~ Cz. V ~
‘’ Samotność czy jednak nie ? ‘’
O 7:30 rano zaczął zdzwonić tradycyjnie jej budzik, lewą dłonią trzasnęła go i się wyłączył. Usiadła po chwili przecierając zaspane oczy, w głowie miała mętlik. Wstała z łóżka, od razu pościeliła łóżko i wolnym krokiem podeszła do łazienki. W łazience długo nie siedziała ale musiała umyć włosy ale najpierw umyła zaspaną twarz i zęby, po czym rozczesała wilgotne włosy. Nie suszyła włosów, nie była w dobrym stanie, jedynie co robiła to pomalowała maskarą na czarno swoje rzęsy, dodała tylko ciemy róż na powieki i policzki. Kilka minut później ubierała już na czarną bieliznę, zaczynając od dołu spodnie, ciemne dżinsy rurki, na czarny stanik ubrała ciemno fioletową cienką bluze z kapturem i rękawami i wyciętym trochę dekoltem, założyła skarpetki i na nogi ubrała swoje ulubione lekko fioletowe sportowy addidasy z pumy. Do torby wpakowała potrzebne książki. Weszła jeszcze do salonu, zgarnęła ten łańcuszek do kieszeni bluzy.
Wychodząc z mieszkania, jadła jeszcze swojego tosta, dziś przeszła się na nogach na uczelnie, przy okazji zawiesiła sobie łańcuszek. Miała nadzieje że wszystko się wyjaśni. Wszystko sobie przemyślała, wiedziała co chce i z kim chciałaby być, miała tylko tą nadzieje że ją wysłucha. - jak on się nie zgodzi wysłuchać, to ja nie wiem co ja zrobię - pomyślała smutna Kim.
Nie miała ochoty nigdzie iść, ale nawet się nie spóźniła, a szła bardzo wolno że wolniej się już nie da..
Lekcje strasznie się ciągły, myślała że nigdy nie wytrzyma do upragnionego lanczu, ponieważ po nim ma zawsze już wolne. Nie gadała dziś z nikim ze swoich znajomych, zresztą unikała wszystkich, na przerwach miała kaptur na głowie, tylko na lekcjach go ściągała, żeby nauczyciele nie gadali. Zresztą kogo to obchodzi pomyślała patrząc na zegar wiszący nad biurkiem nauczycielki. Wreszcie kończyła się piąta lekcja, ucieszyła się gdy rozległ się dzwonek na który tak czekała.
Wychodząc z klasy już nie ubierała kaptura, tylko torbę zawiesiła na prawe ramię. Po zjedzeniu swojego lanczu na stołówce, skierowała się do swojej szafki, musiała sobie wymienić książki i zeszyt, żeby ogarnąć się na inne zajęcia na następy tydzień. Ta szkoła była tylko dla tych co chcieli by się douczyć, coś jak college ale nie do końca.
Kim w końcu wymieniła wszystkie rzeczy, miała już zamykać szawke, gdy nagle poczuła znajomy oddech na swoim karku. Po raz kolejny jej nogi zrobiły się jak waty. Była troche przerażona, nie była pewna jak ma zareagować ale nie wytrzymała. Od razu się obruciła do Gabriel’a, ze łzami w oczach wtuliła się w niego. Podniosła szybko głowe do niego.
- przepraszam, przepraszam … - Kim szeptała
- to ja przepraszam – odparł szybko i od razu ją obją żeby nie ruszyła się. - na prawde przepraszam, rozumiem Cię doskonale, chce Ci powiedzieć wszystko ale to nie jest takie łatwe, objecuje że na pewno wszystkiego się dowiesz… - chciał dokończyć.
- oczywiście że wiem, że mi powiesz, bo tylko Tobie ufam – wymamrotała Kim, ciężar z padł z jej serca, już myślała że go dziś nie zobaczy, że to się posypało.
Odruchowo lekko popchał ją do tyłu, że oparła się o zamknięte szafki. Podniusł swoją prawą dłonią jej głowe, a lewą dłonią oparł się o te szafki. Nie wytzymał, musiał ją pocałować, nie obchodziło że ktoś będzie patrzeć, obchodziłą go tylko jego dziewczyna. Kim nie protestowała, chiała tego i chiała być tylko z nim.
