Saturday, 9 January 2021

~ I ~ '' Sen czy rzeczywistość ''

 


    # Witam na moim blogu. #
   Jestem <Crazy Angel>


~ 1 ~


'' Sen czy rzeczywistość ''

Zbliżała się już dwudziesta pierwsza na zegarku, a Kimberly która nadal stała na drewnianej kładce położonej na rzece, nie daleko centrum w pewnym powiedzmy nie dużym mieście, chociaż niech Was pozory nie mylą.

Mroczna reputacja... oczywiście akurat w tym przypadku dla niej, tak sobie myśli, tylko jeszcze nie wie o pewnym przyjacielu i jego mrocznej reputacji. A może jeszcze bardziej mrocznej niż można sobie wyobrazić, ale to sami stwierdzicie... 

Miasto, gdzie Kim dorastała, właściwie gdzie cały czas była. Przez parę lat odizolowana od świata, całkowicie w innej części miasta, daleko od miejsca i tych co kochała najbardziej, gdzie myślała że będzie jej lepiej po tym co przeszła. Tylko jako małe dziecko nie ma się wyboru, nie miała wyjścia, kiedy nikt inny nie chciał się nią zaopiekować.  

...............................................

- nie mam miłych wspomnień z dzieciństwa, właściwie tragiczne, - pomyślała ze smutkiem dziewczyna wpatrując się w wodę na swoje odbicie, jakby chciała się w nią wtopić i nigdy nie wynurzyć. Szybko podniosła wzrok na wprost siebie, w kierunku grupy chłopaków, którzy siedzieli z drugiej strony na kładce, ale ona wpatrywała się dokładnie w jednego z nich.

Jest o jakieś 36 cm wyższy od niej, gdy sama ma jakiś metr i 62 cm, czyli wychodzi z jej obliczeń, że jest bardzo wysoki, a włosy ma czarne z grzywką opadającą na prawe oko, albo czasem zaczesane do tyłu, ale dla niej to nie miało znaczenia, bo lubiła taki nieład we włosach, a zwłaszcza u niego. Doskonale wie że gra i śpiewa w zespole który sam założył. Zna też nazwę zespołu '' Darkness Royal Boys'', a piosenki z jego głosem są wręcz hipnotyzujące, że nie da się ich przestać słuchać. Jej przyjaciel gra na perkusji w jego zespole, powiedział też, że niektóre piosenki są dedykowane dziewczynie z dzieciństwa ’’mrocznego chłopaka’’. Dali mu takie przezwisko, to było jeszcze w szkole średniej z jakiegoś niewiadomego powodu i tak już zostało. Chociaż ona to tylko słyszała od Lucas'a, ponieważ nie było jej w tej okolicy, jak wydarzyło się to coś nie przyjemnego.

Chłopak w którego się teraz wpatrywała jest niewiarygodnie przystojny, ale jego twarz i gesty wyrażają chłodną rezerwę do innych.

Patrzyła na niego i znów czuła drżenie na swoim ciele. - Czy on mi się, aż tak podoba?, i to jeszcze bardziej niż Ci się wydaje..., ale... on na żadną dziewczynę nie zwraca uwagi..., - ta myśl całkowicie stanęła jej w głowie, przymrużyła lekko oczy, zachodzące słońce świeciło prosto w jej twarz, mimo iż miała czapkę z płaskim daszkiem na głowie.

Lubiła słońce, aż miała ochotę ściągnąć tą czapkę, jednak po chwili chłopak wstał z pomostu, obracając się całkowicie w jej kierunku, w tej samej chwili spojrzeli sobie prosto w oczy. Oczywiście zdawały się być nieprzeniknione i bezlitosne, zimne jak czarna dziura z tej nie dużej odległości. Każdy bez słowa cofał się przed nim gdziekolwiek się znajdował. Wiedziała jak to jest kiedy ludzie cofają się na twój widok. A teraz łatwo było wyobrazić sobie zabójcę o takich oczach. Przeraziła się gdy zmroził ją lodowatym wzrokiem i cofnęła się o krok do tyłu, że omal nie wpadła do wody z pomostu gdzie stała. Kładka nie miała barierek, i nie raz zdarzały się kąpiele, chociaż nie było zakazu że nie można się kąpać.

