Thursday, 29 July 2021

~ V ~ ‘’ Samotność czy jednak nie ? ‘’

 


~ Cz. V ~


‘’ Samotność czy jednak nie ? ‘’


O 7:30 rano zaczął zdzwonić tradycyjnie jej budzik, lewą dłonią trzasnęła go i się wyłączył. Usiadła po chwili przecierając zaspane oczy, w głowie miała mętlik. Wstała z łóżka, od razu pościeliła łóżko i wolnym krokiem podeszła do łazienki. W łazience długo nie siedziała ale musiała umyć włosy ale najpierw umyła zaspaną twarz i zęby, po czym rozczesała wilgotne włosy. Nie suszyła włosów, nie była w dobrym stanie, jedynie co robiła to pomalowała maskarą na czarno swoje rzęsy, dodała tylko ciemy róż na powieki i policzki. Kilka minut później ubierała już na czarną bieliznę, zaczynając od dołu spodnie, ciemne dżinsy rurki, na czarny stanik ubrała ciemno fioletową cienką bluze z kapturem i rękawami i wyciętym trochę dekoltem, założyła skarpetki i na nogi ubrała swoje ulubione lekko fioletowe sportowy addidasy z pumy. Do torby wpakowała potrzebne książki. Weszła jeszcze do salonu, zgarnęła ten łańcuszek do kieszeni bluzy.

Wychodząc z mieszkania, jadła jeszcze swojego tosta, dziś przeszła się na nogach na uczelnie, przy okazji zawiesiła sobie łańcuszek. Miała nadzieje że wszystko się wyjaśni. Wszystko sobie przemyślała, wiedziała co chce i z kim chciałaby być, miała tylko tą nadzieje że ją wysłucha. - jak on się nie zgodzi wysłuchać, to ja nie wiem co ja zrobię - pomyślała smutna Kim.

Nie miała ochoty nigdzie iść, ale nawet się nie spóźniła, a szła bardzo wolno że wolniej się już nie da..

Lekcje strasznie się ciągły, myślała że nigdy nie wytrzyma do upragnionego lanczu, ponieważ po nim ma zawsze już wolne. Nie gadała dziś z nikim ze swoich znajomych, zresztą unikała wszystkich, na przerwach miała kaptur na głowie, tylko na lekcjach go ściągała, żeby nauczyciele nie gadali. Zresztą kogo to obchodzi pomyślała patrząc na zegar wiszący nad biurkiem nauczycielki. Wreszcie kończyła się piąta lekcja, ucieszyła się gdy rozległ się dzwonek na który tak czekała.

Wychodząc z klasy już nie ubierała kaptura, tylko torbę zawiesiła na prawe ramię. Po zjedzeniu swojego lanczu na stołówce, skierowała się do swojej szafki, musiała sobie wymienić książki i zeszyt, żeby ogarnąć się na inne zajęcia na następy tydzień. Ta szkoła była tylko dla tych co chcieli by się douczyć, coś jak college ale nie do końca.

Kim w końcu wymieniła wszystkie rzeczy, miała już zamykać szawke, gdy nagle poczuła znajomy oddech na swoim karku. Po raz kolejny jej nogi zrobiły się jak waty. Była troche przerażona, nie była pewna jak ma zareagować ale nie wytrzymała. Od razu się obruciła do Gabriel’a, ze łzami w oczach wtuliła się w niego. Podniosła szybko głowe do niego.

- przepraszam, przepraszam … - Kim szeptała

- to ja przepraszam – odparł szybko i od razu ją obją żeby nie ruszyła się. - na prawde przepraszam, rozumiem Cię doskonale, chce Ci powiedzieć wszystko ale to nie jest takie łatwe, objecuje że na pewno wszystkiego się dowiesz… - chciał dokończyć.

- oczywiście że wiem, że mi powiesz, bo tylko Tobie ufam – wymamrotała Kim, ciężar z padł z jej serca, już myślała że go dziś nie zobaczy, że to się posypało.

Odruchowo lekko popchał ją do tyłu, że oparła się o zamknięte szafki. Podniusł swoją prawą dłonią jej głowe, a lewą dłonią oparł się o te szafki. Nie wytzymał, musiał ją pocałować, nie obchodziło że ktoś będzie patrzeć, obchodziłą go tylko jego dziewczyna. Kim nie protestowała, chiała tego i chiała być tylko z nim.

Mineła chwila zanim się uspokoili, spojrzał na nią, w jej oczy które mówiły do niego żeby nie przstawał jej całować. To było tak silne uczucie, nie do ogarnięcia. - muszę coś Ci pokazać - prawą dłonią wyciągnął swój telefon. - będziesz pękać ze śmiechu - i pokazał jej swój telefon, na ekranie była treść sms od Nancy. ’’ I co idioto! Myślisz że ona cię lubi! Ma swoje tajne sposoby! zna twoją tajemnicę! Jesteś sam! Nigdy nikogo nie będziesz mieć! Jesteś nędznym człowiekiem i naiwnym! Ha! Ha! Ha! ’’ - Kim parskneła śmiechem

- wiem że szantażowała Lucasa też, jaka ja głupia byłam że się z nią przyjaźniłam - wyszeptała troche smutna.

- moja Kim, nie, szczerze gdyby nie ta czarna sakiewka, pewnie bym się nie odwarzył przemówić do Ciebie, jestem przeszczęśliwy że to wyszło najaw, karma wróci do takich głupich ludzi jak Nancy czy jej drugie imię Lena, to już nie ważne.


- głupia?! - usłyszeli za sobą głos Leny, obrócił się w jej stronę, ale cofając się do tyłu, tak że przycisnął Kim. Chciała go popchać, bo nie mogła złapać powietrza ale nie dała rady, ponieważ ręce dał do tyłu i złapał specjalnie za jej nadgarstki. Świetnie pomyślała Kim, robiąc zblazowaną minę. Nie chciała żeby zrobił coś głupiego ale tak pomyślała sobie że nie będzie się nawet odzywać tym razem. Nie chciała z nią gadać, nie chiała na nią patrzeć nawet.

- tak, dobrze usłyszałaś – odpowiedział z lodowatym uśmieszkiem do Leny, po czym pociągnął za sobą Kim do jednej z wind którey były nie daleko.


Po zamknięciu drzwi puścił ją, stali na wprost siebie.

- jesteś moją jedyną, której bezgranicznie ufam – odparł słodkim głosem, i szybko zauważył na jej szyi łańcuszek, który wyciągnął z pod jej bluzy, nie było widać go dokładnie.

- czyli nie powiesz mi jeszcze o swojej tajemnicy ... – przerwała nagle tą cisze, a on powoli schował jej łańcuszek, pod jej bluze.

- wszystko w swoim czasie, moja księżniczko – powiedział.

Znów wpatrywał się w jej oczy, a ona w jego, to była jak piękna hipnoza, z któej nie chcieli się wyleczyć.

W tej samej chwili drzwi windy się otworzyły i wszedł Pan Flynn co uczy ich historii, spojrzała na niego dużymi oczami przez ramię chłopaka, chciała coś powiedzieć ale nie zdążyła, ponieważ Gabriel ujął jej twarz w dłonie i do tego przywarł swoimi wargami do jej warg. Zaczął tak namiętnie całować, nie zwracając na nauczyciela.

- może tak byście to robili w łazience, a nie w windzie nauczycieli – odparł sucho Pan Flynn, obracając się tyłem do nich.

- bardzo dobra uwaga – warknął Gabriel.

Winda znów stanęła, nie wiadomo jak ale nie zwrócili uwagi że byli na 9 piętrze i w tym samym momencie Gabriel wyszedł z windy trzymając Kim za jej lewą ręke, gdy drzwi windy ponownie się zamknęły puścił ją stojąc na wprost niej. Powoli odgarną jej włosy z oczu.

- nawet nie wiedziałam że jest tu winda dla nauczycieli – parskneła śmiechcem Kim, a Gabriel razem z nią.

- chodź, musimy zejść na dół, tym razem po schodach – oboje się roześmiali i ruszyli w kierunku schodów.


Po chwili gdy doszli do shodów, Kim zauważyła napis jakie to pietro ‘’ przedzkole i żłobek ‘’. Nie miała pojęcia że tu znajduje się takie piętro. Gabriel zatrzymał się przed schodami gdy Kim przeszła dalej ponieważ przez szklaną szybe od sali pełną małych dzieci, zauważyła coś co przykuło jej uwage. Z nie dowierzenia podeszła do otwartch drzwi, zobaczyła swojego ojca, który kucał żeby wziąć na ręce małą trzy letnią dziewczynke która krzyczała ‘’ tata’’.

Kim stała jak słup soli, zaczeło brakować jej oddechu, to było jak by zawaliła się jedna strona jej świata. Myślała że ona była tą córką, że po tym wszystkim co się stało, miała nadzieje że się ułoży pomiędzy nią a jej ojcem, Nie spodziewała się tego co zobaczyła, to był taki szok, że nie była w stanie tego wytrzymać.

W tym samym momęcie jej ojciec spojrzał na drzwi, po czym ruszył w jej strone. Kim nie chciała z nim mówić, nie chiała mieć z nim nic wspólnego, - on ma inną córke, nie mnie – krzyczała w głowie. Na pięcie obruciła się i ruszyła biegiem do Gabriela i od razu w strone schodów w dół, nie patrząc się za siebie. Gabriel też był w szoku, gdzy ojciec Kim był już w drzwiach.

- ja... ja chce jej wszystko wyjaśnić – odezwał się szybko Don Howard – Gabriel widział że nie było mu dobrze, to widać po oczach, jak może Kim to za szybko oszacowała, kiwnął głową i ruszył za Kim.

Dogonił swoją dziewczyne, razem wybiegli z budynku, zatrzymał ją jak już byli za wejściem. Kim zaś czewona od płaczu, obruciła się do niego, a on od razu ją przyciągną i przytulił mocno do siebie.

- nie płacz już, na swój sposób on Cię kocha i jeszcze wszystko Ci powie – odezwał się pierwszy.

- nie wiem, nie chce wiedzieć, bynajmniej nie teraz, - wyszeptała Kim – Gabriel proszę nie zostawiaj mnie samej, ja nie chce być sama, ja tego nie przeżyje – Kim targały takie emocje jak nigdy, była w kłębku nerwach, aż była roztrzęsiona.

Gabriel jeszcze mocnjej ją przytuliła do siebie.

- oczywiście że będe, tylko kochanie już nie płacz. - po czym dał jej buziaka w czoło. - bo ja nie moge patrzeć jak tyle płaczesz, proszę – Kim od samego przytulania zrobiło jej się lepiej, a po jego słowach to już całkiem zrobiło jej się lepiej, w ogóle jak był z nią to czuła tą ulge, że ją rozumie.