Mineła chwila zanim się uspokoili, spojrzał na nią, w jej oczy które mówiły do niego żeby nie przstawał jej całować. To było tak silne uczucie, nie do ogarnięcia. - muszę coś Ci pokazać - prawą dłonią wyciągnął swój telefon. - będziesz pękać ze śmiechu - i pokazał jej swój telefon, na ekranie była treść sms od Nancy. ’’ I co idioto! Myślisz że ona cię lubi! Ma swoje tajne sposoby! zna twoją tajemnicę! Jesteś sam! Nigdy nikogo nie będziesz mieć! Jesteś nędznym człowiekiem i naiwnym! Ha! Ha! Ha! ’’ - Kim parskneła śmiechem
- wiem że szantażowała Lucasa też, jaka ja głupia byłam że się z nią przyjaźniłam - wyszeptała troche smutna.
- moja Kim, nie, szczerze gdyby nie ta czarna sakiewka, pewnie bym się nie odwarzył przemówić do Ciebie, jestem przeszczęśliwy że to wyszło najaw, karma wróci do takich głupich ludzi jak Nancy czy jej drugie imię Lena, to już nie ważne.
- głupia?! - usłyszeli za sobą głos Leny, obrócił się w jej stronę, ale cofając się do tyłu, tak że przycisnął Kim. Chciała go popchać, bo nie mogła złapać powietrza ale nie dała rady, ponieważ ręce dał do tyłu i złapał specjalnie za jej nadgarstki. Świetnie pomyślała Kim, robiąc zblazowaną minę. Nie chciała żeby zrobił coś głupiego ale tak pomyślała sobie że nie będzie się nawet odzywać tym razem. Nie chciała z nią gadać, nie chiała na nią patrzeć nawet.
- tak, dobrze usłyszałaś – odpowiedział z lodowatym uśmieszkiem do Leny, po czym pociągnął za sobą Kim do jednej z wind którey były nie daleko.
Po zamknięciu drzwi puścił ją, stali na wprost siebie.
- jesteś moją jedyną, której bezgranicznie ufam – odparł słodkim głosem, i szybko zauważył na jej szyi łańcuszek, który wyciągnął z pod jej bluzy, nie było widać go dokładnie.
- czyli nie powiesz mi jeszcze o swojej tajemnicy ... – przerwała nagle tą cisze, a on powoli schował jej łańcuszek, pod jej bluze.
- wszystko w swoim czasie, moja księżniczko – powiedział.
Znów wpatrywał się w jej oczy, a ona w jego, to była jak piękna hipnoza, z któej nie chcieli się wyleczyć.
W tej samej chwili drzwi windy się otworzyły i wszedł Pan Flynn co uczy ich historii, spojrzała na niego dużymi oczami przez ramię chłopaka, chciała coś powiedzieć ale nie zdążyła, ponieważ Gabriel ujął jej twarz w dłonie i do tego przywarł swoimi wargami do jej warg. Zaczął tak namiętnie całować, nie zwracając na nauczyciela.
- może tak byście to robili w łazience, a nie w windzie nauczycieli – odparł sucho Pan Flynn, obracając się tyłem do nich.
- bardzo dobra uwaga – warknął Gabriel.
Winda znów stanęła, nie wiadomo jak ale nie zwrócili uwagi że byli na 9 piętrze i w tym samym momencie Gabriel wyszedł z windy trzymając Kim za jej lewą ręke, gdy drzwi windy ponownie się zamknęły puścił ją stojąc na wprost niej. Powoli odgarną jej włosy z oczu.
- nawet nie wiedziałam że jest tu winda dla nauczycieli – parskneła śmiechcem Kim, a Gabriel razem z nią.
- chodź, musimy zejść na dół, tym razem po schodach – oboje się roześmiali i ruszyli w kierunku schodów.
Po chwili gdy doszli do shodów, Kim zauważyła napis jakie to pietro ‘’ przedzkole i żłobek ‘’. Nie miała pojęcia że tu znajduje się takie piętro. Gabriel zatrzymał się przed schodami gdy Kim przeszła dalej ponieważ przez szklaną szybe od sali pełną małych dzieci, zauważyła coś co przykuło jej uwage. Z nie dowierzenia podeszła do otwartch drzwi, zobaczyła swojego ojca, który kucał żeby wziąć na ręce małą trzy letnią dziewczynke która krzyczała ‘’ tata’’.