Tajemniczy chłopak rzucił jakieś słowo do swoich kumpli i biegiem ruszył w jej stronę. Dokładnie wiedziała czego chce, a że nie miała tego akurat przy sobie, od razu skierowała się w przeciwną stronę, tak samo ruszyła biegiem na dość ruchomą ulice i zaraz prosto na chodnik prowadzący do centrum miasta.

Co chwile zerkała przez swoje prawe ramie, co o mały włos nie wpadała na pieszych z naprzeciwka, a on był i tak szybszy niż jej sie zdawało.

Szybko zrobiła zwrot na prawo z chodnika, wbiegła na ruchomą ulice, akurat w tym momencie nic nie jechało a nawet się nie rozglądała, - zdecydowanie to był fart – pomyślała i skręciła zaraz całkiem w ulice na wprost niej, a zaraz za budynkami z głównej zaś na lewo w wąska uliczkę. Za sobą słyszała tylko pisk opon, była tak przerażona jak nigdy dotąd, a do tego nie mogła złapać oddechu przez ten bieg, - zaraz się tu rozłożę jak dętka, co ja mam robić! - krzyczała w głowie z przerażenia. Lecz musiała się skupić gdzie ma biec, ponieważ wąska uliczka szybko sie skończyła, skręciła tym razem bardziej na prawo prosto przez inną ulice, na chodnik odbijający w kolejną ulice która szła ciut na lewą stronę pod górkę.

-----------------------------------------------------------------------------------

- Ależ ma chody ta dziewczyna, - pomyślał tajemniczy chłopak który gonił biedną Kimberly. - zabawa w kotka i myszkę - pomyślał z zadowoleniem, dawno takiego maratonu nie urządzał, a zwłaszcza za tą wybraną dziewczyną. Lubi czasem zaganiać swoją zdobycz w płapki kiedy na czymś mu bardzo zależy. Doskonale ją zna, a ona kompletnie go nie pamięta.

- przypomni sobie prędzej czy później, - pomyślał, ale na razie wpadł na genialny pomyśl na który nikt normalny by sie nie odważył, a że był wyjątkowy z nietypowymi pomysłami musiał to zrobić. Tak to sobie w bił do głowy, że będzie szybciej ją złapać zamiast tak gonić za jego wybraną dziewczyną po całym mieście.

Był już przy ulicy i akurat z prawej strony widział nadjeżdżające auto. W tej samej chwili wyłożył się specjalnie na środku ulicy, auto miało czas żeby zacząć trąbić i zahamować tuż przed nim.

Czy tajemniczy chłopak miał obawy? nie, raczej spodziewał się szybkiej reakcji ze strony dziewczyny która gdy tylko usłyszała pisk opon z przerażenia zatrzymała sie i obróciła się na pięcie. Od razu rzuciła się do leżacego nieruchomo chłopaka na środku ulicy, tak jak to zaplanował idealnie.

----------------------------------------------------------------------------

- nie! - wrzasnęła drżącym głosem, łzy natychmiast zaczęły jej napływać do oczu. Nie miała żadnego pojęcia, że to właściwie tylko płapka na nią.

Chłopak od razu złapał ją za prawą rękę w łokciu i otworzył oczy. Kim zamarła i zacisnęła swoje oczy, nie chciała otworzyć z przerażenia, a także z wściekłości na siebie, nie pomyślała, nie wpadło jej to do głowy, że on ma tak nietypowe pomysły, a raczej nie wiedziała jeszcze o wszystkich jego pomysłach, bo nie była pewna czy to ten którego pamiętała z dzieciństwa.

- Kochanie wstajemy - odpowiedział szybko i w tej samej chwili spojrzeli sobie w oczy, nie zwracając uwagi na wrzaski, czy przechodniów co kamerowali, czy nawet wściekłego kierowce z auta.

Wokół nich był chaos i gwar, a on po prostu wstał, pomagając w tym przerażonej dziewczynie. Czuł jak drży, czuł jej wibracje, czuł jak jej żyły pulsują i widział że nie chciała spojrzeć na niego, oczywiście nie chciał jej tak przerazić jak to odebrała.