- moja księżniczko, mogę powiedzieć że widzimy się za pół godziny? – zerknął ukratkiem na zegarek – w parku tam wiesz gdzie – dodał szybko

- tam gdzie na deskorolkach jeździcie? - zapytała szybko Kim.

- dokładnie tam – odparł Gabriel dodał na koniec napiętny pocałunek i już go nie było, tylko słyszała warkot motoru i jak macha do niej gdy wyjeźdżał z parkingu.


Gdy tylko odchodził, smutne myśli nawracały się w jej głowie, ale wiedziała, czuła że mówił prawde, że w końcu się wszystkiego dowie, że nie będzie więcej mieć takiej nie wiadomej pustki i tyle pytań. Idę do domu po swój blok do rysowania i udam się na tą rampę pomyślała, ponieważ Gabriel ma się tam zjawić póżniej. Do domu szybko doszła, wzięła to co trzeba i znów opuściła swoje mieszkanie. Kierowała się ulicą w dół, szła chodnikiem mijając przechodniów. Wreszcie skończyły się domy, mogła skręcić na lewo, gdzie była stromą górke z trawy. Wyszła na nią, znajdowała się na dość dużym boisku, szła prosto po ławkach. Boisko się skończyło i zaczęła się rampa, właściwie to było ogromne, ulokowała się w jednym miejscu. Ludzi było tam pełno, więc mogła wybrać jakąś swoją ofiarę do narysowania. Wybrała jakiegoś chłopaka który jeździł na bemiksie, wyciągnęła potrzebne rzeczy i zaczęła szkicować ołówkiem. Nie zajęło jej to długo, była w tym bardzo dobra, w końcu rysowała postacie do komiksów to była jej praca popołudniami, większość swoich rysunków przesyłała do takiej firmy co robią komiksy. Też robiła projekty na tatułaże. Na opłacenie mieszkania dostaje pieniądze od ojca, ale po tym co widziała już nawet nie chciała tam być w tym mieszkaniu.

Jej ojciec jest biznesmenem, ale nie interesuje jej czym się zajmuje, ponieważ po śmierci mamy, zają się wyłącznie swoją pracą. Nie pomyślała o tym że jej ojciec, kochał jej matke, ale się załamał po tym co się stało. Niedał rady i zgodził sie że siostra jego żony, której już nie było, zajmie się małą Kim. Po paru latach jak rozpłakana pietnastolatka wparowała do jego biura, wynają jej mieszkanie. Oznajmił jak da sobie rade z gotowaniem i nauką to on będzie płacił rachunki.

Jej mama prowadziła auto, Kim miała wtedy pięć lat i siedziała z tyłu, jej mama nie zauważyła ciężarówki z którą się zderzyło auto. Wracały od Carterów ale musiała jeszcze zajechać do Ciotki Brit, siostry jej mamy, drzwi otworzyła młodsza Emma, powiedziała że mama zaraz będzie, więc poczekały w salonie, ale za nim weszły do ich domu, Kim widziała jakąś kobite co wyszła z garażu Ciotki i schowała się za krzakiem tuż przy aucie co przyjechała z mamą, pięciolatka się wystraszyła ale mama pociągneła ją do środka zamykając drzwi.

I to stało się wdrodze do domu na skrzyrzowaniu w centrum miasta gdzie wtedy mieszkali. Tuż po zderzeniu, niestety pomimo krzyków dziewczynki kobieta się nie odezwała.

Mama Kim dowiedziała się też w tym samym dniu, o tym że jej mąż miał romans, tylko już nie chciała słuchać że to było siedem lat wcześniej zanim poznała swojego męża. Kim słyszała kłutnie rodziców dzień wcześniej przed tym złym dniem, po wypadku zamkneła się w sobie, zwłaszcza że Ciotka Britt która miała być tak wspaniała, że będzie lepsza, podsłuchała rozmowy z jej dziadkami, zanim Ciotka ją zabrała do siebie. Robiła awantury, ale nikt nie słuchał małej Kim. Chociaż tyle że poznała Lucasa w podstawówce, o chłopaku z dziciństwa tylko słyszała, a pożniej gdy już miała dość tej całej Ciotki i jej córek, uciekła, chociaż nie wiedziała czy dobrze robi ale stało się. Na jej szczęscie, dostała swój zakątek gdzie czuła się bezpieczna, poznała przyjaciółke Nancy, myślała że będzie tylko lepiej, a później ta obciachowa impreza gdy miała 17 lat. Nigdy mu tego nie wybaczy, więc teraz się nim nie przejmuje. Ma większe kłopoty na głowie.

Rozejrzała się, w około chłopaka na bemiksie pojawił się ... Gabriel, we własnej osobie. Patrzył na nią, machając do niej swoją prawą ręką szedł w jej stronę szybkim krokiem. Szybki jest – pomyślała, spakowała prędko swoje rzeczy i ruszyła w kierunku z którego przyszła, tylko dlatego że nie była jeszcze gotowa pokazać mu swoich rysunków, był tam jeden specjalny rysunek, który chciała dać mu z okazji jak już stwierdzi że będzie gotowy, albo raczej w lepszej okolicznoci.

Oczywiście dogonił ją na boisku, gdzie przygniótł ją na ławce.

- po prostu świetnie – wymruczała pod nosem, ponieważ Gabriel z zadowoleniem wyciągnął jej rysunkowy blok. Przyglądał się z uwagą wszystkim rysunkom które miała tam, znalazł nawet siebie.

Wkońcu powoli usiadł koło niej, oczywiście miała focha, a niech ma pomyślał rozbawiony i dalej przyglądał się rysunkom. Musiał jej przyznać, że ma talent.

- wiesz co, nie wiedziałem że masz taki super talent, czemu go ukrywałaś? – zwrócił się do niej z rozbawionym głosem. A Kim chciała mu wyrwać bo widziała że jeszcze nie doszedł do tego co był tak dopicowany – proszę nie… - jękła

Ale chłopak nie dał jej, i przewrócił kartke i w końcu zobaczył.

- nie wieże, to ja ? - po czym popatrzył jeszcze raz w rysunek i zaraz na nią

- choź tu – po czym szybko schował jej blok, przysunął ją do siebie.

Nie mógł wytrzymać, musiał ją pocałować, każda nawet chwilowa rozłąka nie pasowała mu kompletnie. Ona automatycznie przysuneła się do niego, nie chciała żeby przestawał.

- mogła byś wymyślić logo do mojego zespołu – odparł pomiędzy.

- zobaczę – dodała Kim. Aż zaczeła się śmiać bo chyba w końcu dotarło do niej że już nic nie stanie pomiędzy nimi.

- cieszę się moje kochanie, że w końcu się śmiejesz – i ponownie zaczął namiętne pocałunki, że to już mogło być nie bezpieczne. Przysunął ją tak że prawie siedziała mu na kolanach. Pragnął ją bardzo ale to jeszcze to nie był ten ich wymarzony moment, ponieważ zaś musiał iść. To było takie ciężkie dla niego, że nie mógł spędzić do końca tego czasu z nią. Miał naprawdę dość tej męki od tych dwóch lat, chciał bardzo żeby to się już skończyło, wtedy będę mógł już być z nią na okrągło. Odsunął się powoli, widział że nie chce ale nie miał wyjścia, ponieważ nie pojawienie się było bardzo konsekwentne i nie tolerowane przez tych wstrętnych ludzi.

- trzymaj się, moja księżniczko, do juta – ruszył w stronę rampy. Oglądał się co chwile w jej kierunku, więc musiała zdać się na uśmiech, w duchu myślała żeby jeszcze to trwało, ale też bała się jeszcze, miała nadzieje że nic złego mu nie grozi. - bo ja tego nie przeżyje – wyszlochała do siebie.

Powoli wstała z ławki i ruszyła w stronę swojego mieszkania. Właściwie to poszła w całkiem innym kierunku, zmierzała na cmentarz, na grób swojej mamy.

------------------------------------------------------------------------------------------

Tym razem Gabriel kazał Erikowi żeby śledził Kim. Jechał za nią na swoim bemiksie, musiał zwolnić, bo w każdej chwili mogła się zorientować, że coś jest nie tak. Gdy zobaczył, że wchodzi na cmentarz, pomyślał że jest jakaś nawiedzona. Wyciągnął w pośpiechu telefon, aż się wywalił na swoim rowerze, pozbierał się szybko i wystukał numer na który zadzwonił.

- hej, słuchaj ona jest jakaś dziwna....

- nie chrzań, tylko gadaj gdzie jest – przerwał mu ostro Gabriel.

- właśnie znikła na cmentarzu... – Gabriel doskonale wiedział, dlaczego tam poszła, nic nie odpowiedział tylko się rozłączył.

---------------------------------------------------------------------------------------

Wiedział doskonale o tym wypadku, jego ojciec bardzo lubił jej matkę. Zawsze rozmawiali ze sobą bardzo długo i zawsze jej mama zostawiała swoją córeczkę u nich, jak musiała załatwiać jakieś ważne sprawy. Mała dziewczynka lubiła się bawić z chłopcem który był starszy o trzy lata od niej i jego młodszym o trzy lata bratem. Gabriel wiedział do tej pory, że boi się samotności w ciemnych miejscach, a tak że wiele innych rzeczy zapamiętał o niej.

Tamtego dnia, jej mama znów ją tam zostawiła, bawili się w piratów w jego domku na drzewie, gdy nagle wróciła oznajmiając, że musi już iść.

Zabrała pięcioletnią dziewczynkę z domu Carterów, kazała jej iść do auta. Dziewczynka obserwowała mamę jak rozmawia z Panem Harrym, widziała także chłopaka który zaglądał przez okno. Pomachał jej, a ona jemu, w tym samym czasie mama jej wsiadła do auta i odjechały. Ta scena zawsze mu się śni, że nigdy więcej jej już nie zobaczy, ale Gabiriel jednak pojechał za samochodem na swoim rowerze, akurat nie daleko gdzie mieszkała siostra mamy Kim, udało mu się też nagrać na telefonie jak dziwna kobieta wychodzi z garażu i grzebie w aucie którym miała mama Kim. Do tej pory miał ten filmik, musiał znaleźć dobry program żeby było wszystko widać, ponieważ gdy to wszystko się stało nikt nie chciał mu wierzyć, ani to że wyciągnął małą Kim z auta, i to że wszystko widział. Poźniej wszystko szybko się potoczyło i zabrali Kim. Ojciec Gabriel’a nie chciał więcej by jego syn spotykał się z tą dziewczynką. Z czasem jego ojciec stawał się coraz gorszy, był kryminalistą, nie chciał być takim człowiekiem jak jego ojciec. Tylko do końca nie wiedział że jego ojciec będąc w policji jako śledzczy z działu narkotykowego, musiał czasem udawać. Gabriel do tej pory nie wybaczył ojcu że mu nie wierzył. Jego matka zostawiła ich, Gabriel jak skończył 12 lat a jego młodszy brat 7 lat. To było z 5 lat po wypadku, gdy jego ojciec się wygadał o Scarlett Howard czyli mamie Kim. Co to by było jak by to się nie stało, myślał czasem o tym.