Kim stała jak słup soli, zaczeło brakować jej oddechu, to było jak by zawaliła się jedna strona jej świata. Myślała że ona była tą córką, że po tym wszystkim co się stało, miała nadzieje że się ułoży pomiędzy nią a jej ojcem, Nie spodziewała się tego co zobaczyła, to był taki szok, że nie była w stanie tego wytrzymać.
W tym samym momęcie jej ojciec spojrzał na drzwi, po czym ruszył w jej strone. Kim nie chciała z nim mówić, nie chiała mieć z nim nic wspólnego, - on ma inną córke, nie mnie – krzyczała w głowie. Na pięcie obruciła się i ruszyła biegiem do Gabriela i od razu w strone schodów w dół, nie patrząc się za siebie. Gabriel też był w szoku, gdzy ojciec Kim był już w drzwiach.
- ja... ja chce jej wszystko wyjaśnić – odezwał się szybko Don Howard – Gabriel widział że nie było mu dobrze, to widać po oczach, jak może Kim to za szybko oszacowała, kiwnął głową i ruszył za Kim.
Dogonił swoją dziewczyne, razem wybiegli z budynku, zatrzymał ją jak już byli za wejściem. Kim zaś czewona od płaczu, obruciła się do niego, a on od razu ją przyciągną i przytulił mocno do siebie.
- nie płacz już, na swój sposób on Cię kocha i jeszcze wszystko Ci powie – odezwał się pierwszy.
- nie wiem, nie chce wiedzieć, bynajmniej nie teraz, - wyszeptała Kim – Gabriel proszę nie zostawiaj mnie samej, ja nie chce być sama, ja tego nie przeżyje – Kim targały takie emocje jak nigdy, była w kłębku nerwach, aż była roztrzęsiona.
Gabriel jeszcze mocnjej ją przytuliła do siebie.
- oczywiście że będe, tylko kochanie już nie płacz. - po czym dał jej buziaka w czoło. - bo ja nie moge patrzeć jak tyle płaczesz, proszę – Kim od samego przytulania zrobiło jej się lepiej, a po jego słowach to już całkiem zrobiło jej się lepiej, w ogóle jak był z nią to czuła tą ulge, że ją rozumie.
- moja księżniczko, mogę powiedzieć że widzimy się za pół godziny? – zerknął ukratkiem na zegarek – w parku tam wiesz gdzie – dodał szybko
- tam gdzie na deskorolkach jeździcie? - zapytała szybko Kim.
- dokładnie tam – odparł Gabriel dodał na koniec napiętny pocałunek i już go nie było, tylko słyszała warkot motoru i jak macha do niej gdy wyjeźdżał z parkingu.
Gdy tylko odchodził, smutne myśli nawracały się w jej głowie, ale wiedziała, czuła że mówił prawde, że w końcu się wszystkiego dowie, że nie będzie więcej mieć takiej nie wiadomej pustki i tyle pytań. Idę do domu po swój blok do rysowania i udam się na tą rampę pomyślała, ponieważ Gabriel ma się tam zjawić póżniej. Do domu szybko doszła, wzięła to co trzeba i znów opuściła swoje mieszkanie. Kierowała się ulicą w dół, szła chodnikiem mijając przechodniów. Wreszcie skończyły się domy, mogła skręcić na lewo, gdzie była stromą górke z trawy. Wyszła na nią, znajdowała się na dość dużym boisku, szła prosto po ławkach. Boisko się skończyło i zaczęła się rampa, właściwie to było ogromne, ulokowała się w jednym miejscu. Ludzi było tam pełno, więc mogła wybrać jakąś swoją ofiarę do narysowania. Wybrała jakiegoś chłopaka który jeździł na bemiksie, wyciągnęła potrzebne rzeczy i zaczęła szkicować ołówkiem. Nie zajęło jej to długo, była w tym bardzo dobra, w końcu rysowała postacie do komiksów to była jej praca popołudniami, większość swoich rysunków przesyłała do takiej firmy co robią komiksy. Też robiła projekty na tatułaże. Na opłacenie mieszkania dostaje pieniądze od ojca, ale po tym co widziała już nawet nie chciała tam być w tym mieszkaniu.
Jej ojciec jest biznesmenem, ale nie interesuje jej czym się zajmuje, ponieważ po śmierci mamy, zają się wyłącznie swoją pracą. Nie pomyślała o tym że jej ojciec, kochał jej matke, ale się załamał po tym co się stało. Niedał rady i zgodził sie że siostra jego żony, której już nie było, zajmie się małą Kim. Po paru latach jak rozpłakana pietnastolatka wparowała do jego biura, wynają jej mieszkanie. Oznajmił jak da sobie rade z gotowaniem i nauką to on będzie płacił rachunki.