Szybko pociągnął ją na stronę chodnika gdzie wcześniej się zatrzymała, ciągle trzymał ją za jej prawą rękę, w ostatniej chwili obrócił się jeszcze do tyłu i krzyknął donośnym niskim męskim głosem do ludzi

- spoko nic mi nie jest- a Kim aż ugięły się kolana, w ogóle chyba zawsze jej się uginały kolana na jego głos i widok.

Spojrzał na nią, oczywiście poczuł że zaraz zemdleje, lecz szybko złapał za jej ramiona.

- Kim - wypowiedział jej skrót imienia, słyszała go jak przez mgłę, posyłając mu lekki uśmiech, zacisnęła jeszcze mocniej swoje oczy i jeszcze bardziej poczuła się słabo.

- nie... odpadaj, nie teraz... - zaś go słyszała, ale nie była w stanie nic powiedzieć, - wszystko przez niego, - pomyślała i tylko poczuła że traci grunt pod swoimi nogami, lecz on szybkim ruchem zgarnął ją w swoje ramiona, a ona automatycznie zawiesiła swoje ręce w oku jego szyi. - I coś ty najlepszego zrobiła, - pomyślała załamana. Chciała płakać, gdzie on mnie teraz zabiera, jednak nie miała odwagi się odezwać a tym bardziej zerkać gdzie on idzie, ponieważ schowała swoją twarz przed nim w jego ramionach.

Minęło parę minut gdy znów skręcił w lewo na ulice w kierunku innej ciemnej uliczki. Było już po zachodzie słońca, a tam gdzie ją zabrał nie było nawet lamp. Byli tak daleko od jakiejkolwiek głośnej ulicy że tam panowała kompletna cisza. Naprawdę było tam ciemno, a ona okropnie nie cierpiała takiej ciemności, chociaż starała się nie dać tego po sobie odczuć.

W końcu postawił ją na nogi po lewej stronie przed ciemną ścianą jakiegoś budynku, a gdy to zrobił, sama zaczęła się cofać aż odbiła się o tą ścianę. Szybko otarła łzy z oczu, wycierając prawą dłoń o siebie, taki odruch.

- nic mi nie jest... - wymamrotała spuszczając wzrok w dół.

A on bez słowa zaczął podchodzić do niej aż znalazł się tak blisko, że chciała przestać oddychać, bo na pewno czuł jak jej serce zaraz eksploduje. Lecz on obezwładnił jej ręce do góry, opierając o ścianę, do tego specjalnie wsuną swoją prawą nogę pomiędzy jej nogi. Nie miała z nim najmniejszych szans i nawet nie miała zamiaru próbować.

Jego twarz tonęła w ciemnościach, patrzył na nią z łobuzerskim błyskiem w oczach, które wydawały się nie mieć dna.

- oddasz mi to co należy do mnie? – tym razem jego głos był lodowaty.

- tak nie traktuje się dziewczyn... – wypaliła z lekkim sarkazmem przez zaciśnięte zęby.

- traktuję wszystkich tak jak mi się to podoba – mocniej ścisnął jej nadgarstki i silniej przywarł do niej, że prawie nie mogła złapać oddechu teraz. - Słyszy jak ci zaraz serce wyskoczy z orbity, - usłyszała własny głos w swojej głowie.

- lepiej byś zaprosił na randkę... – odpowiedziała nie zwracając na siebie uwagi.

- nie umawiam się z byle jakimi dziewczynami – podnosząc przy tym swoje brwi skanując przy tym jej wygląd z góry na dół i z powrotem, - muszę ją jakoś sprowokować, odkąd skończyliśmy gimnazjum jakieś sześć lat temu, mogła by z czasem bardziej wyglądać jak kobieta, bo jak na razie wygląda tak: włosy związane tradycyjnie w kok i zakryte czarną czapką z płaskim daszkiem, koszulka z grubymi ramiączkami z zakrytym dekoldem, spodnie z materiału do kolan, bluza wiecznie w pasie, Nike na nogach do parkoura i czarna torba na prawym ramieniu, nawet błyszczyka nie używa.

- więc zapomnij o swojej...

- niech Ci będzie – przerwał jej szybko, uwielbiał jej tęczówki i lubił się w nie wpatrywać, przy okazji swoją prawą ręką ale szybkim ruchem ściągnął jej czapkę. Miała coś mu odpowiedzieć, ale wbił się w jej usta i zapomniała o całym świecie. Gdy oderwał się wreszcie, w jej głowie panował totalny chaos. Może i chciała więcej, ale to nie było na miejscu. Chciała go odepchnąć, ale nic z tego, ani nie drgnął.