Jak na nie szczęście Gabriel wpakował się w tarapaty w dniu, przed swoimi siedemnastymi urodzinami, razem z Lucas ‘em. Gabriel od roku czasu miał dziewczynę. Przedstawiła mu się jako Lena?, wszystko dlatego że myślał że stracił Kim.

Było już późne czwartkowe po południe, czerwiec w 2006 roku. Śledzili jednego gościa, był chyba kryminalistą, miał jakąś walizkę. Tak stwierdził Lucas. Chcieli mu to zabrać, tak dla żartów. Po jakimś dłuższym czasie znaleźli się w jakimś opuszczonym hangarze, gdzie było pełno jakiegoś złomu i żelaza. Można łatwo było zahaczyć o coś ostrego i już byłoby rozcięcie gotowe.

Nie minęła chwila gdy facet się zorientował, że jakieś łepki go śledzą. Wpakował Lucasa w ślepy zaułek, bandzior już miał się na niego rzucić, ale pierwszy był Gabriel. Oczywiście mężczyzna był silniejszy i rzucił nim na podłogę jak pionkiem. Lucas już się gdzieś skradał za tym facetem który chciał uderzyć Gabriela. Nie stało się tak, ponieważ Gabriel chciał go popchać z całej siły ale on odsunął się tak szybko, że bandzior sam nadział się na coś ostrego i już się nie ruszył. Przerażeni chłopcy uciekli z tego miejsca. Po tygodniu policja dowiedziała się o nich, zaczęła się rozprawa w sądzie. Mijały tygodnie, w końcu, przyznali się jak było, Lucas mówił że gdyby nie Gabriel to byłby martwy, a Gabriel przyznał się że zabił tam tego faceta i za to został skazany na dwa lata w poprawczaku. Powiedział tak ponieważ nawet ojciej mu nie wierzył. Cieszył się że nie dostał na dożywocie. Dwa lata nie wiem, jakoś przeżyję pomyślał, gdy już musiał się pakować do więzienia dla nieletnich. Myślał, że jak wyjdzie to będzie już dobrze, ale tak nie było. Później jeszcze miał dwa lata prac społecznych. Dziewczyna która niby była jego dziewczyną zdradziła go od razu w drugim czy pierwszym tygodniu bycia z nim i ukartowała coś że będzie to ciągnąć, on to wiedział, a ludzie tego bandziora złapali jego i Lucasa. Powiedzieli jeżeli nie będą współ pracować to ich zabiją. Zostali pośrednikami marihuany, nikt nie wie o tym do tej pory. Gabriel nie chce tego dłużej tak ciągnąć, przez całe życie, już wolałbym umrzeć pomyślał jadąc na swoim motorze, ulicą w kierunku mieszkania Kim, ale był jeszcze daleko. Nie moge jednak jej zostawić – tego chciał się trzymać, bo do jego sytuacji nie miał już żadnych nadziei.

---------------------------------------

Jego brat Louis miał 11 lat gdy to się stało z Gabriel’em, śliedził brata z starszym znajomym ich mamy. Rob nie chciał żeby mały Louis to widział ale nie dało się, oboje to widzieli i nagrali, tylko po nagraniu telefon się popsuł, wszystko poszło źle. Louis robił awantury ojcu jak ten mu nie wierzył. Louis był tak samo w kłutni z ojcem do tej pory pracuje nad tym filmikiem, bo chce i pokaże, udowodni że jego brat był i jest nie winny.

----------------------------------------------

Kochana mamo powiedz mi co mam robić - Kim myślała gorączkowo klęcząc przy jej grobie. Przy okazji szkicowała przykładowe logo do zespołu Gabriela. Tak bardzo bym chciała żebyś żyła, nie zniosę tego dłużej, bycia samej bez ciebie, to takie ciężki dla mnie, łzy zaczęły spływać jej po policzku, wstała z trawy, wytarła oczy i schowała szybko blok. Po czym skierowała się do wyjścia z cmentarza.

Przestała racjonalnie myśleć, miała naprawdę samobójcze myśli. Planowała się utopić we własnej wannie. Miała wbite w głowie wszystkie negatywne rzeczy, kompletnie jakby zapomniała o tym że ma Gabriel’a.

Szła szybkim krokiem, więc po niecałych piętnastu minutach była już przed drzwiami frontowymi. Zamknęła drzwi na klucz i ściągnęła buty, na stolik w salonie rzuciła torbę i wyciągnęła blok, otworzyła gdzie naszkicowała to logo, położyła na stoliku, wzięła pilot od telewizora żeby go włączyć, położyła z powrotem i skierowała się do sypialni, przeszła szybko i znalazła się już w łazience, nalała pełno ciepłej wody do wanny, ściągnęła z siebie koszulkę, spodnie i skarpetki, została w samej bieliźnie. Weszła powoli, położyła się, zniżając się w wodzie, po same końcówki włosów. Odruchowo złapała za medalik który miała na szyji.

Gabriel doskonale wiedział, że chce to zrobić, znał ją na bardzo dobrze, że to zrobi dziś. Wyskoczył z windy i biegiem przez korytarz, wreszcie dobiegł do jej drzwi, nacisnął na klamkę z myślą że będą otwarte. Przeklną w myślach i wyciągnął szybko zapasowy kluczyk do jej mieszkania i otworzył szybko jej mieszkanie. Zamykając drzwi za sobą, w salonie grał telewizor, na stole dostrzegł blok, ale nigdzie jej nie było widać, ściągnął buty i szybko pobiegł do jej sypialni, też jej nie było, więc jedyna myśl jaką mogła zrobić, łazienka pomyślał i otworzył z hukiem drzwi. Od razu zauważył dziewczynę w wannie pod wodą. Ściągną prędko bluzę, koszulkę i skarpetki, w spodniach wskoczył do wanny, żeby ją wyciągnąć.

Nie oddychała, szybko położył ją na białych kafelkach i zaczą robić sztuczne oddychanie, w końcu był kiedyś ratownikiem za łepka i pamiętał co trzeba było robić, kurs nawet miał.

Znikła mu nadzieja, gdy powtarzał tą czynność przez bite dziesięć minut. Miał już zrezygnowany wstawać, ale nie mógł tak sobie przestać, stracić nadzieje, kiedy w końcu ją odzyskał – będę walczyć o nią ! – wbił sobie to do głowy, gdy nagle nie przytomna, biła jak ściana dziewczyna zaczęła się ruszać. Podniósł jej lekko głowę, żeby wypluła z ust tą wodę co miała w gardle, i mocno ją przytulił do siebie, odgarniając jej mokre włosy z oczu. Kamień z serca mu spadł.

Dopiero po kilku minutach do tarło do niej co się stało, była totalnie rozkojarzona. Widziała że ma łzy w oczach, czuła jego strach, czuła że by nie przeżył by tego.

- przepraszam – wyszeptała dziewczyna.

- moja Kim, proszę nie rób mi tego – Gabriel aż przymknął oczy, mocno ją do siebie przycisną, nie darował bym sobie, jakby faktycznie coś by się jej stało.

- przepraszam – powtórzyła Kim, chłopak tylko przystawił usta do jej czoła. Naprawde by sobie nie darował, jeśli by nie zdążył, nawet nie mógłby sobie tego wyobrazić, to go przerażało nad życie.

- zimno mi ... – wyjąkała to cichym głosem, uśmiechnął się i szybo okrył ją suchym ręcznikiem, pomógł jej wstać i zaniósł ją do sypialni na łóżko.

Widział że jest zmęczona. Gdy już leżała, Gabriel połżył się na wprost niej także byli twarzą w twarz.

- Gabriel ja … - Kim zaczeła – ale ponownie ją do siebie przytulił tak mocno, że oboje czuli swoje bicie serca.

- Już dobrze, jestem przy tobie, tylko proszę nie rób mi tego, bo kocham cię moja księżniczko i chcę żebyś była tu ze mną – wyszeptał jej do ucha. Kim wiedziała że źle zrobiła, nie chciała żeby był w takim stanie, to było straszne.

- jestem tylko dla Ciebie – powiedziała tak cicho i tym razem ona musiała dać mu buziaczka w usta, co przeszło w namiętność pocałunków. Po czym ponownie ją przytulił do siebie.

Zasneła szybko w jego ramionach, nie chciała żeby sobie szedł. Chciała się budzić przy nim zawsze, tak jak kłaść się spać i być z nim cały czas. Dotarło do niej, że nie może żyć bez niego tak jak on, nie może być bez niej. Potrzebowali siebie nawzajem.

Tuesday, 20 July 2021

~ IV ~ '' Zerwanie ''

 




~ IV ~

'' Zerwanie ''


Na zegarku przedstawiała się 17:00 godzina, słońce znajdowało się już niżej, można było na nie spojrzeć bez okularów przeciw słonecznych. Będzie piękny zachód pomyślała Kimberly która wpatrywała się w słońce przez otwarte okno, do tego podmuch wiatru sprawiał, że miała włosy w nieładzie. Nancy tylko raz na nią zerknęła kątem oka i zajęła się dalszym kierowaniem samochodu.

Auto zaparkowała przed budynkiem mieszkalnym. Po wyjściu oczywiście zamknęła na pilota i ruszyły w ciszy w kierunku drzwi wejściowych na klatkę schodową.

- Nancy, wybacz ... – zaczęła Kim gdy wchodziły do jej mieszkania.

- nic nie mów, tylko siadaj – pokazała jej na fotel w salonie.

W prawdzie Kim chiała wziąć tylko dwie książki do nauki, czuła się za bardzo wykorzystana przez osobe której wierzyła, może się nie znały odpowiednio długo, ale zawsze mogła na przyjaciółce polegać, bynajmniej zawsze tak myślała Kim, nie miała ochoty na jakikolwiek nawet blady uśmiech na jej twarzy, przeszła tylko pod okno do fotela na który usiadła.

Nancy nie miała ochoty na rozmowy, ale jednak się zgodziła, sama siadła na sofie naprzeciwko.

- ja kazałam Lucas’ owi, żeby opowiadał Gabrielowi o tobie. – do jej oczu znowu napłynęły zły, już miała dość trzymania tego, może dlatego że jednak miała tą kumpele z którą mogła pogadać, nigdy o tym wcześniej nie myślała, ale nie do końca wyznała to co dlaczego się z nią właśnie zakumplowała a nie z kimś innym - dlatego żeby zapomniał o mnie, rozumiesz. – spojrzała na nią.

Kim musiała pomyśleć przez chwile – więc tak, żeby o niej zapomniał, czyli coś mu zrobiła jednak, co ona jeszcze ukrywa, o przypomniało jej się. - więc? mam wciąż czarną sakiewkę, oddam mu …. - odpowiedziała bez entuzjazmu Kim i popatrzyła w stronę okna. - … i co będzie po sprawie ... – przerażająca myśl staneła jej w głowie, - … ja tak nie chce – dodała w myślach, zrobiła jej się tak smutno jak już nigdy nie miała go zobaczyć.