Jej mama prowadziła auto, Kim miała wtedy pięć lat i siedziała z tyłu, jej mama nie zauważyła ciężarówki z którą się zderzyło auto. Wracały od Carterów ale musiała jeszcze zajechać do Ciotki Brit, siostry jej mamy, drzwi otworzyła młodsza Emma, powiedziała że mama zaraz będzie, więc poczekały w salonie, ale za nim weszły do ich domu, Kim widziała jakąś kobite co wyszła z garażu Ciotki i schowała się za krzakiem tuż przy aucie co przyjechała z mamą, pięciolatka się wystraszyła ale mama pociągneła ją do środka zamykając drzwi.
I to stało się wdrodze do domu na skrzyrzowaniu w centrum miasta gdzie wtedy mieszkali. Tuż po zderzeniu, niestety pomimo krzyków dziewczynki kobieta się nie odezwała.
Mama Kim dowiedziała się też w tym samym dniu, o tym że jej mąż miał romans, tylko już nie chciała słuchać że to było siedem lat wcześniej zanim poznała swojego męża. Kim słyszała kłutnie rodziców dzień wcześniej przed tym złym dniem, po wypadku zamkneła się w sobie, zwłaszcza że Ciotka Britt która miała być tak wspaniała, że będzie lepsza, podsłuchała rozmowy z jej dziadkami, zanim Ciotka ją zabrała do siebie. Robiła awantury, ale nikt nie słuchał małej Kim. Chociaż tyle że poznała Lucasa w podstawówce, o chłopaku z dziciństwa tylko słyszała, a pożniej gdy już miała dość tej całej Ciotki i jej córek, uciekła, chociaż nie wiedziała czy dobrze robi ale stało się. Na jej szczęscie, dostała swój zakątek gdzie czuła się bezpieczna, poznała przyjaciółke Nancy, myślała że będzie tylko lepiej, a później ta obciachowa impreza gdy miała 17 lat. Nigdy mu tego nie wybaczy, więc teraz się nim nie przejmuje. Ma większe kłopoty na głowie.
Rozejrzała się, w około chłopaka na bemiksie pojawił się ... Gabriel, we własnej osobie. Patrzył na nią, machając do niej swoją prawą ręką szedł w jej stronę szybkim krokiem. Szybki jest – pomyślała, spakowała prędko swoje rzeczy i ruszyła w kierunku z którego przyszła, tylko dlatego że nie była jeszcze gotowa pokazać mu swoich rysunków, był tam jeden specjalny rysunek, który chciała dać mu z okazji jak już stwierdzi że będzie gotowy, albo raczej w lepszej okolicznoci.
Oczywiście dogonił ją na boisku, gdzie przygniótł ją na ławce.
- po prostu świetnie – wymruczała pod nosem, ponieważ Gabriel z zadowoleniem wyciągnął jej rysunkowy blok. Przyglądał się z uwagą wszystkim rysunkom które miała tam, znalazł nawet siebie.
Wkońcu powoli usiadł koło niej, oczywiście miała focha, a niech ma pomyślał rozbawiony i dalej przyglądał się rysunkom. Musiał jej przyznać, że ma talent.
- wiesz co, nie wiedziałem że masz taki super talent, czemu go ukrywałaś? – zwrócił się do niej z rozbawionym głosem. A Kim chciała mu wyrwać bo widziała że jeszcze nie doszedł do tego co był tak dopicowany – proszę nie… - jękła
Ale chłopak nie dał jej, i przewrócił kartke i w końcu zobaczył.
- nie wieże, to ja ? - po czym popatrzył jeszcze raz w rysunek i zaraz na nią
- choź tu – po czym szybko schował jej blok, przysunął ją do siebie.
Nie mógł wytrzymać, musiał ją pocałować, każda nawet chwilowa rozłąka nie pasowała mu kompletnie. Ona automatycznie przysuneła się do niego, nie chciała żeby przestawał.
- mogła byś wymyślić logo do mojego zespołu – odparł pomiędzy.
- zobaczę – dodała Kim. Aż zaczeła się śmiać bo chyba w końcu dotarło do niej że już nic nie stanie pomiędzy nimi.
- cieszę się moje kochanie, że w końcu się śmiejesz – i ponownie zaczął namiętne pocałunki, że to już mogło być nie bezpieczne. Przysunął ją tak że prawie siedziała mu na kolanach. Pragnął ją bardzo ale to jeszcze to nie był ten ich wymarzony moment, ponieważ zaś musiał iść. To było takie ciężkie dla niego, że nie mógł spędzić do końca tego czasu z nią. Miał naprawdę dość tej męki od tych dwóch lat, chciał bardzo żeby to się już skończyło, wtedy będę mógł już być z nią na okrągło. Odsunął się powoli, widział że nie chce ale nie miał wyjścia, ponieważ nie pojawienie się było bardzo konsekwentne i nie tolerowane przez tych wstrętnych ludzi.
- trzymaj się, moja księżniczko, do juta – ruszył w stronę rampy. Oglądał się co chwile w jej kierunku, więc musiała zdać się na uśmiech, w duchu myślała żeby jeszcze to trwało, ale też bała się jeszcze, miała nadzieje że nic złego mu nie grozi. - bo ja tego nie przeżyje – wyszlochała do siebie.
Powoli wstała z ławki i ruszyła w stronę swojego mieszkania. Właściwie to poszła w całkiem innym kierunku, zmierzała na cmentarz, na grób swojej mamy.
------------------------------------------------------------------------------------------
Tym razem Gabriel kazał Erikowi żeby śledził Kim. Jechał za nią na swoim bemiksie, musiał zwolnić, bo w każdej chwili mogła się zorientować, że coś jest nie tak. Gdy zobaczył, że wchodzi na cmentarz, pomyślał że jest jakaś nawiedzona. Wyciągnął w pośpiechu telefon, aż się wywalił na swoim rowerze, pozbierał się szybko i wystukał numer na który zadzwonił.
- hej, słuchaj ona jest jakaś dziwna....
- nie chrzań, tylko gadaj gdzie jest – przerwał mu ostro Gabriel.
- właśnie znikła na cmentarzu... – Gabriel doskonale wiedział, dlaczego tam poszła, nic nie odpowiedział tylko się rozłączył.
---------------------------------------------------------------------------------------
Wiedział doskonale o tym wypadku, jego ojciec bardzo lubił jej matkę. Zawsze rozmawiali ze sobą bardzo długo i zawsze jej mama zostawiała swoją córeczkę u nich, jak musiała załatwiać jakieś ważne sprawy. Mała dziewczynka lubiła się bawić z chłopcem który był starszy o trzy lata od niej i jego młodszym o trzy lata bratem. Gabriel wiedział do tej pory, że boi się samotności w ciemnych miejscach, a tak że wiele innych rzeczy zapamiętał o niej.
Tamtego dnia, jej mama znów ją tam zostawiła, bawili się w piratów w jego domku na drzewie, gdy nagle wróciła oznajmiając, że musi już iść.
Zabrała pięcioletnią dziewczynkę z domu Carterów, kazała jej iść do auta. Dziewczynka obserwowała mamę jak rozmawia z Panem Harrym, widziała także chłopaka który zaglądał przez okno. Pomachał jej, a ona jemu, w tym samym czasie mama jej wsiadła do auta i odjechały. Ta scena zawsze mu się śni, że nigdy więcej jej już nie zobaczy, ale Gabiriel jednak pojechał za samochodem na swoim rowerze, akurat nie daleko gdzie mieszkała siostra mamy Kim, udało mu się też nagrać na telefonie jak dziwna kobieta wychodzi z garażu i grzebie w aucie którym miała mama Kim. Do tej pory miał ten filmik, musiał znaleźć dobry program żeby było wszystko widać, ponieważ gdy to wszystko się stało nikt nie chciał mu wierzyć, ani to że wyciągnął małą Kim z auta, i to że wszystko widział. Poźniej wszystko szybko się potoczyło i zabrali Kim. Ojciec Gabriel’a nie chciał więcej by jego syn spotykał się z tą dziewczynką. Z czasem jego ojciec stawał się coraz gorszy, był kryminalistą, nie chciał być takim człowiekiem jak jego ojciec. Tylko do końca nie wiedział że jego ojciec będąc w policji jako śledzczy z działu narkotykowego, musiał czasem udawać. Gabriel do tej pory nie wybaczył ojcu że mu nie wierzył. Jego matka zostawiła ich, Gabriel jak skończył 12 lat a jego młodszy brat 7 lat. To było z 5 lat po wypadku, gdy jego ojciec się wygadał o Scarlett Howard czyli mamie Kim. Co to by było jak by to się nie stało, myślał czasem o tym.