- to ma być między nami – usłyszała przy swoim uchu, przebijający się jego głos w jej głowie.

- o której i gdzie mamy się spotkać? – zmieniła temat drżącym głosem.

- dziś o 21.00 w Castagna.

- w takiej...eleganckiej...

- no naturalnie że w takiej restauracji, lubie czasem dobrze zjeść gdzieś na mieście, a coś Ci nie pasuje? – chciała mu odpowiedzieć ale oczywiście znów jej nie dał skończyć, bo położył prawy wzkazujący palec na jej ustach.

Po paru sekundach patrzenia się zaś w jej tenczówki, puścił ją i odsunął się od niej tak szybko, że nie zauważyła kiedy to się stało. On już zaczął odchodzić od niej, dodał jedynie

- nie zapomnij wiesz czego wziąć – usłyszała jego zimny głos z przodu.

Kim odsunęła się od ściany wreszcie i stanęła po środku tej ciemnej uliczki tak na chwile żeby on już sobie poszedł.

- tak jest ’’mroczny chłopaku’’ … i oddaj mi moją czapkę! - koniec to już krzykneła i to bez zastanowienia się na konsekwencje, - mam się ubrać elegancko?, - chyba chce mnie przejrzeć pomyślała marszcząc swoje brwi, powoli ruszyła za nim.

- jeszcze jedno – odpowiedział obracając się natychmiast w jej stronę.

Stanęła jak słup soli w tym samym momencie, i zaś zaczęła się powoli cofać do tyłu, gdy on zaczął szybko zbliżać się do niej, zatrzymała się gdy był tuż przed nią, nie chciała napotkać znowu ściany, nie chciała czuć się jak owca w zagrodzie, ale też nie mogła uciec do przodu, bo i tak by ją złapał.

- po pierwsze to mam imię i nie oddam ci czapki już nigdy, moja księżniczko. – znów ją zmroził swoim wzrokiem, któremu nie mogła się oprzeć.

- eee moja ksi..ęż...niczko...to będzie moje przezwisko? – wyjąkała powoli z szoku, w głowie miała i to spory mętlik, ale on nie chciał odpowiadać.

Czas jak by przestał chodzić, wszystko do okoła jakby przestało istnieć, nic nie miało znaczenia w tym momencie.

Jego przenikliwie niebieskie oczy jak ciemny głęboki ocean, spotkały się z jej oczami z niebiesko-szarymi barwami, blado niebieskie i szare odcienie były jak linie wysokiego napięcia, tak samo nie mógł się oderwać od jej oczu, a przy tej okazji musiał ściągać jej gumkę z włosów, a ona nawet nie drgnęła. Ta chwila nie miała końca i dla niego i dla niej.

- dobrze wiem że przeszłaś piekło, nie bój się już, będę przy Tobie. - tym razem jego głos był tak miękki i łagodny, a był tak blisko, że obiją ją w około jej szyi w tym samym przyciągnął do siebie, nie protestowała. Sama objęła go szybko w pasie.

Jego słowa przeszły przez jej całe ciało, widziała ten blask w jego oczach, tak jak kiedyś jak wpatrywał się w jej oczy jak byli mali, nie mogła w to uwierzyć że to jednak on, lecz teraz to całkiem straciła kontrole w nogach, ale trzymał ją mocno, łzy jej automatycznie napłynęły do oczu.

- tylko…. tylko gdzie.. byłeś jak wróciłam...później...zdawało mi się że skądś Cie pamiętam...ale... - wyjąkała patrząc w góre na niego ze złami w oczach.

- przepraszam że tak długo to trwało, teraz mam siłę i nie oddam Cie nikomu - odpowiedział to tak cicho, że nikt inny by tego nie usłyszał.

Gdy pocałował ją w czoło, ściskał ją jeszcze przez chwile aż w końcu po woli zaczął się odsuwać.

- tylko nie płacz już - dodał puszczając do niej oko - to widzimy się zaraz, wiesz gdzie - odparł szybko, tak jak szybko się oddalił z ciemnej uliczki.