Nancy tylko westchneła na czarną sakiewke, wiedziała o tym ale nigdy nie widziała zawartości, on nigdy nie chiał nawet o tym wspomnieć, musiała jakoś z tego wybrnąć, - muszę to skończyć – pomyślała, ale chciała wiedzieć więcej na ten temat, więc jednak postanowiła że powie jej wszystko i ją spławi.

- przepraszam cię… , chodziłam z nim pięć lat, tylko że na początku czwartego czy trzeciego tygodnia… poznałam kogoś innego, nie wiem po co z nim się zadałam, a w ogóle on też nie był zainteresowany i to że nie chciał powiedzieć tajemnicy ...

- jakiej tajemnicy ? – przerwała Kim i znowu na nią spojrzała, chociaż nie potrzebnie przerwała, ale się stało a wogole to coś słyszała o tym, teraz tylko bardziej się tym zainteresowała.

- nie wiem, nie chce wiedzieć, jest dziwny i nie mam pojęcia dlaczego z nim chodziłam, rozumiesz teraz ? – zapytała Nancy, ale dobrze wiedziała dlaczego.

- rozumiem – odparła Kim, tylko w głowie słyszała ’’ nie chciał powiedzieć tajemnicy’’ i nie pasowało jej to ‘’ dlaczego ‘’ z nim chodziła, - robi ze mnie ofiare, właściwie zrobiła ze mnie ofiare, to ma być przyjaciółka, która to ukartowała od samego początku, czy było tu coś prawdziwego, te pogawętki, porady, pamiętała bardzo dobrze to jak się poznały …

- … było to w szkole średniej jeszcze, właśnie w trakcie wchodzenia do klasy, to chyba była matematyka, ale chodzi o to że wtedy jakiś chłopak ją popchał, a Nancy zareagowała na niego i tak właśnie się zaczeło … - no tak wszystko jasne to był cały James, Nancy i on, ale ja głupia … - pomyślała bez wyrazu Kim, była wręcz wkurzona na siebie.

- chyba nie będziesz się gniewać jak powiem, że chciałabym zakończyć naszą przyjaźń. – odparła Nancy – chociaż mogłabym jeszcze ją przytrzymać żeby dowiedzieć się więcej, kurde no źle … - Nancy już zaczeła przeklinać w głowie.

Kim spojrzała na nią, żeby nie dać po sobie poznać zrobiła zdumioną mine na twarzy, musiała coś powiedzieć.

- tylko ze względu na mrocznego chłopaka ? – zapytała Kim, szczerze to nie chciała tak powiedzieć, tylko chciałą dać jej w dziub, tak chciała uderzyć Nancy w twarz, aż by wtopiła się w sofe, ale Kim się powstrzymała, chociaż nie było łatwo opanować te emocje.

- tak, i to że wiesz, że byłam jego dziewczyną! - Nancy już miała dość tego.

- dziewczyną ?! – Kim parskneła śmiechem – żeby na drugi dzień go zdradzić! Nie możesz powiedzieć że leciałaś na niego, ale on jest mądrzejszy i dał ci kosza! A miał cię za dobrą osobe! - musiała jej dogadać, nie pozwoli więcej gadać nikomu głupot na temat jej chłopaka. - i jeszcze jedno! mówiłaś że nie mamy przed sobą żadnych sekretów! ty nigdy nie byłaś moją przyjaciółką ! i to ja to zakańczam! - Kim aż buzowała z tych nerwów, wstała z fotela zarzucając z powrotem swoją torbe na prawe ramie.

- nie dziwie się że teraz cię nienawidzi... – dodała Kim, chciała ruszyć z salonu ale akurat Nancy wstała i zablokowała jej przejście.

- gdybyś nie brała tej sakiewki! byłoby wszystko jak dawniej! - tym razem to Nancy nie dała jej skończyć, ponieważ dalej była przekonana że to miało być dla niej a nie Kim.

……………………………………………………


Na temat czanej sakiewki i jej zawartości.

Wszystko zaczeło się od imprezy w domu dziadków gdzie dorastał Gabriel, myślał że to cała Nancy zabrała.

Czarna sakiewka to własność Gabriela, w środku są dwa złote medaliki w krztałcie serca, są łączone, na jednym piszcze ‘’ mój Gabriel C. Na zawsze mój ‘’ ,a na drugim troszke większym sercu pisze ‘’ moja Kimberly H. Na zawsze moja ‘’ .

Gabriel dostał w prezęcie od swojej babci, jego babcia wiedziała o tym że jej wnuk zawsze przepadał za małą Kim, więc babcia za nim odeszła podarowała mu prezęt, mówiąc żeby nigdy się nie poddawał, nawet jeśli chodzi o miłość.

……………………………………………


- ale tak się nie stało! Lepiej zapytaj swojego kochasia! - Kim wycedziła przez zęby, chociaż na prawde starała się nie wybuchnąć z tych już gotujących się nerwów, żeby uniknąć tego skierowała się do przedpokoju by ubrać swoje szpilki, a Nancy za nią.

- skąd wiesz ? - zapytała tym razem cicho z przymrużonymi oczami popatrzyła na Kim.

- coś takiego twój kochaś ci nie powiedział ? - Kim też już miała dość krzyczenia, ale Nancy tylko pokręciła przecząco głową na jej pytanie, - więc tak twój kochaś James dobierał się do mnie i przy tej okazji wsadził mi tą sakiewke, tak na tej imprezie miesiąc temu co mnie razem zabraliście ! - Kim nie wytrzymała, szczerze to się cieszyła że się dowiedziała, gdby nie to zawiniątko, tak to by się ciągneło nie wiadomo jak długo, i to dobrze też że powiedziała Lucas ‘owi o tym a on, powiedział Gabriel ‘owi.

- no to powodzenia ! - odparła zgryźliwie Nancy.

- zatrzymaj to dla siebie – odparła sucho Kim po czym obróciła się do drzwi naciskając na klamkę i wyszła z mieszkania.

Zjechała windą na dół. Obcasy Kimberly jak na złość hałasowały o marmurową posadzkę, szybko wybiegła na ulicę, w oczach miała łzy ale bardziej była zła na siebie, że wcześniej nie pomyślała o tym, - jaka ja byłam ślepa – myślała tak krytycznie że gdy była na środku ulicy żeby przejść, nagle staneła tuż przed warczącym silnikiem motoru. Był czarno czerwony, w słońcu odbijały się maleńkie drobinki tej farby. Podniosła wzrok na kierowcę w kasku, który był czarny, a szybka mieniła się różnymi kolorami. Nie było widać jego oczu ale zauważyła w co był ubrany. Miał na sobie ciemnobrązową bluzę bez zamka z kapturem jak jej tylko ona miała z zamkiem bluze, rękawy miał podwinięte do łokci, ciemne dżinsy i sportowe buty.

Kolana pod nią się ugięły, zauważył w jej oczach lęk. Podjechał centymetr bliżej, cofnęła się o krok do tyłu, kiwną głową, że ma wsiadać.

Wszystko to zaplanował pomyślała zrezygnowana ale i tak wduchu się bardzo cieszyła że to on, szybko usiadła tuż za nim, ubrała kask który jej podał, zapięła i ruszyli z piskiem opon. Zamiast złapać się z tyłu tym tazem za metalowy uchwyt, ona objęła go w pasie.

Że ty nie powiedziałeś jej jeszcze swojej największej tajemnicy, nie musi jeszcze wiedzieć! takk! i będzie tak jak z Nancy! Nie będzie! moja Kim zrozumie jak jej powiem poźniej … - Gabriel kłócił się sam ze sobą, za nim dojechali do tego miejsca, które chciał jej pokazać. Trochę to zajeło zanim dojechali. Po jakimś czasie skręcił w jakąś uliczkę, gdzie droga zrobiła się wąska do przejechania, musiał już całkiem zwolnić, zresztą już bardzo blisko byli.

Mineło jeszcze parę minut za nim się w końcu zatrzymał, praktycznie na środku ulicy ale blirzej przy krzakach zaparkował i zgasił silnik. Kim wstała pierwsza ale on ściągną swój kask wstając i widząc, że się tym razem męczy ze swoim kaskiem, więc szybko pomógł jej ściągnąć. Jeszcze nie była wstanie nic powiedziec, więc patrzyła jak on stawia dwa kaski na siedzenie.

Gdzie on mnie wywiózł?, szczerze nie była tu nigdy, była bardziej ciekwa i podekscytowana, cieszyła się jak nigdy że jest właśnie z nim, czuła wewnętrzny spokój kiedy był z nią, a to co przed chwilą się stało to już było przeszłością. Zanim się obrócił, to włączył muzyke z telefonu, remixy do tańczenia na imprezach, już po chwili w patrywał się w jej oczy.

Kim oczarowała go swoim uśmiechem i ruszyła do przodu chciała wręcz podbiec i zobaczyć co jest z przodu tej ulicy. Jej chłopak od razu pobiegł za nią, łapiąc ją od tyłu za biodra i podniusł w powietrze.

- jak zamkniesz oczy to cię tam zanise – powiedział od razu, a ona zaczeła się śmiać,

- to zamknełaś oczka ? - zapytał też się już śmiejąc – zarażasz – dodał prędko i postawił ją na nogi i tanecznym ruchem do rytmu zaczął pokazywać co potrafi.


Zabrał ja w to miejsce żeby odreagowała, widział po jej twarzy jak wybiegła z mieszknia Nency. Że miała dość tego. Więc chciał żeby zapomniała o tym całym jej spotkaniu z tą osobą, bo Gabriel sam się już domyślił że wybrała Kim na przynęte, ale też nie chciał wszystkiego dosłownie mówić swojej dziewczynie, chciał zobaczyć co zrobi, ale wie że postąpi rosądnie. - bo to moja księżniczka – pomyślał z zadowoleniem i taki taniec przedstawił że Kim tak stała chwile w bez ruchu, śmiejąc się zakryła prawą dłonią usta, lecz sama zaczeła mu pokazywać swój taniec i takimi ruchami przeszli środkiem ulicy i zaraz po lewej stronie odsłonił się bajeczny widok na miasto, którego nie wiedziała, a akurat zaczął się inny kwałek muzyki gdzie było słychać ‘’moje ulubione miesce’’.

- to jest właśnie moje ulubione miejsce, zawsze tu przychodzę gdy mi źle i nie, nikt nie wie oprócz ciebie – odpowiedział patrząc na nią, ponownie zaczął taniec wokół niej, więc dołączyła, nie mogła tak tylko jemu pozwolić.

Było jak w bajce, jakby cały świat się kręcił w około nich. To było nie samowiete jak szybko zapomieli gdzie są i że już po zachodzie słońca. Zatrzymał sę po chwili, stał z prawej strony obserwując ją, jak jego dziewczyna szaleje. Nie mogła przestać ale nie jej wina.