Jak na nie szczęście Gabriel wpakował się w tarapaty w dniu, przed swoimi siedemnastymi urodzinami, razem z Lucas ‘em. Gabriel od roku czasu miał dziewczynę. Przedstawiła mu się jako Lena?, wszystko dlatego że myślał że stracił Kim.
Było już późne czwartkowe po południe, czerwiec w 2006 roku. Śledzili jednego gościa, był chyba kryminalistą, miał jakąś walizkę. Tak stwierdził Lucas. Chcieli mu to zabrać, tak dla żartów. Po jakimś dłuższym czasie znaleźli się w jakimś opuszczonym hangarze, gdzie było pełno jakiegoś złomu i żelaza. Można łatwo było zahaczyć o coś ostrego i już byłoby rozcięcie gotowe.
Nie minęła chwila gdy facet się zorientował, że jakieś łepki go śledzą. Wpakował Lucasa w ślepy zaułek, bandzior już miał się na niego rzucić, ale pierwszy był Gabriel. Oczywiście mężczyzna był silniejszy i rzucił nim na podłogę jak pionkiem. Lucas już się gdzieś skradał za tym facetem który chciał uderzyć Gabriela. Nie stało się tak, ponieważ Gabriel chciał go popchać z całej siły ale on odsunął się tak szybko, że bandzior sam nadział się na coś ostrego i już się nie ruszył. Przerażeni chłopcy uciekli z tego miejsca. Po tygodniu policja dowiedziała się o nich, zaczęła się rozprawa w sądzie. Mijały tygodnie, w końcu, przyznali się jak było, Lucas mówił że gdyby nie Gabriel to byłby martwy, a Gabriel przyznał się że zabił tam tego faceta i za to został skazany na dwa lata w poprawczaku. Powiedział tak ponieważ nawet ojciej mu nie wierzył. Cieszył się że nie dostał na dożywocie. Dwa lata nie wiem, jakoś przeżyję pomyślał, gdy już musiał się pakować do więzienia dla nieletnich. Myślał, że jak wyjdzie to będzie już dobrze, ale tak nie było. Później jeszcze miał dwa lata prac społecznych. Dziewczyna która niby była jego dziewczyną zdradziła go od razu w drugim czy pierwszym tygodniu bycia z nim i ukartowała coś że będzie to ciągnąć, on to wiedział, a ludzie tego bandziora złapali jego i Lucasa. Powiedzieli jeżeli nie będą współ pracować to ich zabiją. Zostali pośrednikami marihuany, nikt nie wie o tym do tej pory. Gabriel nie chce tego dłużej tak ciągnąć, przez całe życie, już wolałbym umrzeć pomyślał jadąc na swoim motorze, ulicą w kierunku mieszkania Kim, ale był jeszcze daleko. Nie moge jednak jej zostawić – tego chciał się trzymać, bo do jego sytuacji nie miał już żadnych nadziei.
---------------------------------------
Jego brat Louis miał 11 lat gdy to się stało z Gabriel’em, śliedził brata z starszym znajomym ich mamy. Rob nie chciał żeby mały Louis to widział ale nie dało się, oboje to widzieli i nagrali, tylko po nagraniu telefon się popsuł, wszystko poszło źle. Louis robił awantury ojcu jak ten mu nie wierzył. Louis był tak samo w kłutni z ojcem do tej pory pracuje nad tym filmikiem, bo chce i pokaże, udowodni że jego brat był i jest nie winny.
----------------------------------------------
Kochana mamo powiedz mi co mam robić - Kim myślała gorączkowo klęcząc przy jej grobie. Przy okazji szkicowała przykładowe logo do zespołu Gabriela. Tak bardzo bym chciała żebyś żyła, nie zniosę tego dłużej, bycia samej bez ciebie, to takie ciężki dla mnie, łzy zaczęły spływać jej po policzku, wstała z trawy, wytarła oczy i schowała szybko blok. Po czym skierowała się do wyjścia z cmentarza.
Przestała racjonalnie myśleć, miała naprawdę samobójcze myśli. Planowała się utopić we własnej wannie. Miała wbite w głowie wszystkie negatywne rzeczy, kompletnie jakby zapomniała o tym że ma Gabriel’a.