Kim stała przez kilka minut jak zaczarowana, nie mogła uwierzyć w to co przed chwilą się stało - nie rycz już, wyszeptała do siebie, - ale kiedy ja nie mogę przestać, wymamrotała w myślach. Stała tak jeszcze przez chwile, musiała ochłonąć, musiała zaś przetrzeć oczy, czuła jak jej serce dalej szybko bije. Wzięła parę głębokich oddechów na uspokojenie się aż zaczęła rozczesywać swoje włosy palcami i w tym samym momencie.

- hej ale moja czapka! - wrzasnęła, ale już go nie było, jak by się rozpłynął w ciemności.

Muszę zadzwonić stwierdziła w myślach, ale zanim wyciągnęła telefon, rozległ się jej dzwonek. Nie popatrzyła nawet na numer.

- halo – odezwała się w głuchą ciszę i wybiegła prędko z tej ciemności na uluce gdzie już były lampy, rozejrzała się czy go gdzieś nie widać, nikogo nie było, tylko jakieś warczące auto zagłuszało cisze.

- sprawdzam – rozpoznała głos Gabriela który przed chwilą stał koło niej.

- niee...oddałeeś...miii...czaapkii.. - wyjąkała w słuchawkę, nie myśląc skąd ma jej numer.

- zapomnij o niej wreszcie, widzimy sie zaraz, to buźka – po czym rozłączył się szybko, nic nie zdążyła nawet odpowiedzieć, - to była moja ulubiona czapka - pomyślała nerwowo i dodała wkurzona w myślach, - to na pewno Lukas dał mu mój numer, - ale w tym momencie chciała znaleźć inny szybko nr. do przyjaciółki.

- Nancy! – wrzasnęła Kim w słuchawkę.

- Kim! nie wrzeszcz tak, bo mi ucho odpadnie ! - odparła Nancy

- nie uwierzysz co sie stało!

- no nie wiem, idziesz? czy mam tak czekać na ciebie? - zapytała Nancy, właściwie nie chciała za bardzo wiedzieć co się stało.

- zaraz będę! - wrzasnęła ze śmiechem Kim, nie myśląc co tak na prawde jej kumpela myśłi.

- to czekam, powiesz mi zaraz co sie stało - odparła z ponurą miną Nancy i się rozłączyła.

Ale franca z niej, - pomyślała złośliwie Kim, - pewnie też by chciała się z nim umówić, ale nie ma mowy – chciała tą myśł wymazać, potrząsneła głową i ruszyła szybko chodnikiem. Musiała przejść na drugą stronę ulicy gdzie Gabriel udawał rannego, właśnie gdy tylko znalazła się na środku ulicy, do jej głowy przebiło się wspomnienie, wspomnienie tak dalekie, ale jakby stało się wczoraj...

Wspomnienie gdy była małą dziewczynką - ...gdy siedziała w foteliku dla dziecka w aucie, a po chwili jakiś chłopiec, starszy o trzy lata od niej otworzył drzwi nachylił się nad nią i odpiął jej pas.

- mama! on mi odpina pój pass…! - zaczęła krzyczeć czteroletnia dziewczynka.

- cicho już cicho - zaczął ją uspakajać i zakrył jej buzie żeby nie krzyczała dalej - zostaniesz u nas na noc? będziemy mogli spać w namiocie u mnie w ogródku. - po jego łagodnym głosie mała Kim powoli się uspokoiła i wtedy chłopiec zabrał swoją dłoń z jej maleńkich ust.

- chodź - i wyciągając do niej dłoń, chwyciła go mocno i wysiadła z auta.

- naprawę mogę? - zapytała idąc tuż za nim. Chłopiec o ciemnych włosach się obrócił do niej i uśmiechnął się tajemniczo... - trąbiące auto wybiło ją za myślenia i otworzyła szeroko oczy, stała nieruchomo na środku drogi, w końcu dotarło do niej gdzie jest i szybko przebiegła na chodzik. Odetchnęła z ulgą idąc powoli.

Jednak nie chciała uwierzyć, że to Gabriel, ale czemu ja nic nie pamiętam, wszystko jak przez mgłę, jabym śniła na jawie - pomyślała z rozpaczą, może kiedyś o to zapytam, albo Lukas'a, - zmarszczyła brwi i ruszyła ulicą w górę do umówionego miejsca z przyjaciółką.




1 comment: