała oparte ręce na stole.

- rozumiem, niech przeżywa po cichu - odparła nauczycielka z pod swoich okularów i zaś zanurzyła się wczytaniu jakiś dokumentów.

- słyszałaś musisz po ciuchu przeżywać że jesteś moja - wyszeptał jej do ucha, Kim chciała płakać ze śmiechu, albo raczej z nie dowierzania. Nie odsłoniła twarzy przez piętnaście minut. Zastanawiała się czy czasem oboje się dobrze czują, bo Gabriel to nie mógł usiedzieć. Szczerze to nigdy w takim stanie go nie widziała, śmiała się bo nie mogła uwiezyć że to jest on, chłopak z dzieciństwa w którym się zakochała po uszy. W końcu szepnął jej do ucha, - przepraszam, ale jesteś moja i kropka, - podniosła głowę i popatrzyła się na niego z uśmiechem i zaraz szybko na nauczycielkę, ale po chwili wstała biorąc swoje dwa foldery z ławki, a torbę zarzuciła na prawe ramię by skierować się do wyjścia z klasy, ponieważ zauważyła zaraz po jego ’’przepraszam...’’, jak nauczycielka kiwnęła głową już że mogą iść. Gabriel troche rozkojarzony rozejrzał się i na nauczycielkie która tym razem machneła ręką że może iść.

Zaraz jak tylko wybiegł z klasy, zarzucił swoją prawą rękę na szyję Kim i przyciągnął do siebie tak że szli razem. Doszli do windy żeby zjechać na dół. Oczywiście Kim jeszcze nie czyła się swojo, bo wszyscy co byli na korytarzu szeptali po sobie i patrzyli na nich.

Kim słyszała różne plotki na temat Gabriela, ale szczerze to wolała jego towarzystwo niż kogokolwiek innego. Weszli do windy, było troche ludzi więc Gabriel stał zaraz za Kim którą objął i szeptał jej namiętne słówka. Kim miała uśmiech od ucha do ucha, i zerkała na niego co chwile z niedowierzeniem co jej mówi. Troche to potrwało zanim winda się zatrzymała i w końcu wyszli.

Gabriel zerknął na zegarek i w tym samym momencie szepnął jej coś innego do ucha i pocałował w czoło jak zawsze i już go niebyło.

Obiecał że zaraz się zjawi, więc skierowała się do stołówki, musiała coś zjeść, z tego wszystkiego zapomniała śniadania a która to była już godzina, kupiła sobie coś do jedzenia, usiadła na jakimś wolnym miejscu. Na szczęście nikogo nie ma, ucieszyła się w myślach i usiadła do stolika. W głowie kłębiły jej się myśli i słowa Gabriela. Chyba w końcu poczyła się że ktoś ją kocha, że jest mu potrzebna, tylko czy to było na ten moment czy też coś przyjdzie Kim do głowy. Po tym co przeszła też różne rzeczy chodziły po jej głowie. Nie spieszyła się, po zjedzeniu wstała, wywaliła papierek do kosza i odłożyła tacę na miejsce. Poczym skierowała się do wyjścia, oczywiście musiała wpaść na James'a, który pomógł podnieść jej rzeczy.

- sorry, nie chciałem – zaczął swoim słodkim głosem i wbił swój wzrok w jej oczy.

- nic się nie stało – wypaliła jeszcze nie wiedząc kto to, wstając z podłogi, ukradkiem popatrzyła na niego i chciała ruszyć do wyjścia ze stołówki, ale złapał ją za lewą rękę powyżej nadgarstka, obróciła głowę w jego stronę. Spojrzała najpierw na rękę którą jej ścisną, a zaraz po tym spojrzała w jego brązowe jak miód oczy, ale krew jej buzowała. Wiedziała już że zrobił to specjalnie.

- słodka jesteś, mała – zagadał przyciągając ją do siebie, objął ją lewą dłonią, a ona swoją prawą oparła o jego klatkę piersiową.

- zostaw mnie – warknęła.

- i niegrzeczna, lubię takie, Gabriel nie zawsze będzie się za tobą oglądał, wtedy ja wkroczę do akcji. – musnął swoimi wargami jej wargi za co ona podniosła bardzo szybko w powietrze swoją prawą noge i z całej siły nadepneła na jego lewą stope, reakcja natychmiastowa że puścił ją, do datkowo z całej siły popchała go na podłoge, runoł jak pionek jęczący z bólu, ludzie dookoła śmiali się do rozpuku, a James zrobił się czerwony ze wściekłości, szybko ruszyła w stronę swojej szafki, zanim James zdążył się ruszyć.

Co za palant, ciekawe ile panienek zaliczył pomyślała gdy wkładała już ostatni folder, chciała zamknąć szafkę ale poczuła na swoim karku oddech pewnego chłopaka, obróciła się prędko, była twarzą w twarz z mrocznym przystojniakiem. Znów ogarnął ją chłód i drżenie na jego widok, zwłaszcza jak był tak blisko i to na uczelni. Po lewej miała drzwiczki od szafki, a po prawej on opierał swoją lewą dłoń o jakąś zamkniętą szafkę tuż obok niej. Nie chciała już uciekać, właściwie to bardzo się ucieszyła na jego widok ze łzami w oczach obieła go wtulając się w niego. Już nie myślała że ktoś na nich patrzy. Szybko objął ją swoją prawą dłonią.

- już dobrze, dobrze moje kochanie, co ten gad gadał ? – zapytał tak cicho, że ledwo usłyszała co powiedział.

- ...że nie zawsze będziesz się mną interesował... – przełknęła ślinę ale podniosła głowę żeby spojrzeć na niego - ...i że wkroczy do akcji... – wyszeptała, a ciszę przerwał jednak krótki, ale głośny hałas jaki spowodował uderzając pięścią o zamkniętą szafkę.

Wzdrygnęła się na ten dźwięk, chociaż cały czas patrzyła na jego twarz, widziała że jest zdenerwowany, akurat po drugiej stronie stały trzy dziewczyny z drugiego roku. Pewnie też o nim słyszały, bo też się wzdrygnęły ze strachu i ruszyły biegiem korytarzem, oddalając się w mgnieniu oka.

- ale tak przy okazji to nie źle go potraktowałaś – parsknął śmiechem – śmiech szybko ucichł, po czym dał jej buziaka w czoło – musisz uważać na tego typa – odparł szybko.

Kim przełknęła ślinę z przerażenia – ...boje się ... – wypowiedziała cicho jednak swoją myśl patrząc tak na niego, a on na nią.

- jesteś moją księżniczką i nie dam Cię skrzywdzić nikomu – musiał jej to powiedzieć po raz kolejny, - ubje każdego kto tylko ją dotkine … - sam sobie to już powiedział w głowie. A ona już nawet zapomniała zapytać co się stało w nocy, przypomniała sobie jednak o tej rzeczy co miała dać w restauracji.

- nie mam tego przy sobie – wyjąkała, a on ponownie uderzył o szafkę, Kim ze strachu zamknęła oczy. To niebyło z powodu że nie ma tego zawiniątka przy sobie, tylko że w tej samej chwili Nancy stała tuż obok wejścia na stołówkę. Patrzyła na nich przez chwile po czym z oburzoną miną ruszyła do środka.