- co wymiękasz – zaczeła się ponownie śmiać i musiała wystawić język w jego strone – reakcja jego od razu była że chciała ją złapać, a ona w rytm muzyki robiła uniki.

- na pewno zabiore Cię do klubu tanecznego następnym razem – zaczął, nie dając jej uciec, gdy tak pochodziła do niego tańcząc.

- z Tobą moge wszystko – aż zacisneła oczy przez sekunde, bo nie wierzyła że to powiedziła na głos, ale nie przestawała tańczyć, miała tyle energi że nie chciała się zatrzymać. Gbriel zaczął tak do niej podchodzić że w trakcie prawą ręką złapał jej lewą ręką i pociągnął do siebie że od razu była tuż przy nim. To już nie był taniec solo, tylko w parę. Nawet nie zwrócili uwagi że ktoś tamtedy przechodził i nagrał ich subtelny taniec. To była dziewczyna z nie dużym psem, wracała kiedy zaś nie mogła nie nagrać, po krótkiech pogawędzce i to że powinni tak profesjonalnie tańczyć, na co Kim chyba najgłośniej się zaśmiała, ale dostali zaproszenie do takiego clubu.

- na pewno tam w padniemy – upewnił Gabriel i jak popatrzył na Kim skaczącą jak piłeczka, nie mógł się przestać śmiać. Oczywiście nawet pomachali jak nieznajoma poszła dalej.

Gabriel już wyłączył muzyke, tak przez chwile stali z dystansem od siebie ale byli obruceni do siebie, patrzył się w jej tęczówki, w końcu powoli zaczął podchodzić obejmując ją w tali, już byli twarzą w twarz i wtopił się w jej usta. Nie chciała tego przerywać ale jednak. Miała jakieś obawy, coś ją dręczyło. Nie umiała mu to dosłownie powiedzieć, nie były to wątpliwości o niego, ale chociło też o jego tajemnice. O wiele rzeczy co chodziło o jej mame, i wogołe jeszcze wszystkiego nie poukładała sobie w głowie, - a co się stało po przedniej nocy ? - tak zapytała pomiędzy całusami, chłopak troche się zaśmiał.

- zasnełaś – odparł szybko i po raz kolejny zaczął całować. - zasnełam pomyślała Kim, to pewnie przez to wino, ohh nie – przeszyła ją fala zimna, jakiś taki dreszcz że chce to teraz powtórzyć, poczuła się nie swojo, - chce z nim być, ale jak mu powiedzieć, że jeszcze nie jestem gotowa…., gotowa jak być jego dziewczyną?… - usłyszała drugi głos w swojej głowie - nie… a może… już… nie wiem co robić…. - powiedź mu, dałej słyszała ten swój drugi głos w swojej głowie.

Chyba to w niej wyczuł bo po chwili już ją obją od tyłu i patrzyli się w widok miasta. Było pięknie ale Kim bała się jak to będzię, ale nie chiała go okłamywać. Więc postanowiła że mu powie swoje obawy, z nie wiedzą na jego reakcje. Obróciła się przodem do niego i go objeła w pasie, a on tak spojrzał na nią.

- co się stało? - zapytał pierwszy

- Gabriel …. ja się boje… boje się co będzie… ale chce być tylko z Tobą i … - zaczeła zaś płakać – chciała mu powiedzieć że go kocha ale bała się co to będzie.

- moja księzniczko wszystko będzie dobrze – dał jej buziaka w czoło – tylko dokońćz co chciałaś jeszcze powiedzieć – oddparł jeszcze.

- chciałam … dodać że mnie już dogi bolą ...– w myśli zostawiła to co naprawdę chciała powiedzieć, jeszcze mu powiem, gdy będę się mniej bać – tak to ujeła swoich myślach.

Zaparkował na parkingu przed jej budynkiem mieszkalnym. W mieście paliły się wszędzie lampy, a było dopiero po 21:00, tak w prawdzie to było już troche ciemno jednak.

Po wejściu do jej mieszkania, od razu zjeła szpilki, a Gabriel rozsiadł się wygodnie na sofie w jej salonie. Rozglądał się z zaciekawieniem po mieszkaniu, jak by był pierwszy raz aż na trafił na nią. Stała w drzwiach do salonu, trzymając małe zawiniątko w rękach. Włosy miała już trochę rozczochrane, chłopakowi to się podobało, ta jej naturalność.

Czuł po niej, że nie czuje się swojo, że coś ją dręczy i nie chce jej powiedzieć.

Nic nie mówiąc podała mu to prosto do jego wyciągniętej dłoni. ale jeszcze zdąrzył ją pociągnąć do siebie. Tak że nie miała wyjscia, że musiała usiąść na jego kolana. Nie miała odwagi by się nawet odezwać. A on ją obją w pasie.

Też nie chciał nic mówić, - a co jeśli nie chce być ze mną? … eeh co ty gadasz, nie jest tak, na pewno chce wiedzieć co się z Tobą stało kiedy wróciła od ciotki, chce wiedzieć coś o matce, - te słowa szumiały mu w głowie, - pokaże jej co jest w tej sakiewce, na pewno będzie lepiej, a co jak będzie w szoku – ale pomimo swoich myśli przystąpił do działania.

Przyglądała mu się jak otwierał czarną sakiewkę i wysypuje zawartość na swoją prawą dłoń. Aż zakryła usta obiema dłońmi z nie dowierzenia gdy zobaczyła dwa złote medaliki w krztałcie serca, które były rozłączone. Złączył je, żeby dobrze widziała co na nich pisze, na mniejszym

‘’ mój Gabriel C. Na zawsze mój ‘’ ,a na drugim troszke większym sercu pisze ‘’ moja Kimberly H. Na zawsze moja ‘’ .

Kim nie wytrzymała i zaczeła ponownie płakać.

- za nim moja babcia odeszła, dała mi je w prezencie, powiedziała żebym nie przestawał walczyć, w końcu mam Ciebie – po czym oparł swoją głowe o jej prawe ramie.

Kim nawet do głowy nie przysło, że to takie medaliki babcia Gabreila zrobiła dla niego. Wszyscy odtrącali ją od niego, nawet jej wstrętna ciotka u której musiała być, - całe szczęście że uciekłam, bo nie wiem jak by to się to potoczyło, ale miała dalej obawy przed założeniem.

Obruciła się do niego, miał spuszczoną twarz, widać że był przygnębiony i nie pewny. Ujeła jego twarz w swoje dłonie tak żeby w końcu poniusł swój zwrok na nią.

- to jest coś pięknego, szczerego i kocham Cię i nie zapomnę tego momętu kiedy się poznaliśmy ale może jeszcze poczekajmy troche...– a jednak powiedziała, po czym musiała wstać, musiała się na chwile od sunąc od niego. Nie protestował gdy wstała i przeszła na środek salonu. Łzy zaczeły jej napływać do oczu – co jest z tobą Kim, co ty wyprawiasz, on też może tego nie wytrzymać – mysłi zalewały jej głowe.

Zapadła cisza.

Takiej ciszy Kim najbardziej się obawiała, jaby miał nastąpić koniec świata pomiędzy nimi. Czuła że zaczyna się robić przepaść pomiędzy nimi, czuła ucisk w sercu, z takim uczuciem jak miłość nie można grać – ale ja nie gram, ja po prostu się boje! … - Kim krzyczała w myślach.

- rozumiem, tak chcesz to rozegrać. - odezwał się po chwili, był bardzo zmieszany, nie wziął poduwage tego że jego dziewczyna jeszcze się boi.

- nie chce niczego rozgrywać … - odezwała się cicho Kim.

Posłał jej niepokojący uśmiech, aż poczuła to zimno na swoim ciele, nie chiała się tak czuć, był tak blisko a taką obcość poczuła jak nigdy wcześniej. Wstał z sofy i powoli zaczął podchodzić do niej, a ona cofała się, aż do ściany o którą się oparła.

- myślałem że Ciebie straciłem, chciałem zapomnieć, że mi się uda, ale Nancy mnie tylko wykorztstała bo byłem popularny jako nastolatek, to takie głupie było, lubiliśmy się z początku, ale potem ... - był tuż przed nią, Kim przywarła plecami do ściany. - nie chciałem jej słuchać gdy mówiła że już mnie nie kocha, zacząłem jej grozić. Czy Ty też się boisz ? - z tym grorzeniem to nie prawda, to co za bajki gadasz swojej dziewczynie - tą myśl już zostawił sobie.

Kłam, pomyślała Kim. Ale była pewna, że Gabriel potrafi wyczuć kłamstwo, choć czuła też, że prawda może ją zabić.

- a chcesz, żebym się bała? Tego właśnie chcesz?

Jego ciemne oczy zaszły mgłą. Cofną się i westchnął głęboko, a potem dodał:

- nie miała w sobie ani odrobiny współczucia jak mnie zraniła, nic jej nie zrobiłem, a ona nagadała pełno bzdur w które wszyscy uwierzyli, ona Ciebie też wykorzystała. I pewnie ponownie to zrobi nie raz.

Odepchnęła się od ściany i zrobiła krok w jego stronę.

- przykro mi z tego powodu... - powiedziała oficjalnym tonem - może bym mogła….z nią pogadać jeszcze, żeby to zmienić. - i co byś zapytała jak ona tylko kłamie, Kim czy ty siebie słyszysz - myśli nie dawały jej spokoju.

Gabriel posłał jej słodki uśmieszek.

- a ja nie mam zamiaru z nią rozmawiać.

Kim było bardzo przykro, że nie mogła powstrzymać łez, z trudem łapiąc powietrze od parła szybko - dobranoc Gabrielu i wiesz co, nie musisz się o mnie troszczyć, dam sobie radę. - pokazała gestem dłoni, że ma już sobie iść.

Zamykając za nim drzwi, spojrzała na stolik w salonie na którym zostawił jeden z łańcuszków. - wszystko z chrzanilaś, wsztystko twoja głupia wina, zawaliłaś na amen, nie chciałaś, jak mogłaś…, sama będziesz – okropne myśli nachodziły Kim.


Gabriel gdy tylko usłyszał słowo ‘’ poczekajmy ‘’ tak jak kiedyś Nancy mówiła. Zaraz jak tylko wyszedł z jej mieszkania - ty głupi baranie, jak mogłeś ją tak zostawić, ona się boi, nie jest jak Nacy, czy jakakoliwiek inna dziewczyna - sam się zagubił - a może zaszybko jej dałem ten medalik - już sam nie wiedział co ma myśleć.

Zadzwonił do Lukasa, i kazał mu iść do Kim, ma sprawdzić co z nią i ma mu powiedzieć wszystko co usłyszy.

---------------------------------------------------------

Żeby zapomnieć o tym wszystkim co przytrafiło się jej dzisiejszego dnia. Poszła do łazienki która była w jej sypialni, zamknęła na klamkę, wzięła po drodze swój telefon i położyła na krześle koło wanny. Odkręciła kurek z gorącą wodą, wyrównała z zimną żeby nie była za gorąca, było jej dużo. Ściągnęła z siebie wszystko, i wreszcie zanurzyła się wodzie. Oparła głowę o wannę, znów zaczęła o nim myśleć, a z tego przerażenia co narastało w niej, suwała się coraz niżej, aż woda zakryła jej głowę. Miała ochotę się utopić, ale jak na złość zaczął dzwonić jej telefon, który leżał na tym krześle koło wanny. Wynurzyła się powoli, nie chciało jej się odbierać, a jednak odebrała.

- no wreszcie ! – usłyszała lekko zezłoszczony głos Lucasa. - dzwonię i dzwonię, wiem że nie śpisz, otwórz proszę, musimy pogadać.

- daj mi chwilę - odpowiedziała bezbarwnym głosem i rozłączyła się.

Wyszła szybko z wanny i owineła się ręcznikiem po czym ubrała się w majteczki, na to spodenki krótkie od piżamy, górę od piżamy, ale na to założyła większą koszulkę która sięgała do końca spodenek i ciepły shlafrok w którym się czyła w miare bezpiecznie gdy miała piżame, szybko rozczesała mokre włosy i wybiegła do drzwi.

- no wreszcie, i co dowiedziałaś się ... - nie dokończył ponieważ uwiesiła mu się na szyi i zaczęła płakać, zamknął sam drzwi wolną ręką, przekręcił kluczykiem w zamku. Delikatnie podniósł, zaniósł ją do salonu gdzie usiedli razem na sofie.

- powiedziała Ci, a ja jestem idiotą, że na to pozwoliłem, co to jest - wziął do ręki medalik ze stolika.

- zostaw – odparła zaszlochanym głosem, chciała mu zabrać, ale nie dał.

- był u ciebie, widziałem jak odjeżdża na swoim motorze, dał ci to na próbę ...

- na próbę ? - zapytała z niesmakiem.

- tak ...- chociaż Lucas wiedział że to nic nie było na próbe tylko dla niej od samego początku.

- czyli mam to ubrać ? - zapytała patrząc na medalik jak zahipnotyzowana, - to może jeszcze jest nadzieja że go zobacze - pomyślała zaszlochana.

- jeśli chcesz być jego dziewczyną, a już i tak jesteś to radziłbym Ci to ubrać. - ale nie to ją jeszcze dręczyło, musiała się jego o to zapytać.

- Lucas … - popatrzył na nią, tymi swoimi drapieżnymi oczami. - co wiesz o jego tajemnicy ? - zaczęła nie pewnym głosem.

- ale jak ci powiem, że uczestniczyłem w tym też, to już więcej o to nie zapytasz, umowa stoi ?

- to ty też w to byłeś zaplątany? - zapytała z nie dowierzeniem, - wychodzi że tylko ja nic tu nie wiem – odprarła ze zmarszczonymi brwiami.

- byłem tam i było nieprzyjemnie, szczegółów nie chcesz znać uwierz mi.

- ejjj no to mi nic nie mówi, o co tu chodzi - odparła ponuro - i tak mi nic nie powie, mam nadzie że Gabriel się odezwie jedak - westchneła cicho skrzywiona Kim, dalej się kiepsko po tym czuła.

- nie chce go stracić, to jedyny człowiek na krórym mi najbardziej zależy... - nawet nie wiedziała że to powiedziała na głos. Wstała z sofy i podeszła do okna.

- Kim nie stracisz go, jemu też zależy na Tobie, wszystko przesz tą Nancy bo wiesz co, mam z nią problem teraz - Lucas chociasz troche chciał pocieszyć swoją kumele.

- jaki ? - popatrzyła na niego z ukosa.

- grozi mi, że spotykam się z tobą i Gabrielem.

- to Ty jesteś po jej ... - urwała, już myślała że nie jest jej przyjacielem.

- nie, no co Ty, ona chce Ciebie dalej wykorzystać, zresztą zrobiła to odkąd się z Tobą zaprzyjaźniła, ona taka była i jest.

- tak to też przeczuwam, byłam totalnie głupia, kumplując się z nią - zaś zaczeła szlochać, - pomsułam wszystko - Kim nie chciała nawet przestawać płakać.

- Kim to nie twoja wina, nie wiedziałaś że ona taka jest. - jej przyjaciel chciał jakoś ją pocieszyć.

no idiotka ze mnie, znowu pomyślała tak o sobie, zrobiła zblazowaną minę ponownie siadając oparła się o sofę.

no co jest ? - odparł Lucas.

- powiedziałam jej o sakiewce, jak trafiła do mnie - odpowiedziała na jego pytanie.

- słyszałem, że James dobierał się do ciebie dziś na lanczu. - dodał szybko.

- to już pewnie wszyscy wiedzą - w tym samym momencie, olśniło ją - wiem dlaczego Ci groziła Lena - spojrzeli na siebie nagle - boi się, że Ty mi powiesz o tej tajemnicy.

- to Gabriel jej nie powiedział ? - Kim pokręciła przecząco głową - ale że Ty nie wiedziałaś, że ona miała chłopaka.

- nie pchałam się w jej sprawy, nawet nie wiedziałam dokładnie jak ma na imię. - Kim ale ty kłamiesz pomyślała z przerażenia.

- dobrze, że nie jesteś już przyjaciółką Nancy. - odpowiedział Lucas.

- też się z tego cieszę - powiedziała szybko, przy okazji jej przyjaciel spojrzał na zegarek.

- powiedz mi choć odrobinę o jego... - nalegała dalej, żeby jej powiedział coś o tej tajemnicy.

- dobra ale masz nie puścić pary przed nikim ...

- przysięgam... - spojrzała na niego.

- był w więzieniu - powiedział to szeptem, po szubko ją uściskał i wstał z sofy, skierował się do wyjścia.

- do jutra - rzucił i wyszedł z jej mieszkania.

Ona nadal siedziała na sofie w bezruchu. Gabriel był w więzieniu? To musiało, to chyba musiało być jak przestał pojawiać się na początku liceum, to było jakieś cztery lata temu pomyślała z przerażeniem. Wstała i powlokła się do sypialni, ale jeszcze podeszła do drzwi by przekręcić kluczykiem.

Położyła się na łóżku, ciekawiło ją za co siedział, w życiu by się nie ośmieliła zapytać go o to, ale sen szybko ogarnął jej umysł i przestała o tym myśleć.





Monday, 11 January 2021

~ III ~ '' Lęk ''

 


~ III ~

'' Lęk ''


                  Nie musiała nic mówić gdzie ma jechać, Gabriel doskonale wiedział gdzie Kimberly mieszka. Było już po dwudziestejtrzeciej i jednak było dość ciemno. A Kim że zmęczenia zamknęła oczy podczas jazdy. Wiedziała że już są przy jej budynku mieszkalnym. Więc gdy tylko zgasił silnik, otworzyła oczy i jak najszybciej z gracją zsiadła z motoru, żeby mógł go zablokować żeby się nie ruszał. Za nim sam szybko zeskoczył z motoru, Kim już mu podała kask który jej ubrał przed jazdą. Oczywiście chłopak był pod wrażeniem, chyba nie dokońca wiedział że tak szybko jej to pójdzie, wziął kask żeby schować od razu pod siedzenie, i przy okazji swój też. Musiał się pospieszyć, bo widział że dziewczyna zaraz padnie na chodnik ze zmęczenia.

Szybko podszedł do niej i zgarnął ją w swoje ręce, a Kim zarzuciła ręce mu na szyi. Tak ukradkiem oka patrzyła na niego jak wchodził do budynku i jak podszedł do windy to nie spuszczała go z oka wogóle, - ależ wpadłaś...- pomyślała aż z radości i zarazem przerażenia albo raczej przez to że szumiało jej w głowię, zaczęła się śmiać.

On akurat bardzo lubi jak sie dziewczyna śmieje, - a zwłaszcza moja dziewczyna - myślał uśmiechając się ale akurat winda nadjechała, więc wszedł do windy.

Kim też nie miała odwagi nic powiedzieć gdy była tak blisko niego. Odruchowo ją lekko podrzucił żeby poprawić trzymanie jej narękach.

- ohh przepraszam... - wyjąkała

- Ty to lekka jak piórko jesteś - na te słowa całkiem się zaś różowa zrobiła, a on się uśmiechnął ponownie.

- chyba tak szczęśliwego nie wiedziałam Cie od dawna...- aż zakryła usta lewą dłonią z przerażenia co właśnie powiedziała, a właśnie winda się zatrzymała i w końcu zaraz zatrzymał przed jej drzwiami do mieszkania, ale on nie mógł przestać wpatrywać się w jej oczy w tym momencie.

- to może...ja... tak... klucz...- wyjąkała nie spuszczając z niego oczu tak samo, tylko sięgła po torebkę i po chwil już byli w przedpokoju.

Gabriel przeszedł od razu do jej sypialni i posadził ją na łóżku, serce jej waliło jak oszalałe ale on wyszedł z sypialni.

Szybko ściągnęła szpilki i jego garnitur który zarzuciła na swój ulubiony fotel, była pewna że wyszedł, przez szum w głowie nie słyszała nic, szybko obróciła się w stronę środka łóżka czyli na jej lewy bok i zamknęła oczy. Czuła że zaraz zaśnie, ale po chwili jednak poczuła że ktoś kładzie się na wprost niej i całuje ją w czoło. Nie wytrzymała, albo on nie wytrzymał. Myślała nerwowo, bo poczuła jego usta na swoich, prawą ręką wsuną pod jej talie żeby ją przysunąć do siebie. Były tak namiętne pocałunki, że aż jej policzki płonęły. Nagle poczuła że jego prawa ręka co ją obejmował zaczął rozsuwać jej sukienkę od tyłu, no wiec ona zaczęła rozpinać jego koszulę z krawatem. W końcu byli dorośli.

Po chwili oboje byli w bieliźnie, znowu ją przytulił do siebie, skończyło się na namiętnych pocałunkach, ponieważ Kim po chwili już spała, zresztą i Gabriel zaraz zasnął tak samo. Całą noc trzymał ją w swoich ramionach.

Na następny dzień Gabriel się pierwszy obudził, było przed szóstą rano, nie mógł od razu wstać, jego wybrana dziewczyna była wtulona w niego. Aż nie chciał się ruszać, ale niestety musiał coś załatwić. Coś o czym tylko ich przyjaciel Luckas wie, co zresztą i on sam jest w to zamieszany gdy go nie było.

Gabriel delikatnie się ruszył żeby Kim przesunęła się na łóżko ale w tym samym momencie usłyszał słodki głosik.

- już ósma?...- zapytała po ciuchu przez zamknięte oczy przesuwając się na środek łóżka.