Szła szybkim krokiem, więc po niecałych piętnastu minutach była już przed drzwiami frontowymi. Zamknęła drzwi na klucz i ściągnęła buty, na stolik w salonie rzuciła torbę i wyciągnęła blok, otworzyła gdzie naszkicowała to logo, położyła na stoliku, wzięła pilot od telewizora żeby go włączyć, położyła z powrotem i skierowała się do sypialni, przeszła szybko i znalazła się już w łazience, nalała pełno ciepłej wody do wanny, ściągnęła z siebie koszulkę, spodnie i skarpetki, została w samej bieliźnie. Weszła powoli, położyła się, zniżając się w wodzie, po same końcówki włosów. Odruchowo złapała za medalik który miała na szyji.
Gabriel doskonale wiedział, że chce to zrobić, znał ją na bardzo dobrze, że to zrobi dziś. Wyskoczył z windy i biegiem przez korytarz, wreszcie dobiegł do jej drzwi, nacisnął na klamkę z myślą że będą otwarte. Przeklną w myślach i wyciągnął szybko zapasowy kluczyk do jej mieszkania i otworzył szybko jej mieszkanie. Zamykając drzwi za sobą, w salonie grał telewizor, na stole dostrzegł blok, ale nigdzie jej nie było widać, ściągnął buty i szybko pobiegł do jej sypialni, też jej nie było, więc jedyna myśl jaką mogła zrobić, łazienka pomyślał i otworzył z hukiem drzwi. Od razu zauważył dziewczynę w wannie pod wodą. Ściągną prędko bluzę, koszulkę i skarpetki, w spodniach wskoczył do wanny, żeby ją wyciągnąć.
Nie oddychała, szybko położył ją na białych kafelkach i zaczą robić sztuczne oddychanie, w końcu był kiedyś ratownikiem za łepka i pamiętał co trzeba było robić, kurs nawet miał.
Znikła mu nadzieja, gdy powtarzał tą czynność przez bite dziesięć minut. Miał już zrezygnowany wstawać, ale nie mógł tak sobie przestać, stracić nadzieje, kiedy w końcu ją odzyskał – będę walczyć o nią ! – wbił sobie to do głowy, gdy nagle nie przytomna, biła jak ściana dziewczyna zaczęła się ruszać. Podniósł jej lekko głowę, żeby wypluła z ust tą wodę co miała w gardle, i mocno ją przytulił do siebie, odgarniając jej mokre włosy z oczu. Kamień z serca mu spadł.
Dopiero po kilku minutach do tarło do niej co się stało, była totalnie rozkojarzona. Widziała że ma łzy w oczach, czuła jego strach, czuła że by nie przeżył by tego.
- przepraszam – wyszeptała dziewczyna.
- moja Kim, proszę nie rób mi tego – Gabriel aż przymknął oczy, mocno ją do siebie przycisną, nie darował bym sobie, jakby faktycznie coś by się jej stało.
- przepraszam – powtórzyła Kim, chłopak tylko przystawił usta do jej czoła. Naprawde by sobie nie darował, jeśli by nie zdążył, nawet nie mógłby sobie tego wyobrazić, to go przerażało nad życie.
- zimno mi ... – wyjąkała to cichym głosem, uśmiechnął się i szybo okrył ją suchym ręcznikiem, pomógł jej wstać i zaniósł ją do sypialni na łóżko.
Widział że jest zmęczona. Gdy już leżała, Gabriel połżył się na wprost niej także byli twarzą w twarz.
- Gabriel ja … - Kim zaczeła – ale ponownie ją do siebie przytulił tak mocno, że oboje czuli swoje bicie serca.
- Już dobrze, jestem przy tobie, tylko proszę nie rób mi tego, bo kocham cię moja księżniczko i chcę żebyś była tu ze mną – wyszeptał jej do ucha. Kim wiedziała że źle zrobiła, nie chciała żeby był w takim stanie, to było straszne.
- jestem tylko dla Ciebie – powiedziała tak cicho i tym razem ona musiała dać mu buziaczka w usta, co przeszło w namiętność pocałunków. Po czym ponownie ją przytulił do siebie.
Zasneła szybko w jego ramionach, nie chciała żeby sobie szedł. Chciała się budzić przy nim zawsze, tak jak kłaść się spać i być z nim cały czas. Dotarło do niej, że nie może żyć bez niego tak jak on, nie może być bez niej. Potrzebowali siebie nawzajem.