- twoja udająca przyjaciółke koleżanka właśnie jest na stołówce. - Kim otworzyła oczy po tych słowach, widziała nienawiść i zimno w jego oczach, które patrzyły na wejście na stołówke.

- proszę nie denerwój się – wyszeptała, po czym ponownie spojerzeli po sobie, zaś dał jej buziaka w czoło – postaram się, a teraz idź, znajdę Cię później – wyszeptał – po czym oboje puścili siebie, zanim odeszła jeszcze popatrzyli po sobie.

Zamknął z hukiem jej szafkę, gdyby nie Kim, to nie wie co on by zrobił,

- moja Kim już niedługo się wszystko wyjaśni. - po tych myślach, skierował się do wyjścia koło recepcji. Na parkingu spotkał Lucasa, ma zajęcia po lanczu, więc uciął z nim krótką pogawędkę.

Nancy wyszła ze stołówki na dwór, stanęła za drzewem gdzie zawsze jadły razem. Po chwili Kim stanęła koło niej.

- wszystko ci powiedział, skoro taki cudowny to wracaj do niego! – Nancy wrzasnęła na nią ze łzami w oczach.

- Lena czy Nancy? nie ważne, masz mnie posłuchać! -

- teraz wszystko jasne, należysz do niego! – znów warknęła na nią.

- A ty jak go potraktowałaś ... – powiedziała Kim już spokojniej.

- Ale powiedział ci z którą chodził!

- a sama mi nie mogłaś powiedzieć … - Kim starała nie krzyczeć, w przeciwieństwie do Nancy.

- nie twoja sprawa … !

- chce zabrać swoje rzeczy z twojego mieszkania. – odpowiedziała krótko w końcu Kim.

- dobra, jak tak bardzo chcesz wiedzieć to ci powiem, ale w mieszkaniu. – odarła ponuro Nancy.

Kimberly nie była pewna co usłyszy, czy prawde czy zaś kłamstwo, bo co do Gabriela już nie miała żadnych obaw, chociaż czuła że jeszcze jej nie mówi wszystkiego ale była gotowa żeby mu zafać.

Kierowały się już do wyjścia w stronę głównych drzwi przy recepcji, gdy akurat Lucas się pokazał w wejściu na uczelnie.

- Ty! Jak mogłeś o mnie wygadać! – wrzasnęła na niego Kimberly patrząc mu prosto w oczy, to było z tych wszystkich nerwów i dobrze wiedziała, że nie tylko od Lucasa tyle Gabriel wie o niej.

- spokojnie ... – złapał ją za rękę, wyrwała się ponieważ przeszył ją dreszcz emocji który spowodował że odszarpnęła odruchowo ręką.

- nie dotykaj mnie! – warknęła i to ona oparła jego o ścianę w przejściu. Nancy stała za nią.

- gadaj – syknęła do niego Kim.

- ja... tego ... on sam się pytał – wycedził przez zęby.

- jak się dowiem, to oberwiesz ... – zaczęła Kim, ale Lucas popchnął ją na Nancy i zwiał do środka uczelni.

- tak uciekaj, a właściwie to jest nie ważne! – krzyknęła za nim, stanął gdy usłyszał ’’to jest nie ważne’’ i obrócił się w ich stronę – chodź – odpowiedziała do Nancy i wyszły.

Lucas tak stał przez chwilę patrząc za dziewczynami, w końcu rozległ się dzwonek na pierwszą lekcje po lanczu, więc musiał ruszyć w stronę klasy.

Co za dziwni ludzie w tej uczelni pomyślała Kim wychodząc przed przyjaciółką z budynku.

Wersja Lucasa była taka. Uciekł ponieważ kiedy mówiła Kim, on patrzył na rozwścieczoną Nancy, która stała właśnie za nią, dawała mu ostrzegawcze znaki rękami, że go zabije jak jej powie coś więcej i żeby lepiej sobie poszedł, więc wolał sobie iść.

Nancy skupiła się na tym dlaczego Kim, stwierdziła że to nie ważne, cały czas nad tym główkowała, ale żeby się o tym nie dowiedziała musiała coś powiedzieć.

- jedziemy moim autem – odparła i skierowały się na parking w kierunku różowego audi tt.


- To teraz już wiem gdzie idziesz moja księżniczko, pomyślał zadowoleniem Gabriel włączając silnik swojego motoru i ruszając do wyjazdu z parkingu.


Nie zwróciły uwagi na warkot silnika i nie obejrzały się nawet żeby sprawdzić kto to był. Nancy zajęła się szukaniem kluczyka do auta w swojej torebce, a Kim znowuż patrzyła na róż auta, a poza tym to była sama zdenerwowana tym wszystkim. - to wszystko chyba tylko czekało na mnie – pomyślała Kim z zamyśloną miną na twarzy. W końcu jej była przyjacółka wyciągneła kluczyk od auta.

Tak Kim nie wiedziła, że Nacy ją wybrała na kumpele tylko po to żeby ją wykorzystać i dowiedzieć się nie wiadomych rzeczy o tajemniczym chłopaku i o tym małym zawiniątku.


                                   

Sunday, 10 January 2021

~ II ~ '' Zaufać ''

 


~ II ~

'' Zaufać ''

      Na umówionym miejscu była dopiero po 10 minutach. Kimberly nie chciała się spieszyć, po tym co sie przed chwilą wydarzyło. Dalej była w szoku, jaby nie docierał do niej ten fakt że to była rzeczywistość a nie sen. Zamkneła oczy idąć pod góre, w głowie miała ten moment jak ją całuje. Otworzyła powoli oczy, wolnym krokiem w końcu skręciła w lewą ulice na chodznik gdzie już było płasko, gdzie akurat przy pobliskim sklepie stała jej przyjaciółka. 

   Miała obawy, ostatnio podsłuchała rozmowe jej z kimś, na jej temat. Nie miała pojęcia z kim rozmawia jej przyjaciółka na jej temat, że niedługo będzie po sprawie. Kim nie wiedziała o co chodzi, ale nie chciała jej zapytać, miała przeczucie że cała ich znajomość legnie w gruzach. Dla nie ujawnienia podejrzeń, objeła taktyke jak zawsze na widok swojej przyjaciółki.

- cześć – zaczęła pierwsza Kim, uwieszając się na szyi Nancy.

- no wreszcie, co się stało? – zapytała z udawanym zaciekawieniem Nancy.

Kimberly tak popatrzyła na nią, przez chwile musiała pomyśleć. Niespodziewała się że jej przyjaciółka naprawde tak udaje. Kim nie jest głupia i od razu torozpoznaje po ludziach, kto udaje a komu zależy. 

- więc tak, jak by to zacząć … - odparła szybko Kim, opowiedziała prawie wszystko, tylko pomijając niektóre szczegóły, a właściwie bardzo dużo, a na pewno już nie to co stało się na końcu, tego to nikomu nie powie, a jak przypomniał jej się moment pocałunku którego nigdy nie zapomni to aż przerwała mówić, prawą dłoniął dotkneła swojej dolnej wargi, aż westchneła cicho jak o tym pomyślała ale szybko potrzasnęła głową i zaczęła dalej, akurat w tym momencie Nancy nie patrzyła na nią. Właściwie to troche naściemniała, ale od jakiegoś roku zauważyła że Nancy nie mówi jej wszystkiego, że coś ukrywa przed nią. A po podsłuchaniu jej dziwnej rozmowy to już całikem zwątpiła. 