- nie, śpij kochanie, zobaczymy się na uczelni - po tych słowach dał jej buziaka w czoło a ona się uśmiechnęła, lekko otwierając oczy, chciała jeszcze spać ale szczerze już za nim tęskinła i wiedziała że patrzy na nią.

Gabriel szybko się ubrał i ruszył w stronę drzwi ale zanim wyszedł z jej sypialni musiał się obrócić by spojrzeć na nią, - przecież zaraz się będziemy znowu widzieć, - z tą myślą się obrócił w stronę wyjścia. Miał dorobiony klucz do jej mieszkania, więc zamknął drzwi na klucz. Kim nie miała o tym pojęcia i niech tak jeszcze to będzie, stwierdził szybko i ruszył do windy. Przechodząc przez jej salon podniusł jej torebke i wyciągnął z jej torebki to małe zawiniątko o które jest tyle rozgłosu, położył na jej małym okrągłym stole w przedpokoju gdzie leżały jej klucze razem z jej torebką, oczywiście zostawił specjalnie.


W pół do ósmej Kim usiadła zaspana na łóżku, do tego przeciągnęła się i przetarła zaspane oczu. Siedziała tak przez chwilę i zaczęła się rozglądać, gdzie jej sukienka, ale patrzy po sobie że jest w samej bieliźnie, - o materdej, czy to znaczy że ja i..... on.... my razem... - była roztrzęsiona – przestań dygotać, to przeciesz było zapisane że on jest dla Ciebie – na samą swoją myśl szybko sprawdziła godzinę, - o rany! prysznic! - wykrzyczała sama do siebie. Musiała zmyć wczorajszy stres i wino, którego o lampkę za dużo wypiła i jeszcze włosy musiała umyć. Zaraz po prysznicu i przebraniu się w świeżą bieliznę, musiała wysuszyć włosy suszarką po czym, sięgała po szczotkę która leżała koło lampki nocnej i zaczęła rozczesywać swoje potargane długie włosy. W końcu ubrała ciemne dżinsy rurki, tym razem czarną koszulkę z grubymi ramiączkami, a na nią czarną bluzę i kapturem ale tym razem z zamkiem. Do czarnej torby zapakowała potrzebne foldery i książki, a na nogi ubrała czerwone wkładane szpilki z wczorajszego wieczora bo były pod nosem. Ubrała kaptur na głowę i czarne przeciw słoneczne okulary, chociaż nie było jeszcze słońca, wzięła klucze ze stolika w salonie. Przewiesiła torbę na prawe ramię i wyszła z mieszkania zamykając drzwi na klucz. Nawet nie zwróciła uwagi że rzecz o którą Gabriel się upominał leżała dalej na stoliku skąd wzięła klucz od mieszkania.

Rano na uczelni tradycyjnie był tłok, każdy na nią patrzył ze zdziwieniem. Przecież ona nigdy nie chodziła w szpilkach na uczelnie, dziewczyny już gadały plotki na jej temat. Kim starała się tego nie słuchać, co mówili za jej plecami. To był uniwersytet, można było douczać się w każdym wieku, ale w większości byli to jeszcze młodzi ludzie. Kim miała problemy w podstawówce, więc można było też mieć takie dodatkowe zajęcia żeby po prostu się douczyć.

Pierwsze cztery lekcje minęły szybko, po dzwonku na piątą lekcje poszła szybko do ubikacji i właśnie z tego spóźniła się na lekcje o historii.

Wbiegła ostatnia do klasy i szybko usiadła przy swojej ławce. Historia czemu ja nie umiem tej historii, Gabriel zawsze siedzi w ostatniej i zawsze się na nią patrzył, ponieważ jej ławka była po jego prawej stronie od okna. Dziś jego ławka była pusta, Kimberly rozczarowała się z tego powodu tym razem. Od dzisiejszego ranka naprawdę nie chciała być sama. Po chwili zapadła cisza, Pan Flynn rozejrzał się po klasie i zaczął sprawdził obecność, po czym chciał przejść do lekcji, ale drzwi do klasy otworzyły się z lekkim hukiem i wszedł spóźniony chłopak. Kim była tak smutnie zapatrzona w książke, od razu jak spojżała w jego strone to  zrobiło jej się o wiele lepiej pomimo, że jego twarz była blada jak zawsze. Nic nie odpowiedział do nauczyciela, tylko udał się do swojej ławki patrząc co chwile na Kim. Pan Flynn nie zwrócił na niego uwagi tylko coś zaznaczył w swoim dzienniku.

- otwórzcie podręczniki na stronie 247 - odpowiedział chrapliwym głosem nauczyciel i zaczął się szelest kartek - ...co doprowadziło do wolnych elekcji ? - Pan Flynn zadał nagle pytanie z ostatniej lekcji, kilka osób podniosło rękę, ale on popatrzył prosto na pannę Howard, podchodząc powili do jej stolika. Tylko spokojnie pomyślała, nie lubiła go, zawsze jej się czepiał bez powodów. Może to że co kiedyś pokochiwał się w jej mamie która dała mu kosza. Jakby nie wiedział że jej mamy od dawna nie ma. Musiała się jednak zkoncentrować na pytaniu.

- więc to była śmierć Zygmunta ...7 lipca 1572 roku, ... wywołała ostry ... zakres w państwie...

- widzę że panna Howard jednak coś umie. - odarł nauczyciel z udawanym uśmiechem i skierował się ponownie do swojego biurka i zasiadł na swoim fotelu.

- może powiesz nam jeszcze w jakim państwie konkretnie to się działo ? – spojrzał na nią takim wzrokiem, jakby miał porazić ją laserem. Tego to już nie pamiętała, dlatego pokręciła przecząco głową, czerwieniąc się do tego ze wstydu. Nie dlatego że nie pamiętała tylko że zawsze jej się czepiał. Został zmuszony by zapytać kogoś innego, ale Gabriel sam odparł najszybciej. Lekcja minęła szybko, tuż przed dzwonkiem. Zawołał do siebie Kim żeby podeszła do jego biurka. Popatrzył na nią swoim znudzonym wzrokiem.

- widzę że zamiast nauki, panna Howard zmienia się w kobietę - stwierdził z pogardą, tak że cała klasa ucichła patrząc na nią.

- nie pana interes! a po za tym to ja jestem kobietą! - syknęła z drwiącym uśmiechem i wyprostowała się.

Cała klasa aż parsknęła śmiechem, a najbardziej bił brawo Gabriel, który oczywiście nie mógł przestać patrzeć na Kim, - moja Kim, i nie dam jej nikomu skrzywdzić, już teraz nie dam jej nikomu skrzywdzić - pomyślał z szerokim uśmiechem który jej posłał, akurat spojrzała na niego.

- pan Carter i panna Howard, będziecie znów pomagali pani Deewhurst! - wrzasnął kurzony nauczyciel i podał jej dwie prostokątne kartki z jej nazwiskiem i Gabriela - A teraz możesz wrócić z powrotem do ławki! - odparł szyderczym uśmiechem ale w tej samej chwili rozległ się dzwonek na lancz.

Ludzie z klasy zaczęli kierować się w stronę wyjścia, musiała przebić się przez falę ludzi do swojej ławki po swoje rzeczy.

Jak ja nienawidzę tego nauczyciela stwierdziła ponuro w myśli i wręczyła Gabrielowi jego kartkę i szybko wzięła swoja torbę i swoje foldery. Ruszył za nią do wyjścia, on to był w siódmym niebie że będzie z nią, - ona to jest moim narkotykiem - pomyślał rozbawiony, musieli skierować się do właściwej klasy na 7 piętrze. Weszli do wewnątrz gdzie panowała kompletna cisza, jakaś starsza nauczycielka siedziała za biurkiem, podeszli do niej i wręczyli jej swoje kartki.

- dwadzieścia minut –- odparła, podpisała je i schowała do szuflady.

- tak, nie naskrobaliśmy dużo - odpowiedziała Kim patrząc kątem oka na Gabriela, a on na nią.

- szczęściarze z was, siadajcie gdzie chcecie, nie musicie nic dziś robić - stwierdziła nauczycielka patrząc po nich posępną miną.

- dzięki, pani Deewhurst - odparł szybko Gabriel za ich oboje i skierował się za Kim do ostatniej ławki, gdzie usiadła i oparła się łokciami o drewniany blat i podparła głowę. Gabriel oczywiście musiał usiąść na wolnym miejscu koło niej.

Kim korciło zapytać go, co wczoraj wieczorem się wydarzyło, lecz nie miała od wagi tak to od razu wypowiedzieć. On musiał się uporczywie patrzeć na nią i na jej zarumienioną twarz.

- no nie patrz tak na mnie - wycedziła przez zęby do niego, zakrywając przy tym usta, z myślą żeby tylko on ją słyszał.

- kiedy ty jesteś moja i mogę się patrzeć na Ciebie kiedy chce - wyszeptał jej do ucha, no nie mógł się już od tego powstrzymać. A ona zrobiła się całkiem czerwona, aż czuł jak się zaczyna trząść.

- musisz mi coś powiedzieć... - wyszeptała patrząc mu w oczy - no nie ukryję tego, no nie ukryje - te słowa dudniły jej w głowie.

- co kochanie moje - odparł bardzo cicho ze słodkim uśmiechem któremu żadna dziewczyna by nie mogła się oprzeć. Kim nie mogła, nie wytrzymała zaczęła się śmiać, że aż nauczycielka się na nią popatrzyła.

- nic jej nie jest, tak z wrażenia ... że nie musi nic robić - odparł szybko Gabriel za Kim, która na jego słowa załamała oparte ręce na stole.

- rozumiem, niech przeżywa po cichu - odparła nauczycielka z pod swoich okularów i zaś zanurzyła się wczytaniu jakiś dokumentów.

- słyszałaś musisz po ciuchu przeżywać że jesteś moja - wyszeptał jej do ucha, Kim chciała płakać ze śmiechu, albo raczej z nie dowierzania. Nie odsłoniła twarzy przez piętnaście minut. Zastanawiała się czy czasem oboje się dobrze czują, bo Gabriel to nie mógł usiedzieć. Szczerze to nigdy w takim stanie go nie widziała, śmiała się bo nie mogła uwiezyć że to jest on, chłopak z dzieciństwa w którym się zakochała po uszy. W końcu szepnął jej do ucha, - przepraszam, ale jesteś moja i kropka, - podniosła głowę i popatrzyła się na niego z uśmiechem i zaraz szybko na nauczycielkę, ale po chwili wstała biorąc swoje dwa foldery z ławki, a torbę zarzuciła na prawe ramię by skierować się do wyjścia z klasy, ponieważ zauważyła zaraz po jego ’’przepraszam...’’, jak nauczycielka kiwnęła głową już że mogą iść. Gabriel troche rozkojarzony rozejrzał się i na nauczycielkie która tym razem machneła ręką że może iść.

Zaraz jak tylko wybiegł z klasy, zarzucił swoją prawą rękę na szyję Kim i przyciągnął do siebie tak że szli razem. Doszli do windy żeby zjechać na dół. Oczywiście Kim jeszcze nie czyła się swojo, bo wszyscy co byli na korytarzu szeptali po sobie i patrzyli na nich.

Kim słyszała różne plotki na temat Gabriela, ale szczerze to wolała jego towarzystwo niż kogokolwiek innego. Weszli do windy, było troche ludzi więc Gabriel stał zaraz za Kim którą objął i szeptał jej namiętne słówka. Kim miała uśmiech od ucha do ucha, i zerkała na niego co chwile z niedowierzeniem co jej mówi. Troche to potrwało zanim winda się zatrzymała i w końcu wyszli.

Gabriel zerknął na zegarek i w tym samym momencie szepnął jej coś innego do ucha i pocałował w czoło jak zawsze i już go niebyło.

Obiecał że zaraz się zjawi, więc skierowała się do stołówki, musiała coś zjeść, z tego wszystkiego zapomniała śniadania a która to była już godzina, kupiła sobie coś do jedzenia, usiadła na jakimś wolnym miejscu. Na szczęście nikogo nie ma, ucieszyła się w myślach i usiadła do stolika. W głowie kłębiły jej się myśli i słowa Gabriela. Chyba w końcu poczyła się że ktoś ją kocha, że jest mu potrzebna, tylko czy to było na ten moment czy też coś przyjdzie Kim do głowy. Po tym co przeszła też różne rzeczy chodziły po jej głowie. Nie spieszyła się, po zjedzeniu wstała, wywaliła papierek do kosza i odłożyła tacę na miejsce. Poczym skierowała się do wyjścia, oczywiście musiała wpaść na James'a, który pomógł podnieść jej rzeczy.

- sorry, nie chciałem – zaczął swoim słodkim głosem i wbił swój wzrok w jej oczy.

- nic się nie stało – wypaliła jeszcze nie wiedząc kto to, wstając z podłogi, ukradkiem popatrzyła na niego i chciała ruszyć do wyjścia ze stołówki, ale złapał ją za lewą rękę powyżej nadgarstka, obróciła głowę w jego stronę. Spojrzała najpierw na rękę którą jej ścisną, a zaraz po tym spojrzała w jego brązowe jak miód oczy, ale krew jej buzowała. Wiedziała już że zrobił to specjalnie.

- słodka jesteś, mała – zagadał przyciągając ją do siebie, objął ją lewą dłonią, a ona swoją prawą oparła o jego klatkę piersiową.

- zostaw mnie – warknęła.

- i niegrzeczna, lubię takie, Gabriel nie zawsze będzie się za tobą oglądał, wtedy ja wkroczę do akcji. – musnął swoimi wargami jej wargi za co ona podniosła bardzo szybko w powietrze swoją prawą noge i z całej siły nadepneła na jego lewą stope, reakcja natychmiastowa że puścił ją, do datkowo z całej siły popchała go na podłoge, runoł jak pionek jęczący z bólu, ludzie dookoła śmiali się do rozpuku, a James zrobił się czerwony ze wściekłości, szybko ruszyła w stronę swojej szafki, zanim James zdążył się ruszyć.

Co za palant, ciekawe ile panienek zaliczył pomyślała gdy wkładała już ostatni folder, chciała zamknąć szafkę ale poczuła na swoim karku oddech pewnego chłopaka, obróciła się prędko, była twarzą w twarz z mrocznym przystojniakiem. Znów ogarnął ją chłód i drżenie na jego widok, zwłaszcza jak był tak blisko i to na uczelni. Po lewej miała drzwiczki od szafki, a po prawej on opierał swoją lewą dłoń o jakąś zamkniętą szafkę tuż obok niej. Nie chciała już uciekać, właściwie to bardzo się ucieszyła na jego widok ze łzami w oczach obieła go wtulając się w niego. Już nie myślała że ktoś na nich patrzy. Szybko objął ją swoją prawą dłonią.

- już dobrze, dobrze moje kochanie, co ten gad gadał ? – zapytał tak cicho, że ledwo usłyszała co powiedział.

- ...że nie zawsze będziesz się mną interesował... – przełknęła ślinę ale podniosła głowę żeby spojrzeć na niego - ...i że wkroczy do akcji... – wyszeptała, a ciszę przerwał jednak krótki, ale głośny hałas jaki spowodował uderzając pięścią o zamkniętą szafkę.

Wzdrygnęła się na ten dźwięk, chociaż cały czas patrzyła na jego twarz, widziała że jest zdenerwowany, akurat po drugiej stronie stały trzy dziewczyny z drugiego roku. Pewnie też o nim słyszały, bo też się wzdrygnęły ze strachu i ruszyły biegiem korytarzem, oddalając się w mgnieniu oka.

- ale tak przy okazji to nie źle go potraktowałaś – parsknął śmiechem – śmiech szybko ucichł, po czym dał jej buziaka w czoło – musisz uważać na tego typa – odparł szybko.

Kim przełknęła ślinę z przerażenia – ...boje się ... – wypowiedziała cicho jednak swoją myśl patrząc tak na niego, a on na nią.

- jesteś moją księżniczką i nie dam Cię skrzywdzić nikomu – musiał jej to powiedzieć po raz kolejny, - ubje każdego kto tylko ją dotkine … - sam sobie to już powiedział w głowie. A ona już nawet zapomniała zapytać co się stało w nocy, przypomniała sobie jednak o tej rzeczy co miała dać w restauracji.

- nie mam tego przy sobie – wyjąkała, a on ponownie uderzył o szafkę, Kim ze strachu zamknęła oczy. To niebyło z powodu że nie ma tego zawiniątka przy sobie, tylko że w tej samej chwili Nancy stała tuż obok wejścia na stołówkę. Patrzyła na nich przez chwile po czym z oburzoną miną ruszyła do środka.

- twoja udająca przyjaciółke koleżanka właśnie jest na stołówce. - Kim otworzyła oczy po tych słowach, widziała nienawiść i zimno w jego oczach, które patrzyły na wejście na stołówke.

- proszę nie denerwój się – wyszeptała, po czym ponownie spojerzeli po sobie, zaś dał jej buziaka w czoło – postaram się, a teraz idź, znajdę Cię później – wyszeptał – po czym oboje puścili siebie, zanim odeszła jeszcze popatrzyli po sobie.

Zamknął z hukiem jej szafkę, gdyby nie Kim, to nie wie co on by zrobił,

- moja Kim już niedługo się wszystko wyjaśni. - po tych myślach, skierował się do wyjścia koło recepcji. Na parkingu spotkał Lucasa, ma zajęcia po lanczu, więc uciął z nim krótką pogawędkę.

Nancy wyszła ze stołówki na dwór, stanęła za drzewem gdzie zawsze jadły razem. Po chwili Kim stanęła koło niej.

- wszystko ci powiedział, skoro taki cudowny to wracaj do niego! – Nancy wrzasnęła na nią ze łzami w oczach.

- Lena czy Nancy? nie ważne, masz mnie posłuchać! -

- teraz wszystko jasne, należysz do niego! – znów warknęła na nią.

- A ty jak go potraktowałaś ... – powiedziała Kim już spokojniej.

- Ale powiedział ci z którą chodził!

- a sama mi nie mogłaś powiedzieć … - Kim starała nie krzyczeć, w przeciwieństwie do Nancy.

- nie twoja sprawa … !

- chce zabrać swoje rzeczy z twojego mieszkania. – odpowiedziała krótko w końcu Kim.

- dobra, jak tak bardzo chcesz wiedzieć to ci powiem, ale w mieszkaniu. – odarła ponuro Nancy.

Kimberly nie była pewna co usłyszy, czy prawde czy zaś kłamstwo, bo co do Gabriela już nie miała żadnych obaw, chociaż czuła że jeszcze jej nie mówi wszystkiego ale była gotowa żeby mu zafać.

Kierowały się już do wyjścia w stronę głównych drzwi przy recepcji, gdy akurat Lucas się pokazał w wejściu na uczelnie.

- Ty! Jak mogłeś o mnie wygadać! – wrzasnęła na niego Kimberly patrząc mu prosto w oczy, to było z tych wszystkich nerwów i dobrze wiedziała, że nie tylko od Lucasa tyle Gabriel wie o niej.

- spokojnie ... – złapał ją za rękę, wyrwała się ponieważ przeszył ją dreszcz emocji który spowodował że odszarpnęła odruchowo ręką.

- nie dotykaj mnie! – warknęła i to ona oparła jego o ścianę w przejściu. Nancy stała za nią.

- gadaj – syknęła do niego Kim.

- ja... tego ... on sam się pytał – wycedził przez zęby.

- jak się dowiem, to oberwiesz ... – zaczęła Kim, ale Lucas popchnął ją na Nancy i zwiał do środka uczelni.

- tak uciekaj, a właściwie to jest nie ważne! – krzyknęła za nim, stanął gdy usłyszał ’’to jest nie ważne’’ i obrócił się w ich stronę – chodź – odpowiedziała do Nancy i wyszły.

Lucas tak stał przez chwilę patrząc za dziewczynami, w końcu rozległ się dzwonek na pierwszą lekcje po lanczu, więc musiał ruszyć w stronę klasy.

Co za dziwni ludzie w tej uczelni pomyślała Kim wychodząc przed przyjaciółką z budynku.

Wersja Lucasa była taka. Uciekł ponieważ kiedy mówiła Kim, on patrzył na rozwścieczoną Nancy, która stała właśnie za nią, dawała mu ostrzegawcze znaki rękami, że go zabije jak jej powie coś więcej i żeby lepiej sobie poszedł, więc wolał sobie iść.

Nancy skupiła się na tym dlaczego Kim, stwierdziła że to nie ważne, cały czas nad tym główkowała, ale żeby się o tym nie dowiedziała musiała coś powiedzieć.

- jedziemy moim autem – odparła i skierowały się na parking w kierunku różowego audi tt.


- To teraz już wiem gdzie idziesz moja księżniczko, pomyślał zadowoleniem Gabriel włączając silnik swojego motoru i ruszając do wyjazdu z parkingu.


Nie zwróciły uwagi na warkot silnika i nie obejrzały się nawet żeby sprawdzić kto to był. Nancy zajęła się szukaniem kluczyka do auta w swojej torebce, a Kim znowuż patrzyła na róż auta, a poza tym to była sama zdenerwowana tym wszystkim. - to wszystko chyba tylko czekało na mnie – pomyślała Kim z zamyśloną miną na twarzy. W końcu jej była przyjacółka wyciągneła kluczyk od auta.

Tak Kim nie wiedziła, że Nacy ją wybrała na kumpele tylko po to żeby ją wykorzystać i dowiedzieć się nie wiadomych rzeczy o tajemniczym chłopaku i o tym małym zawiniątku.