- w takim razie musimy iść na zakupy skoro masz randkę...  – odparła Nancy zachwytem, za wszelką cenę nie chciała zdradzić nic po sobie, że jej to wszystko jedno i pociągnęła energicznie Kim za rękę.

- ale zaczekaj... – zaczęła nie pewnie, - po co ja jej wspominałam o tej rance pomyślała Kim.

- nie ma ale, idziemy. - Nancy chciała to mieć już za sobą,

- posłuchaj mnie chodź raz ! – Kim w końcu krzyknęła i wyrwała się przyjaciółce, zdenerwowało ją to bardzo, - w ogóle mnie ignoruje, coś mi tu bardzo, badzo jest podejżane – jej myśl została w głowie, zrobiła poważną mine. Czuła że jest coś z nią nie tak. Do tej pory się tak nie zachowywała Nancy.

- dobra, mów – zaczęła i popatrzyła się na stojącą przed nią Kim, kiedy do tarło do niej. - gdzie twoja czapka... i twoje włosy... są .... - ale wpadłam pomyślała podenerwowana Nancy.

- gdzieś jest i tak mam długie włosy ! - odburknęła Kim - ja idę do domu, muszę poszukać czegoś. - obróciła się od Nancy i ruszyła wolnym krokiem.

- Kim, czekaj idę z tobą - Kim obróciła się ponownie do niej i wzruszyła ramionami, do końca już nie była pewna czy ma jej wierzyć czy nie.

- a więc, to znaczy tak - zachichotała nagle podniecona Nancy, zmieniając kompletnie swoje zamiary. - jeszcze weźmie i coś podejrzy że to ja go tak potraktowałam – pomyślała Nancy, ale z szeroką uśmiechniętą miną do Kim.

Kim nabrała pewniejsze obawy, że Nancy dobrze zna Gabriela, nie chciała tylko dopuścić tej myśli do siebie. Z tego powodu Kim też wydusiła uśmiech i ruszyły razem w kierunku jej mieszkania. Po kilku minutach szukania w swojej szafie Kimberly znalazła zadowoloną mini sukienkę, która będzie odpowiednia na ten wieczór. Nancy siedziała na jej ulubionym fotelu przy ścianie i przeglądała magazyny z modą, ze znudzoną miną kiedy Kim nie patrzyła.

- znalazłaś? - odezwała się w końcu Nancy po kilku minutach ciszy.

- o tak ! - odparła Kim i rzuciła do niej sukienkę, a Nancy od razu zawyła z niedowierzeniem że ma taką sexy sukienke. 

- co się stało? - zapytała Kim wynurzając się szybko z szafy, marszcząc brwi do Nancy.

- nie... nic – odparła Nancy - tylko chcę powiedzieć, że fajna sukienka.

- okej, dzięki… - powiedziała Kim bez entuzjazmu i znowu zanurzyła się do szafy, szukała jeszcze czegoś. - Pewnie chce taką samą sukienkę, - pomyślała Kim i wyciągnęła czerwone zakrytym noskiem szpilki i położyła na podłodze przed szafą.

- a te pantofelki to skąd masz ?! – drugi raz zawyła jej przyjaciółka.

- a no z takiego jednego sklepu... – odpowiedziała Kim wstając z podłogi, podeszła do niej bo chciała wziąć sukienke od Nancy, którą trzymała ją jak by czytała coś z niej.

- no daj, chce ją ubrać, czy jeszcze jest dobra... - skłamała Kim, kupiła te rzeczy niedawno, jak ma się bogatego ojca który woli dać kasę.

   Sukienka była czarna z cienkiego materiału z koronki w kształcie kwiatków pod spodem była czarna przyszyta falbanka więc nic nie prześwitywało, dekolt miała w kształcie V, a rękawy kończyły się przy łokciu, sukienka jest obcisła i kończy się przed kolanami. Gdy na koniec ubrała szpilki to Nancy już nic nie chciała gadać.  

 Nancy znała tego z którym Kim się umówiła, dla niej to nie miało znaczenia, ale nie podobało jej się to, bo miała myśli że on wszystko powie Kim, ale żeby nie poznać po sobie zrobiła Kim ładny makijaż, włosy tylko rozczesała i zostawiła rozpuszczone.

- a masz jakąś torebkę? – zapytała Nancy siadając nerwowo z powrotem na fotel.

- a tak mam – znów podeszła do szafy i wyciągnęła nie dużą czarną ze złotymi dodatkami torebkę. Wpakowała tam telefon, czarną sakiewkę, na którą Nancy zrobiła wielkie oczy, ale w ostatniej chwili się powstrzymała, bo Kim akurat sie do niej obróciła wskazując żeby wychodzić. Po wyjściu z mieszkania schowała dopiero klucz do torebki.

- to ty weź taxi, a ja się przejdę - powiedziała Nancy jak niby nic, gdy wyszły na chodnik.

- dobra, to pa - odparła Kim z bladym uśmiechem.

- no to ... zadzwoń jak będziesz już po... pa... - dodała Nancy, chociaż chciała się ugryźć w język zamiast to powiedzieć, ale Kim ruszyła już w przeciwnym kierunku. Nancy patrzyła jak łapie taxi, więc i sama poszła w swoją stronę.

Kim wsiadając do taxi od razu rozpoznała kierowcę, to był jej przyjaciel, dorabiał sobie rozwożąc ludzi po mieście. Oczywiście nie spodziewała się że trafi na niego, przecież tu jest dużo taxówek, - pomyślała Kim, nie odzywała się nic podczas jazdy, trochę to potrwało zanim dojechali na miejsce pod umówioną restauracje przez ' mrocznego chłopaka ' .

Gdy tylko się zatrzymał, - ładnie wyglądasz – zagadał obracając się do niej, a Kim roześmiała się nerwowo. Starała się zachować nie pokazując zbyt wiele emocji.

- dzięki Lucas - i dała pieniądze za jazdę.

- randka ? - zapytał,

- chyba tak - odparła nie wiedząc co ma odpowiedzić. 

- powodzenia Kim – odparł szybko, a ona posłała mu uśmiech i otworzyła drzwi, żeby wysiąść prosto na chodznik i na w prost już była ścieżka prowadząca do wejścia restauracji. Przystanęła na chwile aż odjechał.

Obróciła się w stronę restauracji, przy wejściu stał już chłopak w czarnym garniturze z białą koszulą z kołnierzem i czerwonym krawatem jakby wiedział o jej czerwonych szpilkach, spodnie były z czarnego materiału, a na nogach miał czarne lakierowane buty. Włosy miał tym razem zaczesane do tyłu. Wygląda jak książę z bajki, - pomyślała, a nogi to miała całkiem jak z galarety, zrobiła uśmiech w jego stronę, on oczywiście posłał jej anielski uśmiech że jej serce znowu biło jak szalone. Szła powoli równym krokiem i wyprostowana, bardzo się starała żeby to tak wyglądało. 

-Tak, muszę naprawdę stwierdzić, że wygląda sexy w tej sukience i tych szpileczkach, - pomyślał zadowoleniem patrząc prosto na Kim jak się zbliżała do niego.

- Witaj ponownie moja księżniczko - odpowiedział z tym samym anielskim uśmiechem i ujął w jej dłoń w swoją dłoń by pocałować w jej delikatną skórę. - Jak prawdziwy dżentelmen i ależ tu gorąco, - pomyślała rumieniąc się na czerwono w uśmiechu do niego gdy puścił już jej dłoń. Już w środku objął ją w pasie gdy ruszyli do stolika w głąb restauracji, za kelnerem.

Na każdym stoliku paliła się czerwona świeca, główne światło było mocno przyciemnione, w tle było słychać jakąś muzykę, bardzo romantycznie a ja zaraz się spale ze wstydu pomyślała podenerwowana.

Usiadła z gracją i przysunęła się do stolika, Gabriel usiadł naprzeciwko niej, żeby dobrze ją widzieć.

- co byś chciała do picia? - zapytał po chwili milczenia.

- jakiś drink... – właściwie nic ciekawego nie przychodziło jej do głowy, a w menu było za dużo tego wszystkiego. Więc chłopak zamówił dwa różne drinki, oczywiście kelner który ich poprowadził do stolika, kiwną głową i po sekudnie już go nie było.

Rozmawiali o sobie, wyznał że większości, zna ją bardzo dobrze, ponieważ Lucas zawsze o niej mówił, gdy on nie mógł jej widzieć po tym co się jej przytrafiło, i oczywiście gdy on zniknął, ale to na razie przemilczał.

- zabiję jego, a potem ciebie – odparła z uśmiechem.

- haha ... za co ? – zapytał ze śmiechem w głosie.

- że chciałeś słuchać jego gadaniny.

- mówił bardzo ciekawe rzeczy – uśmiechną się do niej, ale ona odwróciła szybko wzrok na jakiś inny stolik, ponieważ czuła że palą jej się policzki.

- możemy zawrzeć pakt ... - zapytał od razu wprost, chociaż trochę sie bał jej reakcji.

- jaki ? – jej głos był subtelny i delikatny, przy okazji podniosła głowę by ponownie na niego spojrzeć.

- że nie będziemy mieli przed sobą tajemnic – zmierzyła go swoim wzrokiem, ale on w ogóle się nie zląkł. Nie wyczuła w nim żadnego strachu, gdy tak na niego patrzyła, oparł się o oparcie krzesła i podniósł lekko brwi.

- Podoba mi się ona jeszcze bardziej niż mi się wydawało,- stwierdził w myśli i przygryzł swoją dolną wargę.

Sama musiała pomyśleć jak tak zagryzł wargę, - czy on nie wie jak kusi... mnie, - aż musiała nabrać powoli powietrza, bo czuła jak jej serce zaraz wyskoczy.

- noo...dobra, chyba... chcesz... wiedzieć dlaczego kompletnie przestałam ubierać się jak dziewczyna...? - zaczęła drżącym głosem i podparła brodę prawą ręką którą oparła się o stolik i znowu popatrzyła na niego, ale on wpatrywał się beztrosko w jej oczy.

- ...więc to było na imprezie u Jessiki w ostatniej klasie gimnazjum. Justin Tamblyn był moim chłopakiem...

- ten maczo? - zapytał w trakcie, bo nie mógł uwierzyć, że to ona z nim chodziła, ale to wiedział od Lukasa, ponieważ jego w tedy nie było.

- taaak, poszliśmy... do pustego pokoju... byłam wtedy młoda i głupia, - a raczej zagubiona, - pomyślała ale nie przerywała - ...ubierałam się i malowałam jak te barbie... wszystko przez moją ciotkę... jak mnie wychowała..., on zaczął dobierać się do mnie... to było okropne... krzyczałam...ale kopnęłam go... i uciekłam...to było straszne, kiedy cała szkoła mówiła o tym.. - ściszyła głos do szeptu – że straciłam.... dziewictwo... w takim wieku.... a w ogóle mnie szantażował później. - od razu spuściła wzrok na swoją szklankę z drinkiem, nie była pewna jego reakcji.

- słyszałem że go zabrali... - szybko wtrącić bo aż go skręcało, jak by wcześniej wiedział to by sam by sie za niego zabrał.

- tak zabrali... - odparła ze smutną miną, ale było jej jakoś lżej na duchu, że to powiedziała, szczerze to nikomu o tym nie mówiła.

- zresztą wiem coś o tym, gdy twoja druga połówka bierze Cie za przedmiot do zabawy, w tym przypadku tak było z moją dziewczyną, dopiero na koniec zrozumiałem, że odpoczątku mnie zdradza, zakochałem się, tak myślałem i zapytałem czy to prawda, że ma innego a ona beztrosko powiedziała ’’tak’’ i wyszła. Od tamtej pory zmieniłem się - W prawdzie nie powiedział jej wszystkiego, że bał się wtedy, że już nigdy więcej nie zobaczy swojej najbliżesz przyjaciółki z dzieciństwa którą była i nadal jest nią Kim. Naszło troszke ciszy, Kim całkiem posmutniała z tego powodu. Gdy opowiadał to patrzyła cały czas na niego, lecz po chwili jego twarz znów była blada i bez wyrazu.

- Kim, jakie jest twoje największe marzenie albo sekret? - Kim? on pyta się o coś, usłyszała w swojej głowie. Jego głos odbił się jak echo.

- nie mam sekretów - wymamrotała, bo nie chciała mu tego mówić.

- na przykład to, że nikt nie wie konkretnie, która z szkolnych dziewczyn była moją dziewczyną...

- kto ? - zapytała bez zastanowienia, że może tego potem żałować.

- no nie, nie powiedziała Ci ? - Kim tylko pokręciła przecząco głową przełykając ślinę, chociaż właśnie tak myślała że to ona.

- to twoja przyjaciółka, jej prawdziwe imię to Lena, a nie Nancy. - gdy skończył, nie mogła w to uwierzyć, nic mi nie powiedziała, przez tyle lat się z nią przyjaźniła, upierała się że nie ma chłopaka, że nigdy go nie miała, a gdy mówiła że chce sama wyjść spotykała się zawsze z kimś, złamała mu serce, tak bezczelnie, jak mogła...

- Kim... - usłyszała jego głos i spojrzała z powrotem na niego.

- mam.. jednak sekret - znowu nerwowo przełknęła ślinę - tak, to ja chciałam stracić dziewictwo..., ale w pokoju coś mi się odwidziało, chciałam uciec ale nie mogłam, zaczęłam krzyczeć, kopnęłam go między nogi - nie chciała tego mówić od razu za pierwszym razem, - a potem Justin wszystko wykorzystał to na swoja korzyść...

- a ja myślałem że nigdy taka nie byłaś - odparł patrząc prosto w jej tęczówki, - pewnie że nie była nigdy taka głupku, wszystko przez jej ciotkę, która nienawidziła jej mamy, że maczała paluchy przy ich aucie, co przeżyła Kim - musiał dodać to w myślach, ale to aż go gryzło żeby jej to teraz powiedzieć.

- wiesz co... muszę już iść... - chciała wstać szybko ze stolika, ale na jej słowa, złapał ją szybko za prawą dłoń którą trzymała jeszcze na stoliku.

- więc... jesteś nadal dziewicą? - raczej to stwierdził niż zapytał bardzo cicho i puścił jej dłoń w tym samym momencie. - powinienem się zamknąć - dodał szybko zdenerwowany w myślach.

- a jak myślisz ? – odpowiedziała pytaniem na pytanie, podniosła brwi, przyglądając się jemu. W pół mroku jego oczy wydały się nagle ciemnie i tajemnicze. Podniosła swoją prawą dłoń i chciała go uderzyć w lewy policzek, tak bez zastanowienia co robi, ale był szybszy i złapał za jej nadgarstek. Ścisnął uścisk lekko i pocałował ją w środkową część jej dłoni, a z jej niebiesko-szarych oczu zaczęły wylewać się łzy, nie bolał jej uścisk ale raczej to o co powiedział, chociaż widziała po nim że raczej nie chciał jej skrzywdzić.

- puść, proszę – szepnęła, zrobił to bez wahania, a ona bez słowa wstała, zabierając swoją torebkę z krzesła i ruszyła w stronę wyjścia z restauracji.

Gabriel jednak zrobił szybki zwrot, nie mógł jej tak sobie puścić, wstał w mgnieniu oka ze swojego krzesła i ruszył szybko za Kim, musiał chwycić jej dłoń, nie chciał żeby to się tak skończyło, czuł że posunął się jednak trochę za daleko, bardzo żałował to o co ją zapytał, gdy tylko dotknął swoją prawą dłonią jej prawej ręki, to od razu stanęła w miejscu, a on stanął tuż za nią, czuła jego oddech na swoim karku, przy swoim prawym uchu, aż zrobiła jej się gęsia skórka, nie wiedziała co teraz zamierza zrobić, nie czuła strachu, ale czuła lęk i miała lekkie drżenie na swoim ciele.

- przepraszam - wyszeptał, Kim nie spodziewała się tego, szybko obróciła się w jego stronę, a on ją objął w pasie, musiał ją przytulić do siebie, nie chciał jej krzywdzić, jest dla niej by ją chronić, tak obiecał sobie. Kim beztrosko oparła głowę o jego klatkę piersiową i zamknęła oczy. - jak ja się ciesze że to on, że nie jestem sama – zamyśliła się przez chwile.

Oczywiście parę osób ich obserwowało ze stolików, stali właściwie po środku przejścia to właściwie, było trochę trudno nie zwrócić uwagi na przechodzących ludzi, ale po chwili znowu zaczęły się rozmowy.

- może jednak coś zjemy? - zapytał - nic właściwie nie jedliśmy - dodał szybko, w tym samym czasie podniosła głowę i spojrzała na niego.

Widziała w jego oczach że nie chciał zrobić jej krzywdy.

- no dobrze - odparła po cichu, po jej słowach złapał ją z rękę i pociągnął z powrotem do ich stolika.

Tym razem pomógł jej usiąść, zanim sam usiadł.

- więc co byś chciała? - zapytał otwierając kartę - a może coś jeszcze do picia? - i spojrzał na nią swoimi przenikliwymi oczami, nie mogła nie odwzajemnić się uśmiechem do niego.

- a może coś słodkiego…? - zapytała nie pewnie z lekkim uśmiechem, - wpadłaś już po uszy, nie będzie cię odstępował na krok, czy tego chciałaś?, - zadała sobie sama pytanie wswojej głowie.

- to już do deseru przechodzimy? - zapytał z nutą zadowolenia, gdy to powiedział patrzyła na jego usta, a w swojej głowie usłyszała, - nawet o tym nie myśl, - aż pokręciła głową z lekkim śmiechem na swoich ustach.

- a może za dużo procentów? - dodał z uśmiechem.

- nie... znaczy wszystko gra - odparła przez śmiech patrząc na niego, nie mogła się powstrzymać od jego namiętnych ust.

- a co cię tak rozbawiło? - zapytał marszcząc brwi z uśmiechem. - wiem jak ją rozbawić i wiem że coś by chciała, ale to już nawet w myślach przemilczał.

- nie nic... - na te słowa aż policzki zaczęły jej się palić aż zamknęła oczy.

- to ja zamówię sok i wino i czekoladowe ciasto na spółkę - i wyszczerzył do niej zęby z zadowolenia, doskonale rozumiał jej ruchy ciała i także jej wzrok. Nachylił się szybko do niej i pocałował w jej policzek bo właśnie sama się niewinnie nachyliła do niego.

- nic nie mów, ja to załatwię - przed wstaniem ze stolika posłał jej oko, a ona jeszcze bardziej zrobiła się czerwona na policzkach, aż zakryła dłonią usta z przerażenia, ale to chyba było z podniecenia pomyślała, - przestań, przestań, - dodała w swojej głowie prędko, - do tego on wie, co ja teraz zrobię, - pomyślała z goryczą ale z jednej strony cieszyła się.

Po jej chyba już 3 lampce wina, tak i po soku naszła jej ochota dalej na wino i po wspólnym deserze i oczywiście po kolejnej godzinie rozmowy z nim, w końcu wyszli z restauracji.

Trzymał Kim za jej prawą dłoń, bo chyba jednak za dużo procentów, była rozgrzana po rozmowie że aż sama nie mogła iść. Chciał ją trzymać za rękę, - w końcu jest moją dziewczyną, chyba już nawet wie o tym - pomyślał zzadowoleniem.

Wyszli na zewnąrz, zawiało chłodem że automatycznie Kim podeszła bliżej niego, musiała to zrobić, odchyliła lekko prawy koniec garnituru i go objeła od środka garnituru swoją lewą ręką, Gabriel tylko się przyglądał co robi. Obją prawą ręką i ruszyli na parking samochodowy ale zatrzymali się przed jego motorem, duże sportowe czarno-czerwone cacko na dwóch kołach.

Kim była jednak trochę przerażona, z nerwów za szybko wino wypiła, a teraz jego motor. ( motocykl* )

- To mnie przewieziesz? ale jak? - i spojrzała po sobie, a Gabriel na nią.

- tak ładnie usiądziesz, ale... - w tym samym momencie ściągnął swój garnitur i założył na jej ramiona.

- żeby było ciepło jak będziemy jechać. - ależ ona słodko w tym wygląda- aż musiał się zaśmiać.

- co tak się szczerzysz.. wyglądam jak w worku... - na jej słowa całkiem zaczęli się oboje śmiać, chciał ją przygarnąć do siebie, ale szybko stwierdził w głowie że lepiej było by się już pospieszyć. Więc szybko wyciągnął dwa kaski.

- no nie, ja tego nie ubiore... - wypaliła Kim, była czerwona z wrażenia chociaż wiedziała że trzeba.

Gabriel bez słowa założył najpierw sobie i zaraz jej.

- tu nie ma gadania na ten temat - zapiął paski żeby kask nie ruszał się. Kim tylko pokiwała głową.

- okej, teraz patrz. - przyciągnął ją do motoru i zaczął demonstrować jak ma usiać i gdzie ma postawić swoje piękne buciki.

Sam usiadł w rozkroku na przodzie.

- siedzisz? - zapytał szybko, bo w prawdzie bał się o nią.

- no chwila – wyjąkała, miała usiąść bokiem, ale stwierdziła szybko że nie, więc zapieła na jeden guzik ten garnitur, podciągneła troche rękawy, i tak udało jej się usiąść w rozkroku, ciemo jest nic nie widać, stwierdziła w myślach, - tak siedzę już - złapała się z tyłu za metalową rurke, musiała się czegoś trzymać, chciała się jego złapać ale wiedziała że to nie było by bezpieczne i nie była gotowa na tą chwile. Chłopak musiał się upewnić i zerknął do tyłu czy trzyma się, po czym więc odpalił motocykl i ruszył żeby wyjechać z parkingu.







(motocykl*) zdjęcie w bohaterach.

--------------------------------------------------------------------------------


                                                

Saturday, 9 January 2021

~ I ~ '' Sen czy rzeczywistość ''

 


    # Witam na moim blogu. #
   Jestem <Crazy Angel>


~ 1 ~


'' Sen czy rzeczywistość ''

Zbliżała się już dwudziesta pierwsza na zegarku, a Kimberly która nadal stała na drewnianej kładce położonej na rzece, nie daleko centrum w pewnym powiedzmy nie dużym mieście, chociaż niech Was pozory nie mylą.

Mroczna reputacja... oczywiście akurat w tym przypadku dla niej, tak sobie myśli, tylko jeszcze nie wie o pewnym przyjacielu i jego mrocznej reputacji. A może jeszcze bardziej mrocznej niż można sobie wyobrazić, ale to sami stwierdzicie... 

Miasto, gdzie Kim dorastała, właściwie gdzie cały czas była. Przez parę lat odizolowana od świata, całkowicie w innej części miasta, daleko od miejsca i tych co kochała najbardziej, gdzie myślała że będzie jej lepiej po tym co przeszła. Tylko jako małe dziecko nie ma się wyboru, nie miała wyjścia, kiedy nikt inny nie chciał się nią zaopiekować.  

...............................................

- nie mam miłych wspomnień z dzieciństwa, właściwie tragiczne, - pomyślała ze smutkiem dziewczyna wpatrując się w wodę na swoje odbicie, jakby chciała się w nią wtopić i nigdy nie wynurzyć. Szybko podniosła wzrok na wprost siebie, w kierunku grupy chłopaków, którzy siedzieli z drugiej strony na kładce, ale ona wpatrywała się dokładnie w jednego z nich.

Jest o jakieś 36 cm wyższy od niej, gdy sama ma jakiś metr i 62 cm, czyli wychodzi z jej obliczeń, że jest bardzo wysoki, a włosy ma czarne z grzywką opadającą na prawe oko, albo czasem zaczesane do tyłu, ale dla niej to nie miało znaczenia, bo lubiła taki nieład we włosach, a zwłaszcza u niego. Doskonale wie że gra i śpiewa w zespole który sam założył. Zna też nazwę zespołu '' Darkness Royal Boys'', a piosenki z jego głosem są wręcz hipnotyzujące, że nie da się ich przestać słuchać. Jej przyjaciel gra na perkusji w jego zespole, powiedział też, że niektóre piosenki są dedykowane dziewczynie z dzieciństwa ’’mrocznego chłopaka’’. Dali mu takie przezwisko, to było jeszcze w szkole średniej z jakiegoś niewiadomego powodu i tak już zostało. Chociaż ona to tylko słyszała od Lucas'a, ponieważ nie było jej w tej okolicy, jak wydarzyło się to coś nie przyjemnego.

Chłopak w którego się teraz wpatrywała jest niewiarygodnie przystojny, ale jego twarz i gesty wyrażają chłodną rezerwę do innych.

Patrzyła na niego i znów czuła drżenie na swoim ciele. - Czy on mi się, aż tak podoba?, i to jeszcze bardziej niż Ci się wydaje..., ale... on na żadną dziewczynę nie zwraca uwagi..., - ta myśl całkowicie stanęła jej w głowie, przymrużyła lekko oczy, zachodzące słońce świeciło prosto w jej twarz, mimo iż miała czapkę z płaskim daszkiem na głowie.

Lubiła słońce, aż miała ochotę ściągnąć tą czapkę, jednak po chwili chłopak wstał z pomostu, obracając się całkowicie w jej kierunku, w tej samej chwili spojrzeli sobie prosto w oczy. Oczywiście zdawały się być nieprzeniknione i bezlitosne, zimne jak czarna dziura z tej nie dużej odległości. Każdy bez słowa cofał się przed nim gdziekolwiek się znajdował. Wiedziała jak to jest kiedy ludzie cofają się na twój widok. A teraz łatwo było wyobrazić sobie zabójcę o takich oczach. Przeraziła się gdy zmroził ją lodowatym wzrokiem i cofnęła się o krok do tyłu, że omal nie wpadła do wody z pomostu gdzie stała. Kładka nie miała barierek, i nie raz zdarzały się kąpiele, chociaż nie było zakazu że nie można się kąpać.

Tajemniczy chłopak rzucił jakieś słowo do swoich kumpli i biegiem ruszył w jej stronę. Dokładnie wiedziała czego chce, a że nie miała tego akurat przy sobie, od razu skierowała się w przeciwną stronę, tak samo ruszyła biegiem na dość ruchomą ulice i zaraz prosto na chodnik prowadzący do centrum miasta.

Co chwile zerkała przez swoje prawe ramie, co o mały włos nie wpadała na pieszych z naprzeciwka, a on był i tak szybszy niż jej sie zdawało.

Szybko zrobiła zwrot na prawo z chodnika, wbiegła na ruchomą ulice, akurat w tym momencie nic nie jechało a nawet się nie rozglądała, - zdecydowanie to był fart – pomyślała i skręciła zaraz całkiem w ulice na wprost niej, a zaraz za budynkami z głównej zaś na lewo w wąska uliczkę. Za sobą słyszała tylko pisk opon, była tak przerażona jak nigdy dotąd, a do tego nie mogła złapać oddechu przez ten bieg, - zaraz się tu rozłożę jak dętka, co ja mam robić! - krzyczała w głowie z przerażenia. Lecz musiała się skupić gdzie ma biec, ponieważ wąska uliczka szybko sie skończyła, skręciła tym razem bardziej na prawo prosto przez inną ulice, na chodnik odbijający w kolejną ulice która szła ciut na lewą stronę pod górkę.

-----------------------------------------------------------------------------------

- Ależ ma chody ta dziewczyna, - pomyślał tajemniczy chłopak który gonił biedną Kimberly. - zabawa w kotka i myszkę - pomyślał z zadowoleniem, dawno takiego maratonu nie urządzał, a zwłaszcza za tą wybraną dziewczyną. Lubi czasem zaganiać swoją zdobycz w płapki kiedy na czymś mu bardzo zależy. Doskonale ją zna, a ona kompletnie go nie pamięta.

- przypomni sobie prędzej czy później, - pomyślał, ale na razie wpadł na genialny pomyśl na który nikt normalny by sie nie odważył, a że był wyjątkowy z nietypowymi pomysłami musiał to zrobić. Tak to sobie w bił do głowy, że będzie szybciej ją złapać zamiast tak gonić za jego wybraną dziewczyną po całym mieście.

Był już przy ulicy i akurat z prawej strony widział nadjeżdżające auto. W tej samej chwili wyłożył się specjalnie na środku ulicy, auto miało czas żeby zacząć trąbić i zahamować tuż przed nim.

Czy tajemniczy chłopak miał obawy? nie, raczej spodziewał się szybkiej reakcji ze strony dziewczyny która gdy tylko usłyszała pisk opon z przerażenia zatrzymała sie i obróciła się na pięcie. Od razu rzuciła się do leżacego nieruchomo chłopaka na środku ulicy, tak jak to zaplanował idealnie.

----------------------------------------------------------------------------

- nie! - wrzasnęła drżącym głosem, łzy natychmiast zaczęły jej napływać do oczu. Nie miała żadnego pojęcia, że to właściwie tylko płapka na nią.

Chłopak od razu złapał ją za prawą rękę w łokciu i otworzył oczy. Kim zamarła i zacisnęła swoje oczy, nie chciała otworzyć z przerażenia, a także z wściekłości na siebie, nie pomyślała, nie wpadło jej to do głowy, że on ma tak nietypowe pomysły, a raczej nie wiedziała jeszcze o wszystkich jego pomysłach, bo nie była pewna czy to ten którego pamiętała z dzieciństwa.

- Kochanie wstajemy - odpowiedział szybko i w tej samej chwili spojrzeli sobie w oczy, nie zwracając uwagi na wrzaski, czy przechodniów co kamerowali, czy nawet wściekłego kierowce z auta.

Wokół nich był chaos i gwar, a on po prostu wstał, pomagając w tym przerażonej dziewczynie. Czuł jak drży, czuł jej wibracje, czuł jak jej żyły pulsują i widział że nie chciała spojrzeć na niego, oczywiście nie chciał jej tak przerazić jak to odebrała.

Szybko pociągnął ją na stronę chodnika gdzie wcześniej się zatrzymała, ciągle trzymał ją za jej prawą rękę, w ostatniej chwili obrócił się jeszcze do tyłu i krzyknął donośnym niskim męskim głosem do ludzi

- spoko nic mi nie jest- a Kim aż ugięły się kolana, w ogóle chyba zawsze jej się uginały kolana na jego głos i widok.

Spojrzał na nią, oczywiście poczuł że zaraz zemdleje, lecz szybko złapał za jej ramiona.

- Kim - wypowiedział jej skrót imienia, słyszała go jak przez mgłę, posyłając mu lekki uśmiech, zacisnęła jeszcze mocniej swoje oczy i jeszcze bardziej poczuła się słabo.

- nie... odpadaj, nie teraz... - zaś go słyszała, ale nie była w stanie nic powiedzieć, - wszystko przez niego, - pomyślała i tylko poczuła że traci grunt pod swoimi nogami, lecz on szybkim ruchem zgarnął ją w swoje ramiona, a ona automatycznie zawiesiła swoje ręce w oku jego szyi. - I coś ty najlepszego zrobiła, - pomyślała załamana. Chciała płakać, gdzie on mnie teraz zabiera, jednak nie miała odwagi się odezwać a tym bardziej zerkać gdzie on idzie, ponieważ schowała swoją twarz przed nim w jego ramionach.

Minęło parę minut gdy znów skręcił w lewo na ulice w kierunku innej ciemnej uliczki. Było już po zachodzie słońca, a tam gdzie ją zabrał nie było nawet lamp. Byli tak daleko od jakiejkolwiek głośnej ulicy że tam panowała kompletna cisza. Naprawdę było tam ciemno, a ona okropnie nie cierpiała takiej ciemności, chociaż starała się nie dać tego po sobie odczuć.

W końcu postawił ją na nogi po lewej stronie przed ciemną ścianą jakiegoś budynku, a gdy to zrobił, sama zaczęła się cofać aż odbiła się o tą ścianę. Szybko otarła łzy z oczu, wycierając prawą dłoń o siebie, taki odruch.

- nic mi nie jest... - wymamrotała spuszczając wzrok w dół.

A on bez słowa zaczął podchodzić do niej aż znalazł się tak blisko, że chciała przestać oddychać, bo na pewno czuł jak jej serce zaraz eksploduje. Lecz on obezwładnił jej ręce do góry, opierając o ścianę, do tego specjalnie wsuną swoją prawą nogę pomiędzy jej nogi. Nie miała z nim najmniejszych szans i nawet nie miała zamiaru próbować.

Jego twarz tonęła w ciemnościach, patrzył na nią z łobuzerskim błyskiem w oczach, które wydawały się nie mieć dna.

- oddasz mi to co należy do mnie? – tym razem jego głos był lodowaty.

- tak nie traktuje się dziewczyn... – wypaliła z lekkim sarkazmem przez zaciśnięte zęby.

- traktuję wszystkich tak jak mi się to podoba – mocniej ścisnął jej nadgarstki i silniej przywarł do niej, że prawie nie mogła złapać oddechu teraz. - Słyszy jak ci zaraz serce wyskoczy z orbity, - usłyszała własny głos w swojej głowie.

- lepiej byś zaprosił na randkę... – odpowiedziała nie zwracając na siebie uwagi.

- nie umawiam się z byle jakimi dziewczynami – podnosząc przy tym swoje brwi skanując przy tym jej wygląd z góry na dół i z powrotem, - muszę ją jakoś sprowokować, odkąd skończyliśmy gimnazjum jakieś sześć lat temu, mogła by z czasem bardziej wyglądać jak kobieta, bo jak na razie wygląda tak: włosy związane tradycyjnie w kok i zakryte czarną czapką z płaskim daszkiem, koszulka z grubymi ramiączkami z zakrytym dekoldem, spodnie z materiału do kolan, bluza wiecznie w pasie, Nike na nogach do parkoura i czarna torba na prawym ramieniu, nawet błyszczyka nie używa.

- więc zapomnij o swojej...

- niech Ci będzie – przerwał jej szybko, uwielbiał jej tęczówki i lubił się w nie wpatrywać, przy okazji swoją prawą ręką ale szybkim ruchem ściągnął jej czapkę. Miała coś mu odpowiedzieć, ale wbił się w jej usta i zapomniała o całym świecie. Gdy oderwał się wreszcie, w jej głowie panował totalny chaos. Może i chciała więcej, ale to nie było na miejscu. Chciała go odepchnąć, ale nic z tego, ani nie drgnął.

- to ma być między nami – usłyszała przy swoim uchu, przebijający się jego głos w jej głowie.

- o której i gdzie mamy się spotkać? – zmieniła temat drżącym głosem.

- dziś o 21.00 w Castagna.

- w takiej...eleganckiej...

- no naturalnie że w takiej restauracji, lubie czasem dobrze zjeść gdzieś na mieście, a coś Ci nie pasuje? – chciała mu odpowiedzieć ale oczywiście znów jej nie dał skończyć, bo położył prawy wzkazujący palec na jej ustach.

Po paru sekundach patrzenia się zaś w jej tenczówki, puścił ją i odsunął się od niej tak szybko, że nie zauważyła kiedy to się stało. On już zaczął odchodzić od niej, dodał jedynie

- nie zapomnij wiesz czego wziąć – usłyszała jego zimny głos z przodu.

Kim odsunęła się od ściany wreszcie i stanęła po środku tej ciemnej uliczki tak na chwile żeby on już sobie poszedł.

- tak jest ’’mroczny chłopaku’’ … i oddaj mi moją czapkę! - koniec to już krzykneła i to bez zastanowienia się na konsekwencje, - mam się ubrać elegancko?, - chyba chce mnie przejrzeć pomyślała marszcząc swoje brwi, powoli ruszyła za nim.

- jeszcze jedno – odpowiedział obracając się natychmiast w jej stronę.

Stanęła jak słup soli w tym samym momencie, i zaś zaczęła się powoli cofać do tyłu, gdy on zaczął szybko zbliżać się do niej, zatrzymała się gdy był tuż przed nią, nie chciała napotkać znowu ściany, nie chciała czuć się jak owca w zagrodzie, ale też nie mogła uciec do przodu, bo i tak by ją złapał.

- po pierwsze to mam imię i nie oddam ci czapki już nigdy, moja księżniczko. – znów ją zmroził swoim wzrokiem, któremu nie mogła się oprzeć.

- eee moja ksi..ęż...niczko...to będzie moje przezwisko? – wyjąkała powoli z szoku, w głowie miała i to spory mętlik, ale on nie chciał odpowiadać.

Czas jak by przestał chodzić, wszystko do okoła jakby przestało istnieć, nic nie miało znaczenia w tym momencie.

Jego przenikliwie niebieskie oczy jak ciemny głęboki ocean, spotkały się z jej oczami z niebiesko-szarymi barwami, blado niebieskie i szare odcienie były jak linie wysokiego napięcia, tak samo nie mógł się oderwać od jej oczu, a przy tej okazji musiał ściągać jej gumkę z włosów, a ona nawet nie drgnęła. Ta chwila nie miała końca i dla niego i dla niej.

- dobrze wiem że przeszłaś piekło, nie bój się już, będę przy Tobie. - tym razem jego głos był tak miękki i łagodny, a był tak blisko, że obiją ją w około jej szyi w tym samym przyciągnął do siebie, nie protestowała. Sama objęła go szybko w pasie.

Jego słowa przeszły przez jej całe ciało, widziała ten blask w jego oczach, tak jak kiedyś jak wpatrywał się w jej oczy jak byli mali, nie mogła w to uwierzyć że to jednak on, lecz teraz to całkiem straciła kontrole w nogach, ale trzymał ją mocno, łzy jej automatycznie napłynęły do oczu.

- tylko…. tylko gdzie.. byłeś jak wróciłam...później...zdawało mi się że skądś Cie pamiętam...ale... - wyjąkała patrząc w góre na niego ze złami w oczach.

- przepraszam że tak długo to trwało, teraz mam siłę i nie oddam Cie nikomu - odpowiedział to tak cicho, że nikt inny by tego nie usłyszał.

Gdy pocałował ją w czoło, ściskał ją jeszcze przez chwile aż w końcu po woli zaczął się odsuwać.

- tylko nie płacz już - dodał puszczając do niej oko - to widzimy się zaraz, wiesz gdzie - odparł szybko, tak jak szybko się oddalił z ciemnej uliczki.

Kim stała przez kilka minut jak zaczarowana, nie mogła uwierzyć w to co przed chwilą się stało - nie rycz już, wyszeptała do siebie, - ale kiedy ja nie mogę przestać, wymamrotała w myślach. Stała tak jeszcze przez chwile, musiała ochłonąć, musiała zaś przetrzeć oczy, czuła jak jej serce dalej szybko bije. Wzięła parę głębokich oddechów na uspokojenie się aż zaczęła rozczesywać swoje włosy palcami i w tym samym momencie.

- hej ale moja czapka! - wrzasnęła, ale już go nie było, jak by się rozpłynął w ciemności.

Muszę zadzwonić stwierdziła w myślach, ale zanim wyciągnęła telefon, rozległ się jej dzwonek. Nie popatrzyła nawet na numer.

- halo – odezwała się w głuchą ciszę i wybiegła prędko z tej ciemności na uluce gdzie już były lampy, rozejrzała się czy go gdzieś nie widać, nikogo nie było, tylko jakieś warczące auto zagłuszało cisze.

- sprawdzam – rozpoznała głos Gabriela który przed chwilą stał koło niej.

- niee...oddałeeś...miii...czaapkii.. - wyjąkała w słuchawkę, nie myśląc skąd ma jej numer.

- zapomnij o niej wreszcie, widzimy sie zaraz, to buźka – po czym rozłączył się szybko, nic nie zdążyła nawet odpowiedzieć, - to była moja ulubiona czapka - pomyślała nerwowo i dodała wkurzona w myślach, - to na pewno Lukas dał mu mój numer, - ale w tym momencie chciała znaleźć inny szybko nr. do przyjaciółki.

- Nancy! – wrzasnęła Kim w słuchawkę.

- Kim! nie wrzeszcz tak, bo mi ucho odpadnie ! - odparła Nancy

- nie uwierzysz co sie stało!

- no nie wiem, idziesz? czy mam tak czekać na ciebie? - zapytała Nancy, właściwie nie chciała za bardzo wiedzieć co się stało.

- zaraz będę! - wrzasnęła ze śmiechem Kim, nie myśląc co tak na prawde jej kumpela myśłi.

- to czekam, powiesz mi zaraz co sie stało - odparła z ponurą miną Nancy i się rozłączyła.

Ale franca z niej, - pomyślała złośliwie Kim, - pewnie też by chciała się z nim umówić, ale nie ma mowy – chciała tą myśł wymazać, potrząsneła głową i ruszyła szybko chodnikiem. Musiała przejść na drugą stronę ulicy gdzie Gabriel udawał rannego, właśnie gdy tylko znalazła się na środku ulicy, do jej głowy przebiło się wspomnienie, wspomnienie tak dalekie, ale jakby stało się wczoraj...

Wspomnienie gdy była małą dziewczynką - ...gdy siedziała w foteliku dla dziecka w aucie, a po chwili jakiś chłopiec, starszy o trzy lata od niej otworzył drzwi nachylił się nad nią i odpiął jej pas.

- mama! on mi odpina pój pass…! - zaczęła krzyczeć czteroletnia dziewczynka.

- cicho już cicho - zaczął ją uspakajać i zakrył jej buzie żeby nie krzyczała dalej - zostaniesz u nas na noc? będziemy mogli spać w namiocie u mnie w ogródku. - po jego łagodnym głosie mała Kim powoli się uspokoiła i wtedy chłopiec zabrał swoją dłoń z jej maleńkich ust.

- chodź - i wyciągając do niej dłoń, chwyciła go mocno i wysiadła z auta.

- naprawę mogę? - zapytała idąc tuż za nim. Chłopiec o ciemnych włosach się obrócił do niej i uśmiechnął się tajemniczo... - trąbiące auto wybiło ją za myślenia i otworzyła szeroko oczy, stała nieruchomo na środku drogi, w końcu dotarło do niej gdzie jest i szybko przebiegła na chodzik. Odetchnęła z ulgą idąc powoli.

Jednak nie chciała uwierzyć, że to Gabriel, ale czemu ja nic nie pamiętam, wszystko jak przez mgłę, jabym śniła na jawie - pomyślała z rozpaczą, może kiedyś o to zapytam, albo Lukas'a, - zmarszczyła brwi i ruszyła ulicą w górę do umówionego miejsca z przyjaciółką.